Thursday, November 29, 2007

"Bylem jednym z tych ,ktorzy strzelali do prez.Kennedy'ego

Ukrywana przez lata ,nagrana na filmie i wydrukowana ,spowiedz James'a Files,ktory twierdzi ,ze byl jednym ze strzelajcych do prez.Kennedy'ego.

Zgodnie z tym co mowi Files on byl tym ,ktory oddal fatalny strzal w lewa czesc glowy zamordowanego prezydenta.
Przedmowa :Jim Garrison.


Strzelalem do Kennedy'ego

Tuesday, November 27, 2007

RP z gwiazda Davida

RP z gwiazdą Dawida w tle
Państwo Polskie z rządzącą mniejszością żydowską

"Żydzi po całej Polsce rozsypani, wszędzie z swym duchem wyłączności z naszym ludem pomieszani, nie tylko zaplugawią cały naród, zaplugawią cały kraj, a zmieniając go w kraj żydowski, wystawią w Europie na pośmiewisko i wzgardę.”
„Przestrogi dla Polski” autor Stanisław Staszic, rok 1789

Nie możemy wspólnie z Żydami udawać, że budujemy razem z nimi Państwo Polskie i dobrobyt w znakomitej większości katolickiego Narodu, gdy w rzeczywistości trwa proces dokładnie odwrotny.

Żydowska mniejszość w Polsce ukrywająca się przeważnie pod polsko brzmiącymi nazwiskami, stanowiąca ok. 2,5% ludności Polski, choć nie istnieją oficjalne dane potwierdzające tę liczbę i może być ona większa, ma na swoim sumieniu dwukrotną w wciągu ostatnich 60 lat kradzież majątku Polaków. Po 1945 r. żydowsko-komunistyczna władza upaństwowiła prywatne majątki polskie, po 1989 r. żydowskie rządy w Polsce patronowały rozkradaniu majątku produkcyjnego, finansowo-bankowego, komunalnego wypracowanego przez Naród Polski oraz patronowała i patronuje wyprzedaży polskiej ziemi. Przy pomocy tzw. planu Balcerowicza (w rzeczywistości żydowskiego planu G. Sorosa – J. Sachsa, przyjętego jeszcze przez rząd M.F.Rakowskiego w 1988 r.) dokonano nie tylko grabieży majątku narodowego, ale okradziono Polaków z oszczędności. Okradziono również wszystkich tych, którzy zaciągnęli kredyty bankowe zmieniając wstecznie umowy i zmuszając do zwrotu wielokrotności pożyczek, co jest poza wszelkimi standardami prawa. Mieści się natomiast w mentalności żydowskich lichwiarzy i w żydowskiej filozofii traktowania nie-Żydów przez Żydów.

Są i inne żydowskie zbrodnie na Polskim Narodzie. Komuniści żydowscy z ZSRR ponoszą odpowiedzialność za wymordowanie po 17.09.1939 r. jeńców wojennych i polskiej inteligencji w Katyniu, w Miednoje, w Ostaszkowie, w Charkowie, w Starobielsku, w Kozielsku… - to zemsta za udaremnienie rozlania się w 1920 r. żydowskiego komunizmu po całej Europie.
Od 1944 do 1956 r. żydowsko-komunistyczna władza w Polsce wymordowała 600 tys. Polaków.
Nie powiodło się przyjęcie przez ONZ rezolucji potępiającej komunizm za zbrodnie ludobójstwa - pochłonął 100 - 120 mln ludzkich istnień. Gdyby taką rezolucję przyjęto, odpowiedzialność za największy mord w dziejach świata spadłaby na Żydów, twórców i budowniczych komunizmu, ale czy wtedy mogliby po 1989 r. opanować rządy niemal wszystkich państw Europy i budować JudeoUE-państwo?
Po zadekretowaniu przez żydowski rząd w Polsce upadku komunizmu w 1989 r. Żydzi obsiedli ponad 60% sejmowych i senackich foteli, a my Polacy płacimy im za uchwalanie antypolskiego i antynarodowego ustawodawstwa. Zajmują czołowe miejsca w większości, a może we wszystkich partiach zasiadających w sejmie RP. Występują oficjalnie przeciw polskiemu katolicyzmowi, przeciw narodowym interesom i przeciw państwu polskiemu. Opowiadają się jawnie za budową JudeoUE-państwa, albo kłamliwie przewrotnie, że są jej przeciwni, ale zawsze wtedy, gdy trzeba bronić interesu Narodu przystają na wszystkie żądania żydo-masonerii europejskiej i światowej, których interesy są od zawsze wrogie Polsce i Polakom i całej naszej chrześcijańskiej cywilizacji.

Oskarżam wszystkie żydowskie rządy sprawujące w Polsce władzę po 1981 r. do dziś o celowe i z pełną premedytacją działanie na szkodę Narodu i Państwa Polskiego.

Pod pretekstem zapaści demograficznej Narodu trwają rządowe prace nad nową polityką migracyjną. Chodzi o stworzenie zachęt dla narodowości wykazujących dużą zdolność adaptacji do osiedlania się w Polsce - na wizy do Polski czeka już ok. miliona Żydów w Izraelu, a oni zdolności adaptacyjne mają we krwi. Polski narodowy żywioł trzeba osłabiać maksymalnie. Miliony Polaków na Wschodzie czekają daremnie na powrót do kraju, a około 20 - 30 mln Polaków na świecie pozbawionych jest prawa udziału w wyborach do sejmu RP.
Obecny prezydent RP potępia polski nacjonalizm, ale jak można się domyślać hołubi żydowski w Polsce. Tylu festiwali kultury żydowskiej, ile odbywa się dziś w naszym kraju nie ma chyba nawet w Izraelu.
Można postawić pytanie, czy Polska to dziś jeszcze kraj Polaków, skoro jedną z najważniejszych osób w państwie jest ambasador Izraela pozwalający sobie na bezczelność zarzucania nam, Polakom, katolikom antysemityzmu? Ten Żyd robi to całkowicie bezkarnie! Chyba tylko jeden Wł. Gomułka, I-szy sekretarz KC PZPR, Polak, ale niestety komunista zdobył się na odwagę i wyrzucił z Polski w 1968 r. żydowskich bandytów z UB - organizacji utrwalającej zbrodniczy żydowski system władzy nad Polakami. Zrobił to niestety niedokładnie i dlatego od 13.12.1981 r. ciężko za tę jego fuszerkę płacimy. Jednak należy się mu przynajmniej pamiątkowa tablica, jako pierwszemu i jak dotąd jedynemu Polakowi, który podjął próbę naprawy tragicznego w skutkach błędu króla Kazimierza „Wielkiego”. Czyżby, dlatego „Wielkiego”, że pozwolił osiedlać się Żydom w Polsce?
W wyniku zainicjowanych przez Żydów rozruchów w grudniu 1970 r. Wł. Gomułka stracił władzę, ale krwią za te rozruchy zapłacił Polski Naród. Żydom nie udało się wtedy zdobyć władzy. I-szym sekretarzem KC PZPR został E. Gierek (złoty okres polskiej gospodarki), który nie miał już tyle odwagi, co Wł. Gomułka i w czerwcu 1976 r. zamiast Żydów, kazał pałować Polaków. Za sprawą żydowskiego sierpnia 1980 r. E. Gierek odszedł i tak skończył się epizod polskich rządów po 1945 r. w dziejach PRL i RP. Założona przez żydomasoństwo „Solidarność” – nomen omen, o tej samej nazwie działała od 1892 r. w Krakowie żydomasońska loża B’nei B’rith – miała tylko usunąć E. Gierka i jego ekipę i umożliwić mniejszości żydowskiej przejęcie władzy, ale wymknęła się Żydom z pod kontroli na szesnaście miesięcy. Zostało nam dziś wspomnienie krótkiej „Solidarności” Narodu, którą obca naszemu Narodowi władza bardzo łatwo zniszczyła wprowadzając w Polsce stan wojenny. W jego wyniku zamordowano „tylko” ok. 100 Polaków. W całym okresie żydowskiego PRL-u zamordowano też stukilkunastu księży. Ostatniego mordu kapłana dokonano w 1990 r., kiedy Polska „była już niepodległa”. Wszystkie te zbrodnie są bezkarne do dnia dzisiejszego. Gdyby ktoś miał wątpliwości, w czyich rękach znajduje się dziś władza nad Polską niech o tym wszystkim pomyśli.
Od ponad 200 lat Polacy pozwalają żydomasoństwu sobą manipulować, czego skutki dla Narodu i Państwa są zawsze tragiczne. Wystarczy przypomnieć trzy nasze nieudane powstania: styczniowe 1830, listopadowe 1863 i warszawskie 1944, w których Polacy realizowali cele żydo-masonerii wiążąc siły rosyjskie (w 1944 radzieckie) i powstrzymując je przed marszem na Zachód. Podobny manewr nie udał się w 1914 r., kiedy to Pierwsza Kadrowa J. Piłsudskiego, walcząca po stronie niemiecko-austrijackiej, nie doprowadziła do wybuchu powstania po wejściu do Kongresówki. Gdyby powstanie wtedy wybuchło, Rosja nie przystąpiłaby do wojny przeciw Niemcom i Państwo Polskie z pewnością by się nie odrodziło.
Dziś w wyborach 2007 r., ulegając manipulacji żydomasońskich mediów, wyrzuciliśmy z sejmu RP dwie jedyne partie reprezentujące, lepiej, czy gorzej, ale nasze polskie interesy. Polskę, jak szmatę wydzierają miedzy sobą żydomasoństwo anglosaskie i europejskie rywalizujące o prymat w świecie i dążące do podporządkowania sobie Rosji.

Jeżeli nasze państwo upadnie, a budowa JudeoUE-państwa w sposób oczywisty wymusza likwidację Państwa Polskiego, Żydzi z polskiej mniejszości będący zawsze czymś w rodzaju „międzynarodu’’ z pewnością dadzą sobie radę, a Naród Polski pozbawiany systematycznie od 1989 r. materialnych podstaw egzystencji będzie musiał zniknąć - już znika. Żydzi w Polsce mający wsparcie swojej światowej diaspory nie są w stanie wykorzenić polskiego katolicyzmu inaczej, jak przez fizyczną likwidację Narodu Polskiego.
Naród pozbawiony własnego majątku produkcyjnego, więc okradziony z dochodów z własnej produkcji, zmuszany do ograniczania produkcji rolnej, której wielkość nie pokrywa już zapotrzebowania żywnościowego narodu, reformą oświaty z 2000 r., obniżającą poziom edukacji, pozbawiony średniego szkolnictwa zawodowego, pogrążany w świadomie zaprogramowanej nędzy musi odejść w niebyt. Takie są nieubłagane prawa ekonomii i żydowscy inżynierowie liberalnego „postępu” w Polsce znają je doskonale.
Niszczona jest ochrona zdrowia Polaków, ale dzięki wytrwałej, trudnej pracy, choć celowo nędznie opłacanej, pracowników służby zdrowia, dzięki niepoddającej się liberalizmowi - czytaj judaizacji - etyce zawodów medycznych przeciętny poziom lecznictwa w Polsce jest mimo wszystko wyższy niż w wielu krajach Zachodu, wyższy niż np. w USA - mówią o tym statystyki. Jednak chór pożytecznych idiotów bywa, że i lekarzy, ulegając podszeptom inżynierów liberalnego „postępu” żąda prywatyzacji szpitali i usług medycznych. Ci antypolscy głupcy chcą pozbawić biedniejących Polaków dostępu do ochrony zdrowia, która należy się ludziom w równym stopniu i niezależnie od ich pozycji materialnej, bo zdrowie jest dla każdego człowieka dobrem takim samym.

Dlatego, Żydzi w Polsce muszą zostać pozbawieni wszystkich funkcji publicznych Państwa Polskiego oraz bezprawnie przejętego majątku narodu. Musimy bezwzględnie się tego domagać, jeśli chcemy przetrwać nie tylko jako Polski Naród, ale jako ludzie - nie-Żydzi. Niestety nasza świadomość narodowa po 1989 r. uległa za sprawą żydo-lewackich mediów znacznej erozji. Czy zdołamy ją w porę odbudować i uchronić Państwo Polskie przed likwidacją - oto jest pytanie?
Prawo polskie powinno zakazywać obejmowania przez nich wszystkich stanowisk mających wpływ na kształtowanie prawa, programów oświatowych i na życie naszego Narodu. Judaizacja całej naszej chrześcijańskiej kultury prowadzi do jej degeneracji i wyniszczenia. Za antypolskie osiągnięcia dla polskiej kultury nagradzani są antypolscy Żydzi przez pochodzących z tej samej nacji rządzących i przedstawicieli mediów. Przyglądamy się temu bezradni w swojej bezsilności. Naszą tragedią jest, że część z nas ogłupionych przez powszechne żydowskie media bierze to za dobrą monetę. Jedyne w Polsce radio, wydaje się, że polskie, choć niestety mało narodowe - Radio Maryja - nieśmiało odpiera ataki, chwała Bogu skutecznie, wściekle antypolskich mediów i wysługujących się im filosemickich kundli. Jednak rola tego radia w ostatnich wyborach powinna skłaniać katolików do głębszej refleksji. Nie można mieć pewności, czy radio to nie wysługuje się, a może tylko nieświadomie ulega, wrogim nam siłom i wyprowadza w pole uczciwych i łatwowiernych katolików.

Jeśli państwowym prawem świeckim nie wzmocnimy etyki chrześcijańskiej, katolickiej moralności we wszystkich przejawach życia społecznego, to po upadku JudeoUE-państwa nie odnajdziemy już Polskiego Narodu.
Upadek JudeoUE-państwa nastąpi tak samo, jak wszystkich poprzednich tworów państwowych zbudowanych przez Żydów. Zdehumanizowany, zateizowany organizm państwa, wyposażony w zdegenerowane systemy podatkowy i niezależny od władz państwa system finansowy wyniszczające gospodarkę i środowisko naturalne człowieka oraz jego samego (a w Polsce mamy dziś z tym do czynienia), od starożytnego Izraela przez ZSRR do JudeoUE-państwa znamiona własnej śmierci nosi już od chwili narodzin.
Uzasadnienie dla wprowadzenia takiego prawodawstwa wynika z konieczności ochrony Narodu Polskiego, jego żywotnych praw i interesów. Prawo do takiego uzasadnienia wypływa z kształtowanej od tysiącleci mentalności żydowskiej przepojonej do nie-Żydów wrogością i nienawiścią, których szczególne nasilenie skierowane jest przeciw narodom katolickim takim, jak Naród Polski.
Do dziś żydowska etyka oparta jest na judaizmie rabinicznym - szowinistycznej, wrogiej wobec chrześcijaństwa religii. Z niej wypływa żydowskie prawo oraz system prawny dzisiejszego Izraela będącego w istocie państwem wyznaniowym, dyskryminującym własne mniejszości.
Jeżeli dziś ktokolwiek domaga się liberalizmu w znaczeniu wolności i tolerancji dla ludzi i narodów powinien tym bardziej domagać się wprowadzenia prawa zakazującego kultywowania, wychowywania, indoktrynowania ludzi w duchu judaizmu rabinicznego oraz w duch ideologii nim inspirowanych: komunizmu, socjalizmu, nazizmu, liberalizmu, globalizacji, a więc w duchu rasizmu, wrogości, nienawiści i nietolerancji wobec wszystkich, którzy nie są Żydami. Dziś jednak w światowych mediach mamy do czynienia ze zjawiskiem odwrotnym, wyśmiewane, poniżane, negowane, niszczone są wszystkie religie poza jedną, poza żydowską. Domaganie się, więc ochrony praw narodu nie ma nic wspólnego z antysemityzmem rozumianym, jako nienawiść do Żydów i nie oznacza odebrania im praw mniejszości narodowej tylko właśnie ochronę życia rdzennego narodu. Jednak mniejszość dążąca do podporządkowania sobie lub zniszczenia narodu i państwa, w którym żyje musi być z niego wyizolowana i pozbawiona wpływu na wszystkie sfery jego funkcjonowania. Żydowski sposób pojmowania prawa nie może odciskać swojego piętna w żadnej dziedzinie życia katolickiego Narodu Polskiego.

Żydowskie i żydo-masońskie środowiska w Polsce od 1926 r. przyzwyczajone do politycznej władzy nad Polskim Narodem być może chciałyby zmusić nas do życiowej wegetacji świadomością przegranej walki o byt narodu i presją alternatywy „albo my, albo oni”. Nawet przez chwilę nie wolno nam rozważać podobnej myśli i alternatywy, bo są one poniżej naszej narodowej, katolickiej godności. To my i tylko my, Polski Naród, mamy niezbywalne prawo do tej ziemi i do określania i ustalania warunków egzystencji naszego narodu i tych mniejszości, które wspólnie z nami chcą żyć, pracować i mieszkać. Nasze prawo jest przed ich prawem, ale musimy je stanowić zgodnie z katolicką nauką i wiarą, a one dają gwarancję szacunku i równości wszystkim obywatelom państwa.
Nasza wiara katolicka zabrania nam prześladowania i niszczenia innych narodów i Polacy zawsze temu zakazowi byli posłuszni. Było by, więc łamaniem przykazań wiary prześladowanie żydów i Narodu Żydowskiego zwłaszcza, że katolicyzm i judaizm rabiniczny wyrastają ze wspólnego pnia, jakim był judaizm biblijny. Jednak nasza katolicka wiara nie zabrania nam jej obrony i obrony naszego Narodu, a wręcz przeciwnie, tę obronę nam nakazuje i ją uświęca. Katolicy nie będą też nigdy opowiadać się za likwidacją judaizmu rabinicznego. Naród żydowski pogrążony od bez mała 2000 lat, więc młodszy od chrześcijaństwa, w szowinistycznej religii mogą zniszczyć jego własne grzechy wobec innych i wobec własnego narodu, ale ma On też szansę nawrócenia.
My katolicy powinniśmy modlić się tylko o łaskę nawrócenia dla naszych tkwiących w wyniszczającym obłędzie braci żydów, ale decydowanie o własnym państwie musimy zastrzec wyłącznie dla nas samych, dla Polaków.

Jeśli nawet próbuję zrozumieć obłęd mrocznej żydowskiej mentalności, to napawa mnie odrazą wszelki filosemityzm Polaków. Pomijając poczciwych głupców niepojmujących własnej zdrady narodowych interesów, jest filosemityzm postawą godną najwyższego potępienia oraz usankcjonowanego prawem karania i to bardziej nawet od żydowskiej zdrady i nienawiści.

Dariusz Kosiur

List otwarty do organizacji polonijnych na terenie Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej

Zblizaja sie wybory w USA. W sytuacji obecnej w wyniku upartego niszczenia amerykanskich struktur politycznych i spolecznych przez mniejszosc zydowska doszlo do paradoksalnej sytuacji ,w ktorej Amerykanie sa obywatelami II kategorii we wlasnym kraju.Ich polityka zagraniczna kieruja ludzie,dla ktorych interesy malego rasistowskiego panstewka na Bliskim Wschodzie jest wazniejsze niz interesy kraju ,ktoremu powinni sluzyc.
Zydowskie lobby w USa popiera tylko tych kandydatow ,ktorzy obiecuja im kontynuacje takiego stanu rzeczy.
Przeczytajcie i rozpowszechniajcie "List otwarty" przyslany do nas przez OWP.
Jerzy


"Szanowni Rodacy:

Polacy w kraju z niepokojem śledzą zabiegi lobby żydowskiego w Stanach Zjednoczonych i w Polsce w celu uzyskania rekompensaty za straty materialne poniesione przez Żydów w czasie II Wojny Światowej i w okresie komunizmu na terenach obecnego państwa polskiego. Jak sobie przypominacie, Polska podpisywała stosowne w kwestii rekompensat umowy międzynarodowe w latach 60-tych i 70-tych i zadośćuczyniła za poniesione straty wojenne jednostkom pochodzenia żydowskiego.
W chwili obecnej nie jednostki, lecz organizacje żydowskie domagają się całkowitego zadośćuczynienia od narodu polskiego za straty, które zostały spowodowane ręką hitlerowskiego lub sowieckiego okupanta. Są to organizacje, głównie zlokalizowane na terenie Stanów Zjednoczonych, które de facto nie mają istotnego związku z osobami lub rodzinami osób poszkodowanych, lecz raczej reprezentują i koordynują interesy polityczne ugrupowań żydowskich skupionych w państwie Izrael. Stało się to ostatnio bardzo widoczne w przypadku funduszy szwajcarskich, które przeznaczone były na rekompensaty społeczności żydowskiej w Szwajcarii, a pomimo to zostały przelane na konta bankowe do Izraela.
Ugrupowania żydowskie prowadzą rozbudowaną grę polityczną na terenie Stanów Zjednoczonych tworząc naciski, a jednocześnie oferując poparcie dla amerykańskich polityków w różnych sferach ich działalności. W chwili obecnej, najbardziej spektakularnym przejawem takiej gry jest zakres nacisku, a zarazem poparcia, dla kandydatki na prezydenta Stanów Zjednoczonych Hillary R. Clinton.
Przejawem nacisku ze strony lobby żydowskiego jest niewątpliwie fakt, że podpisała ona do tej pory wraz z niektórymi innymi politykami amerykańskimi dwa listy do rządu polskiego nakłaniające zarówno polskiego premiera jak i prezydenta do niezwłocznego zajęcia się sprawami rekompensat dla organizacji żydowskich. Niemal równolegle, organizacje żydowskie w Stanach Zjednoczonych otworzyły stronę internetową
http://www.holocaustrestitution.net/lettertofristandreid.html gdzie znajduje się wzorcowy list do amerykańskich senatorów Frista i Reida, domagający się przyśpieszenia procesu restytucji mienia utraconego przez żydów w przeszłości. Ten list jest również formą nacisku na innych polityków amerykańskich.
Jednocześnie przejawy poparcia lobby żydowskiego dla H. Clinton są wręcz oczywiste. Lobby to otworzyło dla H. Clinton specjalną stronę internetową propagującą jej kandydaturę na prezydenta USA i zbierającą dla niej poparcie w różnych środowiskach żydowskich
http://jewsforhillary.wordpress.com/2007/01/ . W księgarniach amerykańskich dostępna jest książka żydowskiego autora Bersteina, malująca bardzo pozytywny portret H. Clinton jako kandydatki na prezydenta. Artykuły prasowe są nie mniej pochlebne. Artykuł w Time Magazine (piśmie tradycyjnie sprzyjającemu środowisku żydowskiemu) z dnia 16 lipca, 2007 roku (wydanie kanadyjskie) „The Pat-on-the-Back-Factor” przedstawia możliwość wyboru H. Clinton na prezydenta jako poważny krok w kierunku emancypacji kobiet, a także innych grup w życiu politycznym Ameryki. To samo czasopismo, a także telewizja, również sprzyjająca środowisku żydowskiemu, bombardują widzów nowym wizerunkiem H. Clinton jako osoby głęboko religijnej, wypowiadającej się na tematy duchowości i modlitwy (Time, July 23, 2007).
Wreszcie, organizacje żydowskie pełnią niemałą rolę w mobilizowaniu różnych środowisk żydowskich i nieżydowskich w celu poparcia kandydatury H. Clinton poprzez internet, nie tylko w drodze podpisywania zamieszczonych tam listów, ale również poprzez udzielanie zsynchronizowanego poparcia społecznego w nadawanych tą drogą debatach kandydatów na prezydenta, takich jak debaty w youtube.
Biorąc te fakty pod uwagę, jesteśmy przekonani, że organizacje i środowiska polonijne na terenie Stanów Zjednoczonych powinny podjąć działania przeciwstawiające się grze politycznej amerykańskich środowisk żydowskich - grze wykorzystywanej przeciw Polsce w celu uzyskania łatwych korzyści materialnych. Organizacje żydowskie tworzą wizerunek Polski jako kraju odpowiedzialnego za straty materialne społeczności żydowskiej w czasie i po II Wojnie Światowej przemilczając fakt, że nasza Ojczyzna była w owym czasie krajem okupowanym.
W szczególności fakt, że konkretne decyzje sądów amerykańskich oddalają roszczenia żydowskie wobec Polski (por. Wyrok Sądu Apelacyjnego Stanów Zjednoczonych dla drugiego Okręgu z dnia 3 marca 2006 r. - sygnatura akt: 02 -7844; pełny wyrok w dniu 23.03.2006 r.) powinien stać się przesłanką działań amerykańskiej Polonii. W związku z tym stanowiskiem sądownictwa amerykańskiego, popieranie żądań roszczeniowych wobec Polski jest sprzeczne z orzecznictwem USA i nadaje tym roszczeniom nie tylko wymiar niemoralny, ale również nielegalny.
Społeczeństwo polskie oczekuje, że Polonia amerykańska poprze w nadchodzących wyborach amerykańskich interesy Polski – lojalnego sojusznika Stanów Zjednoczonych, nie zaś interesy wrogich Polsce organizacji żydowskich. W tym celu usilnie prosimy organizacje polonijne o podjęcie następujących kroków:

I. poprzez różne formy mediów (polonijna i ogólnoamerykańska prasa, radio, telewizja i internet) Polonia amerykańska ukaże społeczności amerykańskiej poparcie H. Clinton dla żydowskich działań roszczeniowych, jako niemoralne (roszczenia wymagane od ofiar – nie sprawców), sprzeczne z ustawodawstwem amerykańskim i nielegalne.
II. w sposób jak wyżej, Polonia amerykańska przedstawi kandydaturę H. Clinton jako osoby pozostającej pod naciskiem grup o niejasnych celach politycznych i używających niezgodnych z prawem środków, zagrażających dobru Stanów Zjednoczonych i ich sojuszników
III. w sposób jak wyżej, Polonia amerykańska będzie organizować sieć stron internetowych kwestionujących kandydaturę H. Clinton i jej kwalifikacje w dyskusjach internetowych
IV. w sposób jak wyżej, Polonia amerykańska ukaże działania lobby żydowskiego, jako działania antagonizujące społeczeństwo tradycyjnego i wieloletniego politycznego sojusznika Stanów Zjednoczonych
V. w celu ukazania faktycznego charakteru kandydatury H. Clinton na prezydenta, polskie ugrupowania narodowe zalecają stosowanie w mediach i wyborczych spotkaniach następujących sloganów w wersji polskiej i angielskiej:



Is a person who undermines American law the right candidate for American President and a good example for the world?

Should Americans consider a candidate who is a potential risk by linking American policy to interests of rich lobbies and not to those of the American people?

Should the next American President be the leader who antagonizes American allies or the one who respects them and respects international agreements?

The future President of the United States should be the voice of rich lobbyists or all Americans?


Czy osoba, która podważa amerykańskie prawo może być właściwym kandydatem na amerykańskiego prezydenta i dobrym przykładem dla świata?

Czy Amerykanie powinni brać pod uwagę kandydata, który jest potencjalnym ryzykiem z powodu wiązania polityki amerykańskiej z interesami bogatych grup nacisku a nie z interesami narodu amerykańskiego?

Czy następny amerykański prezydent ma być przywódcą, który antagonizuje aliantów amerykańskich czy też przywódcą, który ich poważa i poważa umowy międzynarodowe?

Przyszły prezydent Stanów Zjednoczonych powinien być głosem bogatych lobbystów czy wszystkich Amerykanów?

Polska i polski naród pozostanie wam na zawsze wdzięczny i zobowiązany za Wasze poparcie w celu ochrony dobrego imienia Polski i jej zasobów przed wrogą agresją.

Z poważaniem
- Realny Ruch Narodowy,
- Kwartalnik ”Podstawy Narodowe” - Nr.Rej.Pr.52/04 S.O. w Lublinie,
- Obóz Wielkiej Polski
i stowarzyszone organizacje polityczne w Polsce"

www.owp.org.pl

Jeszcze jedne zydowski morderca..Jeszcze jeden!?

Tym razem Zyd z Izraela ,ktory przyjechal do USraela i byl profesorem na uniwersytecie w Pensylwanii.Rok temu zatlukl lomem swoja zone.Zmasakrowal ja tak ,ze niewiele zostalo z jej glowy.
'Stracilem po prostu cierpliowosc w czasie sprzeczki"-powiedzial kolejny zydowski zbrodniarz.

Stracilem juz rachube ilu ich bylo w tym roku.oczywiscie nic mu sie nie stanie.Grozi mu od 41/2 do siedmiu lat za "nieumyslne zabojstwo".
Zydowscy sedziowie postaraja sie aby wlos mu z glowy nie spadl.

Kolejny zydowski zbrodniarz

Sunday, November 25, 2007

Co oni maja w tych swoich genach?!

Kolejna zbrodnia ,bez motywu ,popelniona przez dwoch zydowskich nastolatkow.


Zeby sie zabawic trzeba kogos zabic

Liczba Zydow na swiecie 1933-1946 -wedlug zrodel zydowskich

Patrz ,Pan..a gdzie ten ichni holo... holo..No wie Pan,ten okres kiedy nie mogli sie migac od pracy...

Duzo nas do pieczenia chleba ?

Jak Zydzi wykanczaja USA ?

Zydowski plan przejecia USA i jego efekty

Nowy (?) australijski premier.

Po Howardzie,ktory byl zydowska marionetka i robil co mogl aby popierac polityke izraelska na scenie miedzynarodowej mamy teraz nastepnego syjoniste,ktory (jak oswiadczyl w czasie spotkania z Zydami w Melbourne)jest zwiazany z Zydami poprzez DNA.
DNA swojej zydowskiej zony...


Nastepny zydowski figurant

Bartoszewski oddaj order!

Senat KUL postanowił przyznać doktorat honoris causa Władysławowi Bartoszewskiemu. Można tylko zdumiewać się decyzją ludzi, którzy postanowili tak mocno uhonorować Bartoszewskiego, akurat po wielkiej serii jego jakże niegodnych wystąpień polityczno-propagandowych, pełnych wrzasków i wyzwisk pod adresem ludzi inaczej niż on myślących. Szafowanie obelgami w stylu "dyplomatołków", którzy "szmacą kraj", można tylko tłumaczyć głębokimi kompleksami Bartoszewskiego, maturzysty, bezprawnie nazywanego profesorem. Za swe tak tendencyjne i wrzaskliwe zaangażowanie w kampanii wyborczej po stronie Platformy doczekał się Bartoszewski arcyhojnych pochwał Donalda Tuska. Został przez niego wywindowany jako rzekomy "najlepszy polski życiorys", "najlepsza polska biografia".

W tym miesiącu ukaże się moja prawdziwie szokująca książka "O W. Bartoszewskim bez mitów", która pokaże całą prawdę o tym historyku-polityku. Pokażę na bardzo mocno udokumentowanych przykładach, jak wielkie skazy zaciążyły w ostatnich paru dziesięcioleciach na tym "najpiękniejszym życiorysie". Skazy te jakże poważnie przyćmiły rzeczywiste wcześniejsze zasługi Bartoszewskiego z poprzednich lat. Pokażę w swojej książce samochwała, skrajnie wyolbrzymiającego kosztem innych swoje zasługi z doby wojny. Pokażę łowcę nagród i odznaczeń, robiącego to na naprawdę niebywałą skalę. Nieprzypadkowo w niemieckich kręgach naukowych od dawna nazywają Bartoszewskiego "Preisjäger" (łowcą nagród). Pokażę fatalnego ministra-nieudacznika, który zawsze starał się, jak mógł, unikać stanowczej obrony Polski i Polaków, tym chętniej za to prowadząc politykę "na klęczkach" przed Niemcami i Izraelem. W oparciu o rozliczne przykłady pokażę postać osoby mijającej się z prawdą, porównując np. dwa całkowicie sprzeczne ze sobą (z 2000 i 2006 r.) kłamliwe tłumaczenia Bartoszewskiego na temat jego haniebnego milczenia w izraelskim Knesecie w grudniu 2000 roku. Przypomnę zdumiewający fakt sprzeciwienia się W. Bartoszewskiego jako sekretarza kapituły Orła Białego przyznaniu tego odznaczenia pośmiertnie generałowi Augustowi Emilowi Fieldorfowi i rotmistrzowi Witoldowi Pileckiemu. Przypomnę liczne, tak niegodne przystosowania się Bartoszewskiego do niemieckich oczekiwań w poglądach na historię i współczesność. Przystosowaniom tym towarzyszyło jakże uzasadnione oczekiwanie Bartoszewskiego na różne zaszczyty ze strony niemieckiej, od dobrze opłacanych wykładów i honorariów po nagrody i odznaczenia. Przypomnę choćby fakt, że niemiecka Fundacja Boscha hojnie wsparła kwotą aż 132 tys. marek pracę W. Bartoszewskiego nad wspomnieniami na temat porozumienia polsko-niemieckiego (wg M. Goss: Klientyzm, czyli polityka i pieniądze, "Nasz Dziennik" z 30 marca 2007).
W nieustającej pogoni Bartoszewskiego za nagrodami i odznaczeniami znalazł się epizod szczególnie haniebny - niegodne Polaka przyjęcie złotego medalu ku czci śmiertelnego wroga Polski - niemieckiego ministra spraw zagranicznych Gustawa Stresemanna.

Antypolski wyczyn W. Bartoszewskiego
Do wspomnianego, tak skandalicznego wydarzenia doszło 15 listopada 1996 r. w Moguncji. Bartoszewski uroczyście przyjął złoty medal z rąk niemieckiego ministra spraw zagranicznych RFN Klausa Kinkla (por. Wolny czyni dobro. Laudacja wygłoszona przez ministra spraw zagranicznych RFN Klausa Kinkla 15 listopada 1996 r. z okazji wręczenia profesorowi Władysławowi Bartoszewskiemu złotego medalu Towarzystwa im. Gustawa Stresemanna, "Gazeta Wyborcza", 5 grudnia 1996 r.). Bartoszewski przyjął medal, pomimo że jako historyk musiał znać podstawowe, dość przygnębiające fakty z życia Stresemanna. Musiał wiedzieć, że Stresemann jako minister spraw zagranicznych Niemiec w latach 1923-1929 był bardziej zachłanny w agresywnych roszczeniach terytorialnych wobec Polski niż Adolf Hitler w 1939 roku. Hitler żądał od Polski Gdańska i "korytarza" przez polskie Pomorze. Stresemann żądał od Polski zarówno Gdańska i "korytarza", jak i polskiego Śląska i wielkiej części Wielkopolski. Aby doprowadzić do wymuszenia na Polsce oddania Niemcom tych ziem, Stresemann wszczął w 1925 roku wojnę celną z Polską, która szybko przekształciła się w wojnę gospodarczą dla wyniszczenia Polski. Wszczynając ten konflikt, Stresemann sądził, że jeśli Niemcy doprowadzą nasz kraj do ruiny gospodarczej, to ulegniemy ich wszystkim zaborczym żądaniom. Pełen nienawiści do Polski i Polaków, Stresemann konsekwentnie dążył do całkowitego izolowania Polski w Europie, począwszy od nader zręcznie wynegocjowanego przez niego układu w Locarno w 1925 roku. Układ ten zagwarantował trwałość granicy między Francją i Niemcami, pozostawiając bez żadnych gwarancji dla Polski naszą granicę z Niemcami, którym otwarto w ten sposób drogę ekspansji na wschód.
Aby pokazać jak najpełniej całą prawdę o roli G. Stresemanna jako śmiertelnego wroga Polski, przytoczę w tym szkicu wymownie charakteryzujące go fragmenty publikacji kilkunastu autorów, wydanych zarówno w języku polskim, jak i w większości w językach obcych: niemieckim, francuskim, angielskim i hiszpańskim. Będą to przeważnie cytaty z opinii bardzo znanych historyków polskich i zagranicznych. Pokażą one, do jakiego stopnia Stresemann był zarówno wrogiem Polski, jak i niemieckim agresywnym nacjonalistą, który poprzez swoje działania utorował drogę do podbojów Hitlera. Mam nadzieję, że po dokonanym przeze mnie przedstawieniu ogromnego antypolskiego "dorobku" Stresemanna Czytelnicy zaczną się zastanawiać nad "tajemniczymi" motywami, jakie skłoniły Bartoszewskiego do przyjęcia medalu ku czci niemieckiego polakożercy. Niech Czytelnicy sami uznają, czy uroczyste przyjęcie przez Bartoszewskiego złotego medalu ku czci śmiertelnego wroga Polski - Stresemanna, było zgodne z jakimikolwiek normami, które powinny obowiązywać uczciwego Polaka-patriotę. W mojej opinii, wspomniany postępek Bartoszewskiego był wyczynem antypolskim, zasługującym wyłącznie na potępienie.

Stresemanna wrogość do Polski
Uwagi na temat zajadłej, niepohamowanej wrogości Stresemanna można znaleźć w rozlicznych pracach polskich i zagranicznych historyków. Zacznę od przypomnienia, jak oceniał rolę Stresemanna jeden z najwybitniejszych historyków polskich ostatniego półwiecza prof. Janusz Pajewski, członek Polskiej Akademii Umiejętności, znakomity znawca historii Niemiec i stosunków polsko-niemieckich. Otóż w szkicu, opublikowanym w Poznaniu w 1959 roku, Pajewski bez ogródek pisał o "niezbicie agresywnym, antypolskim charakterze polityki Stresemanna" (por. J. Pajewski: "Z najnowszych badań nad polityką Gustawa Stresemanna", Poznań 1959, s. 61). We wcześniejszej pracy prof. Pajewskiego (z 1957 r.) można było znaleźć jednoznaczne stwierdzenie, że jednym z celów polityki Stresemanna było "zniszczenie Polski". Według Pajewskiego, "Walka z Polską w polityce Stresemanna zajmowała miejsce naczelne" (podkr. J.R.N.) (por. J. Pajewski: "Polityka Gustawa Stresemanna w świetle najnowszych badań", Poznań 1957, s. 172). Profesor Pajewski zacytował w swym szkicu z 1959 r. wyrażoną na temat Stresemanna opinię znanego niemieckiego historyka Ericha Eycka ("Geschichte der Weimarer Republik", Stuttgart 1956, t. II): "Jak wszyscy niemieccy nacjonaliści, Stresemann odnosił się do Polaków z nienawiścią i pogardą. Wydawało mu się rzeczą słuszną i naturalną, że Niemcy panowali nad Polakami, ale poczytywał za perwersję, gdy Polacy panowali nad Niemcami. Usunięcie tych perwersyjnych stosunków uważał za rzecz bardzo pożądaną. Należałoby się z tym pogodzić (mit in Kauf nehmen) nawet wtedy, gdyby potrzebna była do tego przemoc wojskowa" (por. J. Pajewski: "Z nowszych badań...", s. 60).
Na stałą wrogość G. Stresemanna do Polski jednoznacznie wskazuje również autor wydanej w USA syntezy historii niemiecko-polskich stosunków w latach 1918-1933 Harald von Riekhoff. Pisze, że Stresemann "nie miał żadnych skrupułów w graniu na antypolskich sentymentach" (s. 112), że "antypatia Stresemanna do Polski była silnie zakorzeniona" (s. 265), że Stresemann "realizował cel rewizji granicy polsko-niemieckiej z niezachwianą wytrwałością" (s. 263).
Już w czasie pierwszej wojny światowej Gustaw Stresemann dawał wielokrotnie wyraz swej niechęci do Polski i Polaków. W 1916 r. wyrażał wrogi stosunek do stworzenia Królestwa Polskiego (por. P. Madajczyk: "Polityka i koncepcje polityczne Gustawa Stresemanna wobec Polski (1915-1929)", Warszawa 1991, s. 18, 33, 34). W 1918 r. Stresemann wyraźnie akcentował, że jego zdaniem "Ukraina stanowiła potencjalnie lepszego sojusznika, niż Królestwo Polskie" (por. tamże, s. 36). Po zawarciu pokoju brzeskiego, w czasie sporu z posłami polskimi w Reichstagu, jednoznacznie poparł oderwanie Chełmszczyzny od Polski (por. tamże, s. 35). Ustosunkowując się do Polski i Polaków z niechęcią, połączoną z poczuciem wyższości, twierdził: "Także w historii narodów i państw działa ostatecznie zasada sprawiedliwości. Tak duży naród, jakim był naród polski, nie upada bez własnej winy (...). Cała historia pokazuje, że ostatecznie upadek Polski miał podstawy we własnym braku sprawiedliwości społecznej, we własnej niezdolności Polski do ukonstytuowania swej państwowości" (por. tamże, s. 37).
Gardząc Polakami, Stresemann nie chciał pogodzić się z utraceniem na ich rzecz przez Niemcy wielkich obszarów w oparciu o postanowienie traktatu wersalskiego. Stwierdzał, że "to, co uczynił traktat [wersalski - J.R.N.] z Niemiec, to rozerwane na części państwo - bez władzy, bez prawa, bez honoru, na wieczne czasy skazane na ciężką pracę, rządzone przez obce narody, jak przez właściciela niewolników. Być może zginiemy, jeżeli nie podpiszemy układu. Ale wszyscy mamy wrażenie, że na pewno zginiemy, jeżeli go podpiszemy" (por. tamże, s. 17). W czasie powstań śląskich Stresemann należał do zwolenników zdecydowanej akcji militarnej przeciw Polakom na Górnym Śląsku. Wystąpił później nawet z propozycją, by dzień przekazania Górnego Śląska Polsce ogłosić w Niemczech dniem żałoby narodowej (por. tamże, s. 43).

Jak Stresemann utorował drogę Hitlerowi
Przeciwnicy niemieckiego militaryzmu niejednokrotnie wskazywali na jednoznacznie wyraźną rolę Gustawa Stresemanna w utorowaniu drogi dla hitlerowskich agresji. Pisał o tym m.in. polski autor Jan Kaczmarek w wydanej po hiszpańsku w Santiago de Chile w 1943 roku książce "Paz belifera Alemania 1919-1939" (na s. 150 Kaczmarek cytował wymowny tekst publikacji Stresemanna z "Jahrbuch für Auswärtige Politik" w 1929 r., głoszący, że niemiecka polityka musi zapewnić Lebensraum dla narodu niemieckiego" [podkreślenie J. Kaczmarka]). Jak więc widzimy, Stresemann używał tego samego, co Hitler, określenia o potrzebie przestrzeni życiowej dla Niemiec. Kaczmarek akcentował również (op. cit., s. 151-158) rolę Stresemanna w wykorzystaniu niemieckiej mniejszości jako swego rodzaju "piątej kolumny" w krajach sąsiednich. W tym samym 1943 r. z ogromnie ostrą krytyką roli Stresemanna wystąpił niemiecki socjaldemokrata F.K. Bieligk, były więzień nazistowskiego obozu koncentracyjnego w Sachsenburg. W przełożonej na angielski książce "Stresemann. The German Liberals Foreign Policy" (London 1943 r.) Bieligk pisał bez ogródek o skrajnym poparciu Stresemanna dla agresywnej polityki Niemiec już w czasie pierwszej wojny światowej, cytując (na s. 11) m.in. jego wojownicze, militarystyczne wystąpienie na spotkaniu przemysłowców w Saksonii 28 października 1917 roku: "Decyzje Paryskiej Konferencji Ekonomicznej mogą być narzucone pokonanym Niemcom. My jednak nie jesteśmy pokonani (...). Nieważne, jaką postawę przyjmuje się indywidualnie w sprawie rozszerzenia naszych granic, ale ktoś, kto oddałby Belgię bez zagwarantowania nam najpierw wolności gospodarczej, zasługuje na powieszenie". Bieligk przypomniał (s. 38), że Niemcy opanowały Belgię, drastycznie łamiąc prawo międzynarodowe. Nie przeszkadzało to Stresemannowi w głoszeniu poglądów, że nie będzie powrotu do status quo w odniesieniu do Belgii i tego, że "w każdych warunkach warunki pokojowe muszą odzwierciedlać wojskową, polityczną i gospodarczą nominację Niemiec". Już wcześniej - 25 lipca 1915 r. Stresemann powiedział na zjeździe swej partii w regionie Nadrenii: "Musimy stać się prawdziwie silni, dlatego musimy bezlitośnie osłabić naszych wrogów, tak żeby żaden wróg nie ośmielił się na ponowny atak przeciw nam. Dlatego nie podlega dyskusji to, że musi dojść do zmian granic zarówno na Wschodzie, jak i na Zachodzie" (por. F. K. Bieligk: op. cit., s. 38). Bieligk przypomniał również konsekwentnie agresywne stanowisko Stresemanna wobec sąsiadów Niemiec, na czele z Polską. Pisał (s. 55), że Stresemann publicznie oświadczył, iż "żaden z naszych niemieckich braci na Wschodzie nie wierzy, że polskie państwo się utrzyma", czym wywołał "burzę oklasków". Bieligk opisywał również (s. 72-73) konsekwentne zakulisowe działania Stresemanna dla wzmacniania potajemnej remilitaryzacji Niemiec, dziwiąc się, że takiemu politykowi przyznano Pokojową Nagrodę Nobla!

Jak Stresemann dążył do zrujnowania Polski
Profesor J. Pajewski pisał, charakteryzując politykę Stresemanna w oparciu o jego poufną instrukcję dla ambasadora Rzeszy w Londynie z 26 kwietnia 1926 r.: "Dokument ten jest syntezą i zarazem najlepszą charakterystyką polityki Stresemanna. Gdy nie ma siły zbrojnej i gdy zdobyczy nie sposób osiągnąć przemocą, trzeba za wszelką cenę przeciwdziałać stabilizacji stosunków w Europie Środkowej, utrzymywać stan ciągłej niepewności i niepokoju. Czy taka polityka leżała u źródeł drugiej wojny światowej? Odpowiedź nieuprzedzonego, bezstronnego obserwatora jest jasna i oczywista". Pajewski przypomniał, że Stresemann we wspomnianej poufnej instrukcji dla niemieckiego ambasadora z 26 kwietnia 1926 r. rozwinął szerzej program polityki wobec Polski. Niemieckie żądania rewizji granic z Polską będą mogły być zrealizowane dopiero wtedy, gdy "ekonomiczna i finansowa katastrofa Polski osiągnie punkt szczytowy". Dopóki bowiem Polska nie znajduje się na skraju przepaści, "żaden rząd nie będzie w stanie zaryzykować porozumienia z nami". Dlatego polityka niemiecka musi dążyć do tego, aby odroczyć "odbudowę finansową Polski do chwili, gdy kraj ten dojrzeje do układu w sprawie granic, zgodnego z naszymi życzeniami, i dopóki nasza siła odpowiednio się nie wzmocni". Życzenia niemieckie streszczały się w "odzyskaniu nieograniczonej suwerenności nad Korytarzem, Górnym Śląskiem i pewnymi częściami Śląska środkowego. Należy więc działać w tym kierunku, aby angielskie i amerykańskie koła finansowe nie wspomagały Polski, tak samo należy przeciwdziałać wszelkiej akcji Ligi Narodów w tej sprawie" (por. J. Pajewski: "Z nowszych...", s. 63. Zob. na ten temat również wcześniejszą, gruntownie udokumentowaną pracę historyka Z.J. Gąsiorowskiego: "Stresemann and Poland after Locarno", publikowaną na łamach "Journal of Central European Affairs", vol. XVIII, nr III, October 1958, s. 298).
Latem 1925 roku Stresemann, dążąc do zrujnowania gospodarczego Polski, rozpoczął z naszym krajem wojnę celną, która szybko przerodziła się w wojnę gospodarczą. Niemiecki historyk Wolfgang Ruge cytował napisaną w owym czasie niezwykle agresywną antypolską ocenę urzędnika wschodniego wydziału niemieckiego MSZ, głoszącą, iż: "50 procent polskiego eksportu kierowane jest do Niemiec, podczas gdy do Polski kierowane jest zaledwie 5 procent niemieckiego eksportu. Nic nie stracimy więc na tej wojnie handlowej, podczas gdy Polacy pójdą na dno! Bez rewizji w sprawie Korytarza żadnego układu handlowego z Polską, tylko wojna handlowa na noże!" (cyt. za W. Ruge: "Stresemann. Ein Lebensbild", Berlin 1966, s. 185). W ramach wydanej Polsce wojny gospodarczej Niemcy objęły zakazami przywozu aż 57 proc. dotychczasowego eksportu Polski do tego kraju (wg T. Kozłowski: "Historia Republiki Weimarskiej 1919-1933", Poznań 1997, s. 173). Gustaw Stresemann liczył na to, że w następstwie restrykcji niemieckich "cały organizm państwowy Polski popadnie w niemoc" (por. tamże, s. 173).
Coraz ostrzejsza walka gospodarcza Rzeszy Niemieckiej z Polską przyczyniła się do katastrofalnego spadku wartości złotego i związanego z tym załamania się nowej polskiej waluty (por. S. Kowal: "Partnerstwo czy uzależnienie? Niemieckie postawy wobec stosunków gospodarczych z Polską w czasach Republiki Weimarskiej", Poznań 1995, s. 18). Wbrew przewidywaniom G. Stresemanna i innych niemieckich polityków nie doszło do całkowitego załamania polskiej gospodarki. Bardzo wielką rolę w jej uratowaniu odegrały działania Banku Polskiego dla obrony zachwianej pozycji złotego. Wykorzystując olbrzymie aktywa Banku, wysłano za granicę 2/5 zapasów złota, jako zastaw środków zaangażowanych w obronę złotego (por. S. Kowal: op. cit., s. 19). Niemcy próbowali jednak zablokować starania polskiego rządu i Banku Polskiego o wzmacniające polski system walutowy pożyczki w instytucjach bankowych Stanów Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii. Jak pisał Stefan Kowal (op. cit., s. 73-74): "Główną odpowiedzialność za niemiecką akcję wobec polskich starań ponosił minister spraw zagranicznych Rzeszy Gustaw Stresemann. On podejmował miarodajne decyzje, obowiązujące nie tylko podległy mu resort, ale również inne zaangażowane osobistości. Drugą osobą, zaangażowaną w akcji przeciwdziałania polskim zabiegom o pożyczkę był Hjalmar Schacht. Uchodził on za mającego znajomości wśród wpływowych sfer finansjery. Według niektórych opinii, znajomości te wykorzystywał w całej rozciągłości przeciwko Polsce (...). Prewencyjna aktywność dyplomatyczna przeciw polskim staraniom o kredyty istniała już wcześniej. Już w pierwszej połowie 1925 roku udało się Niemcom powstrzymać wypłatę drugiej transzy pożyczki dla Polski z amerykańskiego Banku Dillon Read & Co. Z przyobiecanej pierwotnie sumy 50 mln dolarów formalnie przyznana kwota wyniosła 35 mln". Szczególnie skutecznie blokowali wysłannicy Stresemanna polskie zabiegi o kredyty w Wielkiej Brytanii. Wykorzystali tu germanofilską postawę gubernatora głównego banku angielskiego Montagu Normana. Poparł on niemieckie stanowisko, uzależniające wszelką pomoc finansową dla Polski "w interesie pokoju" od "odpowiedniej" korektury granicy polsko-niemieckiej (wg W. Ruge: op. cit., s. 185).
Wbrew niemieckim oczekiwaniom polskie zabiegi o kredyty miały jednak już wkrótce przynieść wielki sukces - podczas bardzo dobrze przygotowanej wizyty wiceprezesa Banku Polskiego Feliksa Młynarskiego w Nowym Jorku w listopadzie - grudniu 1925 roku. W czasie tej wizyty powstał najważniejszy dla Polski projekt pożyczki w wysokości 100 mln dolarów w zamian za wydzierżawienie monopolu tytoniowego. Pożyczkodawcą miał być Bankers Trust, należący do potężnego koncernu Morgana. Wstępne porozumienie z Bankers Trust wyraźnie wzmocniło pozycję Polski w amerykańskim świecie bankierskim. Znacząco ułatwiło uzyskanie później przez rząd polski pożyczki stabilizacyjnej od międzynarodowego konsorcjum banków (por. S. Kowal: op. cit., s. 75). Skuteczne zabiegi Polski o kredyty amerykańskie przekreśliły marzenia Stresemanna o doprowadzeniu do ruiny gospodarczej Polski.
O fiasku niemieckiej strategii, obliczonej na doprowadzenie do ruiny gospodarczej Polski, zadecydowało również nieoczekiwane wystąpienie bardzo pomyślnej dla nas koniunktury na polski węgiel. Działający na emigracji historyk polski Zygmunt J. Gąsiorowski tak pisał o tym w wydanej w Stanach Zjednoczonych pracy: "Oczekiwania Stresemanna, liczącego na to, że kryzys ekonomiczny w Polsce osiągnie takie rozmiary, że zmusi nas do przyjęcia niemieckich warunków, okazały się przedwczesne. Strajk brytyjskich górników okazał się dobrodziejstwem dla polskiego przemysłu węglowego, który dotąd w wielkiej mierze zależał od niemieckiego rynku. Teraz dla polskiego rynku otworzył się rynek skandynawski i inne rynki, a wzrost polskiego eksportu wywarł zbawienny wpływ na polską gospodarkę (...)" (por. Z.J. Gąsiorowski: "Stresemann and Poland...", s. 300).
Istnieją uargumentowane opinie, że wysuwane przez Stresemanna i jego rewizjonistycznych kolegów skrajne niemieckie roszczenia terytorialne wobec Polski w owym czasie negatywnie wpłynęły na efekt niemieckich działań gospodarczych przeciw Polsce. Stefan Kowal pisze wprost (op. cit., s. 81): "Być może, iż nader duży obszar Polski, jaki nimi [roszczeniami terytorialnymi - J.R. N.] objęto, wywołał odwrotny skutek od oczekiwań niemieckich i w gruncie rzeczy miał pozytywny skutek na postawy pożyczkodawców". Przypomnijmy raz jeszcze, że ówczesne żądania terytorialne Stresemanna i jego rewizjonistycznych podwładnych bardzo znacząco przebijały wysunięte pod adresem Polski w 1939 r. żądania Adolfa Hitlera. Brzmiały one następująco - wg instrukcji do prowadzenie rozmów z ambasadorem W. Brytanii w Niemczech lordem E. V. D. Abernonem, skierowanej do sekretarza stanu w Auswärtiges Amt Carla von Schuberta 27 lutego 1926 roku: "Zwrot Gdańska, Pomorza ('korytarz') z okręgiem nadnoteckim, tzn. do linii Poznań - Toruń, dalej okrojenie Wielkopolski do linii na zachód od Poznania, przy czym sam Poznań z okolicą miał pozostać przy Polsce. Jeżeli chodzi o Śląsk, to żądania objęły Górny Śląsk oraz mniejsze obszary na tzw. Śląsku środkowym, w powiatach Namysłów, Góra i Syców" (wg S. Kowal: op. cit., s. 81).
W instrukcji znalazło się stwierdzenie, że według poglądów rządu Niemiec "tylko w całości zwrot wyżej wymienionych obszarów doprowadzi do ostatecznej ugody między Niemcami a Polską". Podobny zakres rewizji granic powtórzył G. Stresemann 19 kwietnia 1926 roku w ściśle tajnej instrukcji dla ambasady niemieckiej w Londynie. W instrukcji położono silny nacisk na argumenty rewizji i konieczność jej przeprowadzenia, natomiast nie precyzowano pojęć "korytarza" i Śląska; z kontekstu wynikało, że pod pojęciem "korytarza" rozumiano nie tylko Pomorze, ale także północne rejony Wielkopolski położone nad Notecią. Tak znaczne okrojenie Wielkopolski miało na celu stworzenie "pomostu między Niemcami Środkowymi a Prusami Wschodnimi. (...) Okrojenie Wielkopolski obejmowało zachodnie i południowo-zachodnie powiaty, gdzie element niemiecki (...) nie przeważał (...). Rozmiary rewizji na Śląsku środkowym odnosiły się do tych części powiatów namysłowskiego i sycowskiego, które decyzją Traktatu Wersalskiego przyłączone zostały do Polski z racji zamieszkiwania tam w przeważającej części ludności polskiej, czemu wspomniana instrukcja nie przeczyła" (wg S. Kowal: op. cit., s. 81-82).

Izolacja Polski w Locarno
Największym sukcesem G. Stresemanna w jego nieustającej walce z Polską było doprowadzenie do izolacji naszego kraju w czasie konferencji w Locarno w październiku 1925 roku. Zawarty tam układ w pełni zgodny był z inicjatywą Stresemanna, który godził się na uznanie nienaruszalności zachodnich granic Rzeszy, tj. z Francją i Belgią. Równocześnie jednak zdecydowanie wykluczał udzielenie niemieckich gwarancji uznania nienaruszalności granicy wschodniej z Polską i Czechosłowacją. Stresemann z triumfującą satysfakcją opisywał porzucenie Polski i Czechosłowacji przez Francję i Anglię na konferencji w Locarno, akcentując: "Benes i Skrzyński musieli siedzieć w sąsiednim pokoju dotąd, aż ich wypuściliśmy. Taka była sytuacja tych państw, które dotąd tak rozpieszczano, ponieważ były służącymi innych, ale teraz zostały porzucone w momencie, gdy pojawiła się szansa dojścia do porozumienia z Niemcami" (cyt. za: Z.J. Gąsiorowski, op. cit., s. 292).
W ocenie świetnego znawcy historii polityki międzynarodowej - profesora Uniwersytetu Jagiellońskiego i członka Polskiej Akademii Umiejętności Henryka Batowskiego: "Locarno było wielkim sukcesem Niemiec, a zwłaszcza Stresemanna. Dla Francji okazało się w rezultacie iluzją. Dla Polski i Czechosłowacji było gorzkim unaocznieniem faktu, że odtąd granice w Europie dzielą się na nienaruszalne i na takie, którym tej cechy nie przyznano (...). W Berlinie sądzono, że układy lokarneńskie otwarły Niemcom drogę do rewizji granic z Polską. Na razie mówiono o tym ostrożnie, gdyż do użycia siły rozbrojone wtedy Niemcy nie byłyby wtedy zdolne. Niczego jednak na przyszłość nie wykluczano i dlatego można powiedzieć, że rok 1939 został zapowiedziany pośrednio czternaście lat wcześniej. Stresemannowi udało się osłabić międzynarodową pozycję Polski (...)" (podkr. - J.R.N.) (por. H. Batowski: "Między dwiema wojnami 1919-1939. Zarys historii dyplomatycznej", Kraków 2001, s. 122).
Czym było Locarno, aż nadto brutalnie w swej szczerości sformułował G. Stresemann podczas posiedzenia rządu 19 października 1925 roku: "Dla mnie Locarno oznacza utrzymanie Nadrenii i możliwości odebrania niemieckich prowincji na Wschodzie" (cyt. za: T. Kozłowski: "Historia Republiki Weimarskiej 1919-1933", Poznań 1997, s. 166). W czasie przemówienia w Berlinie 14 grudnia 1925 r. Stresemann z satysfakcją odnotowywał powszechne rozgoryczenie w Polsce po Locarno, to, że wszystkie dzienniki polskie, za wyjątkiem dwóch organów oficjalnych, stwierdzały, że w ten sposób "przygotowuje się czwarty rozbiór Polski" (por. "Les papiers de Stresemann", Paris 1932, t. II, s. 194).
Nazajutrz po Locarno, 27 listopada 1925 r. Stresemann pisał z ogromną satysfakcją w liście do dr von Keudell: "Dla mnie Locarno oznacza możliwość oderwania od Polski niemieckich prowincji na wschodzie" (por. "Les papiers de Stresemann", Paris 1932, t. II, s. 181). Krakowski historyk, profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego Józef Buszko tak pisał w ostatnim, czwartym tomie wydanej w 1985 roku syntezy historii Polski ("Historia Polski 1864-1948" Warszawa 1985, s. 300): "Niemiecki minister spraw zagranicznych Gustaw Stresemann usiłował zaraz po Locarno doprowadzić do izolacji Polski na arenie międzynarodowej, a także wykorzystać konflikt polsko-litewski, proponując Polsce podczas spotkania z Piłsudskim w Genewie w r. 1927 'zamianę' Pomorza i Gdańska na Litwę i Kłajpedę. Propozycje te zostały przez stronę polską odrzucone".

Inne opinie o Stresemannie
Słynny historyk emigracyjny Władysław Pobóg-Malinowski pisał w swej "Najnowszej historii politycznej Polski" (Londyn 1967, s. 632), iż: "Polityką niemiecką kierował G. Stresemann, nacjonalista, dążący do zniszczenia traktatu wersalskiego przez stopniowe kruszenie jego struktury". W innym miejscu swojej książki (s. 694) Pobóg-Malinowski pisał: "Stresemann celowo jątrzył stosunki między Polską a Wolnym Miastem, nie tylko ciągnąc gdańszczan do walki ze statutem dla rozszerzenia ich przywilejów, ale podsycając też nastroje nacjonalistyczne i robiąc z nich główny atut w rewizjonistycznym haśle 'powrotu do Rzeszy' (...)".
Jeden z najwybitniejszych znawców XX-wiecznej historii Niemiec, historyk amerykański S. William Halperin, pisał w swej syntezie politycznej historii Niemiec w latach 1918-1933, że: "W sprawie wschodnich granic postawa Stresemanna i wszystkich jego kolegów z gabinetu charakteryzowała się całkowitą sztywnością. (...) Niemcy nigdy nie miały się pogodzić z ich aktualnymi granicami z Polską (...). Stresemann w poufnych rozmowach z dziennikarzami i członkami komisji spraw zagranicznych Reichstagu stanowczo akcentował, że pakt zachodni był traktowany głównie jako ośrodek do zapewnienia rewizji granic wschodnich" (por. S.W. Halperin: "Germany Tried Democracy. A Political History of the Reich from 1918 to 1933", New York 1965, s. 325-326).
Skrajne antypolskie oblicze Stresemanna odsłania również poświęcona mu grubaśna biografia, wyszła spod pióra jego syna Wolfganga "Mein Vater Gustav Stresemann. Biografie aus des Feder des Sohne" (Berlin 1979). Wolfgang Stresemann wielokrotnie przyznaje w swej książce, że jego ojciec z pasją dążył do zmiany granicy niemiecko-polskiej, którą uważał za "bezsensowną". Tłumaczy to jednak tym, że: "Wówczas nikt w Niemczech nie mógł uznać niemiecko-polskiej granicy za ostateczną" (W. Stresemann: op. cit., s. 334). Z książki Wolfganga Stresemanna jednoznacznie wynika, że jego ojciec do końca życia darzył Polskę i Polaków ogromną niechęcią. Nader wymowny pod tym względem był epizod z działalności jego ojca jeszcze na rok przed jego śmiercią. Otóż 15 grudnia 1928 r., podczas posiedzenia Ligi Narodów w Lugano, Stresemann wyzwał od ostatnich polskiego ministra spraw zagranicznych Augusta Zaleskiego, gdy ten przedstawił trudności, jakie Polska ma z mniejszością niemiecką. Jak opisywał Wolfgang Stresemann: "Jeszcze podczas wystąpienia Zaleskiego zareagował na nie mój ojciec ze 'świętym' oburzeniem, przerwał polskiemu ministrowi zwiszenrufem, co było czymś niezwykłym w Lidze Narodów i odpowiedział mu w najwyższym wzburzeniu, przy czym wiele razy uderzył pięścią w stół, co także było zdarzeniem wysoce niezwykłym" (wg W. Stresemann: op. cit., s. 546. Zob. również tekst ówczesnego gwałtownego wystąpienia Stresemanna przeciw ministrowi A. Zaleskiemu w "Les papiers de Stresemann", Paris 1932, t. III, s. 317-319). W ten sposób Stresemann ujawniał całą głębię jadu przepełniającej go antypolskiej nienawiści.

Z Rosją Sowiecką przeciw Polsce
W swoich rewizjonistycznych aspiracjach, wymierzonych przeciw Polsce, Stresemann wyraźnie stawiał na antypolskie współdziałanie Niemiec z Rosją Sowiecką. Już w 1925 r. był przekonany, że Rosja przez podniesienie sprawy zmiany jej granic z Polską stworzy okazję dla generalnych zmian status quo w Europie, korzystnych dla Niemiec (por. uwagi H. von Riekhoffa: "German - Polish Relations 1918-1933", Baltimore, s. 88). Riekhoff przytoczył w tym kontekście (na s. 38) wymowny wywiad G. Stresemanna dla "Hamburger Fredenblatt" z 25 października 1925 r., w którym akcentował, że imperium rosyjskie, podobnie jak Niemcy, przeciwne jest uznaniu obecnych granic Polski. Oznaczać to może - według Stresemanna - że ewentualne wystąpienie Rosji Sowieckiej w sprawie granic z Polską może doprowadzić do "otwarcia nowego rozdziału w europejskiej historii" (por. tamże, s. 88).
Już pół roku po Locarno Stresemann podpisał w Berlinie 24 kwietnia 1926 r. niemiecko-rosyjski pakt przyjaźni. Pakt wyraźnie akcentował, że obie strony stoją na gruncie układów w Rapallo, układów, które były wyrazem antypolskiej zmowy obu naszych sąsiadów. Doktor Andrzej Leszek Szcześniak tak pisał o pakcie berlińskim i niemiecko-sowieckim współdziałaniu w dobie Stresemanna w swoim świetnym podręczniku dla szkół średnich "Historia 1815-1939" (Warszawa 1998, s. 480): "W oficjalnym tekście dokumentu wiele mówiono o pokoju, pełnej zaufania współpracy itp. W rzeczywistości intensywnie rozwijano współpracę wojskową, służącą rewizji układu wersalskiego, wymierzoną też przeciw Polsce. Nad Wołgą i Kamą niemieccy konstruktorzy wypróbowywali - zakazane w Niemczech - bronie: pancerną, lotniczą i gazową; generałowie niemieccy układali dla Czerwonej Armii regulaminy, a wyżsi dowódcy sowieccy wykładali w niemieckich szkołach wojskowych. Głównym jednak celem tego układu było zgodnie ze wspólnymi niemiecko-rosyjskimi interesami zepchnięcie Polski do jej 'etnograficznych granic'. Układ berliński potwierdzony został w maju 1933 r., po dojściu Hitlera do władzy. 'Pokojowa' polityka Stresemanna przygotowywała podstawy do przyszłej agresji. Gdy Hitler objął władzę, Niemcy były już przygotowane politycznie i gospodarczo do rozpoczęcia gigantycznych zbrojeń".

Oddaj, Pan, ten medal!
Niech pan Bartoszewski poda choć jeden, najmniejszy choćby powód uzasadniający to, że on - Polak - przyjął złoty medal ku czci niemieckiego polakożercy z rąk niemieckiego ministra. Jakikolwiek logiczny powód poza prawdziwym, jakże niegodnym motywem - pogoni za zaszczytami. W tym przypadku ta pogoń faktycznie okryła go tylko niesławą! Ciekawe, jakimi jeszcze ewentualnymi medalami niemieckimi dałby się p. Bartoszewski skusić, jeśli tylko już istnieją - medalem ku czci Zakonu Krzyżackiego, Fryderyka II czy Bismarcka? Czy ten p. Bartoszewski naprawdę nie ma żadnego poczucia godności, poczucia, że są takie "splendory", których żaden szanujący się Polak nie powinien przyjmować?! Czyżby rzeczywiście pan Bartoszewski nie miał zielonego pojęcia o tak licznych antypolskich działaniach Stresemanna, konsekwentnie wyrażanych w jego polityce do ostatnich chwil życia? Czyżby rzeczywiście, jako historyk, był aż tak wielkim ignorantem w tej tak podstawowej sprawie, przedstawianej we wszystkich podręcznikach, o której powinien wiedzieć przeciętny maturzysta, a cóż dopiero nieprzeciętny posiadacz dyplomu maturalnego, jak Władysław Bartoszewski?
Nie wiem, co Bartoszewski znał przed publikacją mego tekstu z zacytowanej przeze mnie wielojęzycznej literatury naukowej na temat G. Stresemanna. Teraz jednak po lekturze mego tekstu nie będzie mógł dłużej twierdzić, że nie wie, iż przyjął z rąk niemieckiego ministra medal, wydany ku czci śmiertelnego wroga Polski. Ten złoty medal powinien go teraz parzyć jak gorący kartofel, którego trzeba natychmiast pozbyć się za wszelką cenę. Władysław Bartoszewski powinien jak najszybciej oddać ten medal, którym Niemcy go odznaczyli. Wyobrażam sobie, jak wręczający ten medal niemiecki minister Kinkel i jego otoczenie śmieli się potem w kułak z Bartoszewskiego, mówiąc między sobą: "doprowadziliśmy do tego, że ten tak znany w Niemczech i za granicą Polak uczestniczył w fetowaniu polakożercy. Ryba połknęła przynętę!". Jak Bartoszewski mógł to zrobić jako Polak, gdzie było w owym momencie jego poczucie polskiej godności narodowej? Powinien się bez reszty wstydzić skwapliwości, z jaką odebrał antypolski medal.
Powtarzam z całą świadomością siły tego oskarżenia, że przyjęcie przez Bartoszewskiego medalu ku czci G. Stresemanna było aktem nieprzyjaznym wobec Polski. Stresemann był w latach dwudziestych niemieckim politykiem, najbardziej odpowiedzialnym za zepchnięcie Niemiec na drogę, która - za Hitlera - doprowadziła ten kraj do wywołania drugiej wojny światowej. Niemcy mogą oczywiście, nawet dziś, wybielać Stresemanna i robić arcy-Europejczyka z tego świetnie maskującego się nacjonalisty i szowinisty. Mogą nawet ustanawiać medal na jego cześć i wręczać wybranym Niemcom, a także szukać chętnych do udekorowania tym medalem "pożytecznych idiotów" poza granicami Niemiec. Uczciwy Polak powinien jednak natychmiast odrzucić z oburzeniem próbę uhonorowania go takim medalem. A jeśli już to zrobił kiedyś, to - zgodnie z wyznawaną w słowach przez Bartoszewskiego zasadą "warto być przyzwoitym" - powinien ten medal odesłać tym, którzy go nadali.

Panie Bartoszewski, niech Pan odda ten medal, jeśli zostało w Panu choć trochę polskiej godności po latach antyszambrowania w roli "łowcy nagród i odznaczeń". Może do odesłania medalu namówi Pana sam Donald Tusk w imię ratowania resztek mitu o Pańskim "najpiękniejszym życiorysie!".


Prof. Jerzy Robert Nowak, ND.2007.11.22.


Polsko nie oddamy Cie!!!
Jeden nam potrzebny cud
Aby przejrzal Polski Lud!!
Kto jest Polak,a kto wróg?
Wtedy nam pomoze Bóg!
Aby to sie moglo stac,
Trzeba juz sie przestac bac!
Demaskowac przebieranców!
Oszukanców, obrzezanców.
Niech nazwisko nas nie zmyli,
Skorpion w barwy wlazl motyli,
I obmysla podly gad,
Jak oszukac Polski Swiat!?


http://www.homepage.interaccess.com/~netpol/POLISH/historia/histmain.html
http://www.prawoirodzina.pl/?k=view&news_id=189&cat_id=70
http://www.mezczyznidlarodziny.com/glowna.php?id=52
http://www.freewebs.com/naszeksiazki/index3.htm
http://www.radiomaryja.pl/query.php?__a=1&__r=A
http://www.radiomaryja.pl/query.php?__a=1&__r=F
http://www.radiomaryja.pl/query.php?__a=1&__r=H
http://www.radiomaryja.pl/query.php?__a=1&__r=R
http://www.jerzyrobertnowak.com
http://www.pogonowski.com
http://www.raportnowaka.pl
http://www.naszdziennik.pl
http://www.polonica.net
http://lusiaoginska.com
http://www.prawy.pl
http://www.tata.pl = Oddajcie Dzieciom Tatusia!

Saturday, November 24, 2007

Narodowa Agencja Informacyjna "Polska Walczaca" donosi...

Narodowa Agencja Informacyjna :)


Jerzy
Narodowy Reporter

Jak zabili prez. Kennedy'ego...

Zobaczcie sami.Unikalne zdjecia swiadczace o tym ,ze prezydent zostal po prostu wystawiony "na strzal' i ze brali w tym udzial ludzie dowodzacy jego osobista ochrona.

I ty przeciwko mnie,Brutusie..

Dwie sroki za ogon...

Prawde mowiac polubilem ten moj blog i nie latwo przyszlo by mi z niego zrezygnowac.Sprobuje zlapac dwie sroki za ogon i zobacze co z tego wyjdzie.
Aby zaoszczedzic na czasie bede pisal tutaj a w forum podrzucal link do strony albo pisal tam i podrzucal "link do blogu."
Zobaczymy czy to "wypali"

Jakies pytania ?

Tutaj mozecie zobaczyc unikalny material pochodzacy z programu TV wloskiej swiadczacy bez zadnych watpliwosci o tym co mialo miejsce w czasie ataku koszer-nostry na narod amerykanski 9/11

ŚLADAMI NOBLISTY-STALINISTY

2004-11-12


Katolik ze mnie trudny, nie do naśladowania. Owszem, wierzący i praktykujący ale również krytyczny. Nie bardzo godzę się na rolę potulnej owieczki. Gdy widzę, że pasterz to bezmyślny baran prowadzący stado w przepaść lub - co gorsze - świadomie współpracujący z wilkami, potrafię wyjść przed szereg i "tryknąć" drania. Stąd właśnie teksty w "MOTO" o przebiegłych żydowskich przechrztach oraz posłusznych szabes-gojach, wykorzystujących biskupie funkcje (vide: Glemp, Życiński, Głódź, Pieronek, Gocłowski, Macharski, Muszyński, Kowalczyk i paru innych) do wpychania polskich wiernych w struktury takie jak UE, gdzie jedyną religią jest bezwzględna walka z religią, zwłaszcza katolicką. Stąd również ujawnienie na tych łamach mało znanych faktów, dotyczących II Soboru Watykańkiego i działającej w jego ramach żydomasońskiej "piątej kolumny".


Do jawnych wrogów wiary moich przodków też mam stosunek mało chrześcijański. Więcej we mnie z rycerza niż mnicha. Wolę konfrontację z pogaństwem niż modlitwy o nawrócenie jego wyznawców. Zwłaszcza, że pogaństwo współczesne wręcz naigrywa się z chrześcijańskiego miłosierdzia. Nie raz słyszałem z ust czołowych przedstawicieli żydokomunistycznej hołoty szydercze uwagi, aby modlić się za ich zbawienie, bo jako ludzie grzeszni mają prawo do każdego łajdactwa. Akurat w tym względzie na moją religijność niech nie liczą. Są zresztą istotne argumenty historyczne, przemawiające za taką postawą. Łatwo wyobrazić sobie np. scenariusz wydarzeń w Europie, gdyby husaria króla Jana III Sobieskiego wybrała pod Wiedniem modlitwy w intencji Turków zamiast stawienia im czoła.


Czyż zatem, po powyższych wyznaniach, można dziwić się, że do sensu odbywania pielgrzymek też mam stosunek znacznie odbiegający od przyjętych standardów? Nie bardzo przekonuje mnie szczerość intencji katolika, gotowego pokonać kilkuset kilometrów pieszo po to, aby prosić Pana Boga o łaskę wyzdrowienia, wyleczenia z nałogu alkoholowego czy zdania egzaminu na wyższe studia. Więcej tu interesowności niż szczerej wiary.


Dlatego decydując się na udział w rowerowej pielgrzymce do Wilna, przed oblicze Matki Boskiej Ostrobramskiej, myślałem bardziej o intencji dziękczynnej niż błagalnej. Zamiast prosić np. o zdrowie, wolałem podziękować za takie, jakie jest i oddać choćby cząstkę z tego, co mi Bozia w swojej niezmierzonej dobroci raczyć dała. A dała dużo, zważywszy, iż niżej podpisany, choć "wapniak" blisko 53-letni, mógł pokonać rowerem w sześć dni - tu cytuję precyzyjne wskazania licznika - dystans 622 km ze średnią prędkością 21,23 km/h, w dodatku - bez specjalnego zmęczenia. Taka łaska warta jest każdego poświęcenia.


Tym bardziej, że nie była to łaska jedyna. Wśród uczestników pielgrzymki spotkałem bowiem wiele osób - zarówno moich rówieśników jak i ludzi bardzo młodych - których postawa znacznie przewartościowała mój - dosyć pesymistyczny - pogląd na religijność i patriotyzm rodaków. Oczywiście, spodziewałem się srogiej lekcji pokory w kwestii mojego zaangażowania jako praktykującego katolika ale nigdy nie sądziłem, że zaliczę także korepetycje z patriotyzmu.


Stało się tak za sprawą Kazimierza Glinkowskiego, który zadał sobie sporo trudu, aby doprowadzić do zmiany trasy naszej pod-róży w sposób umożliwiający poznanie miejsc dla Polaków świętych nie tyle w chrześcijańskim, co w narodowym wymiarze. Tym sposobem trafiliśmy do podwileńskich Ponar - od 1941 do 1944 roku miejsca kaźni blisko stu tysięcy obywateli polskich z terenu Wileńszczyzny, pomordowanych w bestialski sposób przez "braci" Litwinów, rekrutujących się głównie z Lietuvos Szauliu Sajunga (Związek Strzelców Litewskich). Ta paramilitarna organizacja dostarczyła hitlerowcom tysiące kolaborantów zwanych "szaulisami", którzy zgłaszali się na ochotnika do wykonywania egzekucji na Żydach i Polakach. Niemcy nie mieli zatem problemów z wyborem najdorodniejszych (czytaj: najbardziej wydajnych) katów.


O Ponarach słyszałem wcześniej lecz była to wiedza fragmentaryczna, a taka okazuje się często gorsza niż żadna. To mniej więcej podobnie jak z wiedzą Amerykanów o Powstaniu Warszawskim. Dzięki intensywnej pracy żydowskich mediów niemal każdy obywatel USA kojarzy je z powstaniem w gettcie. Tym sposobem wyczyn mojżeszowych bojowników w rodzaju "legendarnego" Marka Edelmana, skwitowany liczbą 14 (słownie: czternastu) zabitych Niemców, przyćmił całkowicie odwagę i skuteczność członków Armii Krajowej, których dokonania w tym względzie określa liczba większa ponad osiemset razy. 14:10.000 w faktach, 100:1 w ich interpretacji. Imponujący wynik i zarazem przykład, co potrafi zdziałać monopol na informację.


Stopień zażydowienia mediów w Polsce jest wprawdzie nieco niższy niż w USA lecz wystarczająco duży, aby u nas Ponary kojarzyły się niemal wyłącznie z miejscem zagłady Żydów. Podobną wiedzę miał również niżej podpisany. Trudno się temu dziwić zważywszy, iż żydowska interpretacja faktów obowiązuje nawet w tak - wydawałoby się - obiektywnych źródłach informacji jak wydawnictwa encyklopedyczne. Wystarczy znaleźć hasło "Ponary" w V tomie Nowej Encyklopedii Powszechnej PWN, wydanej - uwaga! - w 1997 roku, a więc długo po zwycięstwie "demokracji" i "jawności". Dzięki lekturze wspomnianego hasła można dowiedzieć się, że w Ponarach "zginęło ponad 100 tys. osób, w tym m.in. ok. 70 tys. Żydów, żołnierze AK, inteligencja wil. oraz grupa Rosjan, Cyganów i komunistów litew." O Polakach jako grupie narodowej ani słowa. Tylko czekać, gdy pod pojęcie "żołnierzy AK" wstawi się podwładnych feldmarszałka E. Rommla z... Afrika-Korps. Swoją drogą - encyklopedia niby nowa, a cuchnie czosnkiem nie gorzej od jej wydania sprzed Marca 1968, gdy "żydy" wzięły się za łby z "chamami".


Dopiero osobista wizyta w Ponarach, wstrząsająca relacja przewodniczki oraz lektura - już po powrocie do Gdańska - książki pt. "Wileńskie Ponary", podarowanej mi przez jej autorkę, panią Helenę Pasierbską, pozwalają zrozumieć, jak byliśmy i jesteśmy ogłupiani w kwestii "przyjaźni" polsko-litewskiej, zapoczątkowanej jakoby Unią Lubelską.


Zacznijmy od weryfikacji wątku żydowskiego. Owszem, przedstawiciele tej nacji ginęli w Ponarach najliczniej (ich liczbę ocenia się na 60-70 tysięcy) lecz była to niemal wyłącznie konsekwencja realizacji strategicznego planu żydokomuny niemieckiej, określanego mianem "ostatecznego rozwiązania". Niemcy stosowali wobec Żydów z Wileńszczyzny tę samą politykę eksterminacji, jak wobec ich rodaków z innych regionów Polski. Litwini służyli tu wyłącznie za wydajne narzędzia do mordowania. Warto także podkreślić wyjątkowy zakres pokuty, jaką władze litewskie odprawiają wobec Żydów w intencji wyciszenia ich pretensji. W arsenale rekompensat znajduje się praktycznie wszystko - od podstawiania darmowych autobusów wycieczkom z Izraela pragnącym odwiedzić Ponary aż do fundowania rodzinom żydowskich ofiar mieszkań w najatrakcyjniejszych dzielnicach Wilna. Tymczasem Polacy doświadczają traktowania zgoła odwrotnego, mimo iż bestialskie mordowanie naszych rodaków było - w przeciwieństwie do tzw. kwestii żydowskiej - inspirowane przez samych Litwinów.


Co gorsze, sprawa dotyczy zbrodni ludobójstwa na narodzie polskim, która pod względem swoich rozmiarów oraz okrucieństwa przewyższa zbrodnię katyńską, rozumianą umownie jako wymordowanie jeńców z obozów w Kozielsku, Ostaszkowie i Starobielsku! Tak, to nie przejęzyczenie, co postaram się udowodnić poniższymi zestawieniami.


Po pierwsze:
Podobne liczby ofiar w wypadku obydwu zbrodni (po 20 - 23 tys. osób) nie oznaczają tego samego w kategoriach jakościowych. Żydokomunistyczna propaganda zastosowała bowiem różne miary do Ponar i Katynia. W pierwszym wypadku wydzieliła - oczywiście, dla osiągnięcia swoich celów - ofiary narodowości żydowskiej, w drugim - nie. Oznacza to, że Litwini wymordowali ponad 20 tys. rdzennych Polaków, natomiast Rosjanie dokonali takiego samego czynu wobec ponad 20 tys. obywateli polskich. Wprawdzie absolutną większość stanowili tu Polacy lecz nie wolno pominąć wśród ofiar wielu Żydów, Białorusinów i Ukraińców. Po przewrocie majowym z 1926 roku dokonanym przez Piłsudskiego powstały wyjątkowo sprzyjające warunki do zatrudniania w służbie państwowej RP przedstawicieli mniejszości narodowych, a w Kozielsku, Ostaszkowie i Starobielsku przebywali głównie oficerowie i podoficerowie wojska, żandarmi, policjanci oraz urzędnicy.


Po drugie:
Wprawdzie dzisiaj służba publiczna kojarzy się niemal wyłącznie z łatwym dostępem do publicznych pieniędzy lecz nie zmienia to faktu, że jej przedstawiciele siłą rzeczy są bardziej narażeni na represje ze strony wroga niż szeregowi obywatele. Taka też świadomość musiała towarzyszyć ofiarom zbrodni katyńskiej. W Ponarach jednak "szaulisom" z litewskiego oddziału specjalnego (Ypatingas Burys) do dokonywania bestialskich morderstw wystarczyła sama świadomość, że mają przed sobą Polaka. Bez względu na to, czy był to biedny chłop, profesor uniwersytetu, żołnierz Armii Krajowej, urzędnik lub gimnazjalista. Nieprzypadkowo jednak najokrutniej obchodzono się z polską inteligencją. W tym szaleństwie była bowiem przemyślana metoda - wymordować najbardziej wartościową i patriotyczną grupę Polaków, znaczyło dla Litwinów łatwiejsze zdominowanie Wileńszczyzny. Dzisiaj można powiedzieć, że osiągnęli swój cel.


Po trzecie:
Polscy jeńcy z obozów w Kozielsku, Ostaszkowie i Starobielsku ginęli z reguły śmiercią nagłą i niespodziewaną. Przyszedł rozkaz z sowieckiego politbiura, zaczęły się masowe egzekucje. Ofiary miejsca kaźni w Ponarach nie doświadczyły nawet takiego "dobrodziejstwa". Przed śmiercią czekały ich okrutne, często trwające nawet pół roku, tortury i przesłuchania w więzieniu na wileńskich Łukiszkach. Więźniów, także młodzież szkolną, łamano psychicznie i fizycznie. Dopiero później następował finał; wyjazd oplandekowanymi samochodami do Ponar, strzał w głowę i "grób" w jednym z kilku potężnych dołów, które przed czerwcem 1941 roku (inwazja Niemiec na ZSRR) Sowieci przygotowywali na zbiorniki paliwa.


Dla litewskich oprawców była to przednia zabawa. W sąsiedztwie dołów i tysięcy trupów stały stoły uginające się pod ciężarem jadła i bimbru. Mordowanie, żarcie, chlanie. Mordowanie, żarcie, chlanie... Aż do fizycznego zmęczenia i ustąpienia następnym, doborowym ochotnikom-kanaliom ze Związku Strzelców Litewskich.


Rozumiem i w pełni popieram naciski na Rosjan, aby zbrodnię katyńską uznali za zbrodnię ludobójstwa. Dlaczego jednak nie wykazujemy tej samej konsekwencji wobec Litwy? Czy fakt pozostawania w tym samym, unijnym kołchozie i podlegania tym samym, żydomasońskim rządom może przekreślać pamięć o ponad 20 tysiącach ofiar niezrozumiałego, iście zwierzęcego bestialstwa sąsiadów? To pytanie kieruję nie tylko do polskich władz ale także do licznie osiadłych w Gdańsku Polaków z Wileńszczyzny. Starania samej Heleny Pasierbskiej (notabene: cudem ocalałej więźniarki z Łukiszek) tutaj nie wystarczą. Waszej ojczystej ziemi i jej pomordowanym obrońcom należy się coś więcej niż tylko sentymenty oraz wspomnienia.


I - na zakończenie - jeszcze jeden wątek pielgrzymki do Wilna. Dokładnie 19 sierpnia br., w przeddzień rowerowej eskapady na łamach "Naszego Dziennika" ukazał się tekst pt. "Antypolskie oblicze Czesława Miłosza", w którym prof. Jan Majda, historyk literatury i metodyk z Uniwersytetu Jagiellońskiego rzeczowo, posługując się licznymi cytatami pokazuje nieznane oblicze zmarłego noblisty, pochowanego - mimo wielu uzasadnionych protestów - w krakowskim kościele Na Skałce, obok tak wielkich polskich patriotów jak Jan Długosz, Józef Ignacy Kraszewski czy Adam Asnyk.


Twórczością Miłosza nie interesowałem zanadto nigdy. Był zbyt mało przekonujący jako literat (wiele jego wierszy to pseudointelektualny bełkot) i zbyt negatywnie jednoznaczny jako człowiek. Wystarczy prześledzić jego polityczną karierę w najgorszych latach stalinizmu (m.in. attache prasowy i sekretarz ambasad PRL w Nowym Jorku i Paryżu), aby zrozumieć, że ma się do czynienia z komunistycznym aparatczikiem, dobrze notowanym przez NKWD. Ot, typowy wschodnioeuropejski "SS-owiec" czyli swołocz sowiecka.


Fakt jego ucieczki na Zachód niczego w tym wizerunku nie koryguje, bowiem tak naprawdę tylko zamienił decyzyjne ośrodki żydokomuny - z Moskwy na Waszyngton. Nagroda Nobla dla Cz. Miłosza ma natomiast podobną wymowę jak to samo trofeum dla W. Szymborskiej czy L. Wałęsy. Po prostu od wielu lat jej wersja literacka bądź pokojowa trafia niemal wyłącznie w ręce Żydów lub realizujących ich interesy szabes-gojów. Miłosz znakomicie mieścił się w tym schemacie.


Jednak, to czego dowiedziałem się o nobliście-staliniście z wypowiedzi prof. Jana Majdy, każe poważnie zweryfikować mój sąd o Miłoszu. Oczywiście, na zdecydowanie gorszy. Teraz jawi mi się on nie tylko jako swołocz sowiecka lecz - dodatkowo - jako prymitywny litewski faszysta, zaślepiony w swojej, iście zwierzęcej, nienawiści do wszystkiego co polskie. Gdy czyta się takie sformułowania jak "dla Polski nie ma miejsca na ziemi" ("Rok myśliwego"), "gdyby mi dano sposób wysadziłbym ten kraj w powietrze" ("Rodzinna Europa"), "Polak musi być świnią, ponieważ się Polakiem urodził" ("Prywatne obowiązki"), wówczas nieodparcie nasuwa się skojarzenie z obsesyjnym psychopatą. A przecież świadomie pomijam te cytaty z Miłosza, które dotyczą jego stosunku do wiary katolickiej czy Matki Boskiej Częstochowskiej.


Nic dziwnego, że wybierając się do Wilna chciałem także poznać źródła tak wrogiego stosunku Litwinów do Polaków. Teraz jestem przekonany, iż jest to efekt wielowiekowych kompleksów i niezrozumiałych urazów wobec naszego narodu, narosłych zwłaszcza w okresie Unii Lubelskiej i XX-wiecznego międzywojnia.


Dzisiaj Litwini odreagowują je w najbardziej idiotyczny sposób. Ledwie trzymilionowa, wymierająca nacja (czołowe miejsce pod względem samobójstw i aborcji w Europie), sprytnie sterowana i podjudzana przez agenturę żydowską, rosyjską oraz niemiecką, "wyżywa się" na pokojowo nastawionych Polakach, którym zawdzięcza kontakt z cywilizacją łacińską.


Doświadczyłem tej "sympatii" osobiście. A to na dźwięk polskiej mowy, jakiś gówniarz plunie pod nogi. A to jakaś kelnerka ostentacyjnie pokazuje, iż Polaków nie obsłuży choćby rozmawiali z nią po angielsku. Ręce opadają...


Łatwiej mi teraz zrozumieć "szaulisów" mordujących naszych rodaków w Ponarach. To po prostu ludzie pokroju Cz. Miłosza, którym akurat "dano sposób" na bandyckie wyrażenie swojej nienawiści do wszystkiego co polskie. Noblista-stalinista zrobił to "kulturalnie" - wierszem i prozą.


Nic dziwnego, że dobrze zasłużył się żydokomunistycznym patronom. Za życia Nobel, po śmierci - zmasowana kampania Michnika-Szechtera i jego pachołków (także w gronie hierarchii kościelnej), zabiegających usilnie o to, aby miłoszowe truchło spoczęło w miejscu zarezerwowanym dotychczas dla wybitnych Polaków i patriotów. Wierzę, że nie na długo.

Henryk Jezierski

"MOTO" nr 9-10 (192) wrzesień - październik 2004

Friday, November 23, 2007

Narodowa Agencja Informacyjna donosi:

Narodowa Agencja Informacyjna "Polska Walczaca" otrzymala kilka minut temu sensacyjna wiadomosc z Waszyngtonu .

"Jestem pewien ,ze jestesmy pierwsza agencja ,ktora podaje to do wiadomosci,powiedzial przedstawiciel agencji.

Ulegajac presji kongresu,opuszczony przez swoich bylych poplecznikow prezydent Bu8sh podal sie do dymisji.W swoim pozegnalnym przemowieniu ,ktore nadamy pozniej, przydent -a raczej "byly" prezydent powiedzial :
"Jestem rozczarowany narodem amerykanskim ..(tu byly prezedent zerknal na kartke przezd soba) ..tak ..tak..dobrze mowie-amerykanskim.
Proponujac Irakowi ,zeby sie poddal albo go wyzwolimy wierzylem w to,ze robie to dla dobra kazdej ...amerykanskiej rodziny.
Im wiecej synow w wojsku-tym bogatsza rodzina.
Czuje sie zdradzony i opuszczony..."

W tym momencie byly prezydent, opuscil scene .Nasz reporter w Waszyntonie slyszal pogloski o tym ,ze byly prezydent rozplakal sie w szatni na zapleczu.

Z ostatniej chwili.

N.A.I. -donosi:

Obrazony na narod byly prezydent postanowil kontynuowac walke na wlasna reke.
Po opuszczeniu gmachu Kongresu byly prezydent zmienil nazwisko na B-rambo i wsiadl na poklad samolotu lecacego do Bagdadu.
Spodziewany przylot : nad lotniskiem o godz.12.00 , ladowanie 12,10.

Kondolencje do wdowy po B-rambo mozecie wysylac od godz.12,05 czasu irackiego.

Cialo B-rambo bedzie wystawione na widok publiczny w nastepujacych krajach : Irak,Iran,Turcja,Izreal,Syria,Jordania i Egipt.
Podobno pare szczatkow dolecialo nawet do Sztokholmu ale brak jeszcze oficjalnego potwierdzenia.
Bedziemy informowac naszych sluchaczy na biezaco.'

Pamietajcie tylko Narodowa Agencja Informacyjna "Polska Walczaca" informuje bez cenzury.
N.A.I.-Nailepsza !!!
_________________
Wolna Polska zaczyna sie tutaj : www.polskawalczaca.com
Jerzy

Wednesday, November 14, 2007

Zydowskie zagrozenie potwierdzone przez Zydow

Premier Izraela oswiadczyl w przemowieniu,ze Izrael kupuje "Manhattan,Rumunie,POLSKE i Wegry.

Zydzi kupuja polske

Moge mu tylko podziekowac za to ,ze glosno potwierdzil to o czym my piszemy juz od dawien dawna.
Moze to wreszcie obudzi naiwnych i ufnych Polakow.

Jerzy

Thursday, November 8, 2007

Spotykajmy sie w jednym miejscu

Mam ogromna prosbe do tych wszystkich ,ktorzy wiernie i uparcie towarzysza mi tutaj przez kilka miesiecy: brak czasu nie pozwala mi na prowadzenie dwoch stron.
Praca zawodowa i chociaz troche czasu dla rodziny,zanim mnie nie wyklnie , wyklucza moje dzialanie w forum i w blogu.

Dlatego stopniowo bede przenosil materialy stad do nowego miejsca.
Nie uda sie nam niestety przerzucic wszystkiego "za jednym zamachem' bo jak powiedzial mi przedstawiciel naszego servera jest to technicznie niemozliwe.Czyli: jeszcze wiecej czasu na "przeprowadzke",czasu ,ktorego i tak malo.

Bardzo was prosze o aktywny udzial w nowym forum.Ciesze sie bardzo z kazdej Waszej wizyty tutaj ale to tylko polowa roboty.Druga niech bedzie Wasz glos,Wasz udzial,Wasze poglady.
Pozdrawiam serdecznie i raz jeszcze zapraszam do wspolpracy w tworzeniu tego naszego polskiego forum,jednego z nielicznych gdzie nie Polak nie musi sie obawiac zydowskiej cenzury.

Jerzy

Tuesday, November 6, 2007

MAMY POLSKIE FORUM

Wszystkich Polakow i przyjaciol zapraszam do nowego POLSKIEGO z ducha ,forum.
Mozecie je znalezc pod :

Polskie forum

albo wpisujac :www.polskawalczaca.com

w wyszukiwarke.

W pierwszej ,inauguracyjnej informacji wyjasnilem cele jakie sobie postawilem,dlatego nie bede ich tutaj powtarzal po raz drugi.
Nowe forum ,zgodnie z moja wizja ma byc kawalkiem wolnej Polski rzadzonej przez POLAKOW.
Od taka nasza malutka na razie, ale wolna -Ojczyzna.

Co z tego wyjdzie-nie wiem ale ciekaw jestem ogromnie
Zapraszam z calego serca do wziecia udzialu w ym szalenie interesujacym eksperymencie.
Materialy z tego blogu beda stopniowo przenoszone do nowego forum bo niemozliwoscia bedzie-nawet z powody czasu -prowadzenie obu tych stron jednoczesnie.
W momencie gdy wszystko STAD -trafi TAM zamkniemy ten blog.

Jerzy

Jak zabija sie panstwo a narod zmusza do emigracji

Niewesole ale jakze prawdziwe rozwazania.Naleze do tych ,ktorzy z prl wyjechali bo nie mogli dluzej patrzec na arogancje "klasy przewodniej" ,bez wzgledu na jej rasowe pochodzenie i znam doskonale to o pisze autor.

Sam widzialem w czasie mojego pobytu w Niemczech Zachodnich tysiace mlodych,zdolnych Polakow staczajacych sie do rynsztoka,niezdolnych do zaakceptowania tego co sie z nimi dzieje i bezsilnych aby to zmienic.
Jakiej czesci udalo sie uciec i wrocic do zycia,jaka czesc polskiej -glownie wrazliwej inteligencji poszla na dno gdzies w burdelowych hotelikach Hamburga ,gdzie wydzial socjalny lokowal emigrantow-nie wiem.Moze kiedys powstana na ten temat jakies statystyki.
Bedzie to ponury obraz.
W chwili obecnej wyludnianie kraju i tworzenie warunkow, ktore zmuszaja Polakow do emigracji postepuje w przerazajacym tempie.
Kto przyjedzie na ich miejsce?
Tysiace Zydow w Izrealu wystapilo o polskie obywatelstwo.Wielu ma wizy wjazdowe i wyraznie na cos czeka.
Co dalej?

Jerzy

"DAR DLA OBCYCH, TROSKA DLA SWOICH

Sześciu na każdych dziesięciu młodych Polaków rozważa ewentualność wyjazdu na Zachód. Tam chcą pracować i żyć. Są realistami: jeśli pozostaną w Polsce, przez najbliższe lata nie mają szans na utrzymanie rodzin na jako takim poziomie. Od przeszło dwóch wieków Polacy szukają swojego miejsca na ziemi poza krajem ojczystym. Przed laty emigrowaliśmy, ponieważ za udział w walce o niepodległość groziła śmierć, więzienie lub zsyłka na Syberię. Potem kto tylko mógł, uciekał przed "czerwoną zarazą" do wolnego świata.
Od kilku lat emigrujemy, gdyż ustąpiły dotychczasowe bariery. Wyjazd za granicę jest prostszy i tańszy niż kiedykolwiek, po drugie, ważniejsze, ponieważ roztaczana przed Polakami od 1989 r. wizja sytego, szczęśliwego społeczeństwa wolnych ludzi, budujących gospodarkę rynkową i państwo otwartych możliwości, przepoczwarzyła się w jakiś senny koszmar.
Przyczyna tego stanu to oddzielny temat, cóż jednak mają Polacy począć, gdy - kilkanaście lat po zmianie ustroju - za miesięczną pracę kasjerka w hipermarkecie otrzymuje na rękę (w przeliczeniu na $) niecałe 400, pielęgniarka w szpitalu 480, a nauczycielka z dwudziestoletnim stażem 560 kanadyjskich dolarów?
Tak, tak: wielu Polaków wybrało emigrację wcale nie z tęsknoty a za wygodniejszym życiem, tylko z powodu zerowych możliwości zaspokojenia elementarnych potrzeb na biologicznym wręcz poziomie - w swoim podobno kraju. Trzeba bowiem pamiętać, że nad Wisłą na minimum socjalne w postaci dachu nad głową, wiktu, przyodziewku i opierunku liczyć mogą wyłącznie osadzeni w więzieniach i aresztach. Trzeba pamiętać i nie wolno zapominać, że do dziś są w Polsce gminy, w których prawie połowa rodzin puka do drzwi ośrodków pomocy społecznej. Tym ludziom nie wystarcza na nic. Nie mają na czynsz, opał, gaz, elektryczność, środki czystości, ubranie, lekarstwa. Niektórym brakuje na żywność.
Jeszcze niedawno dzieci ze środowisk popegeerowskich przychodziły do szkoły z objawami choroby głodowej - nie dlatego że rodzice nie dawali im jedzenia - oni nie mieli im czego dać. I skali tego zjawiska nie sposób wyjaśniać wyłącznie ich życiową niezaradnością.
Wyjeżdżającym nikt nie obiecywał raju. Niektórzy rzeczywiście dotarli do piekła, lądując np w Londynie na chodnikowych płytach w zaułkach Hammersmith i Fulham. Inni swój kres odnaleźli w szkockich przytułkach dla bezdomnych. A jeszcze inni trafili na zaplecza miast, zasilając grono stałych bywalców odbytnicy każdej większej metropolii: menelską, zdegenerowaną społeczność włóczęgów, pijaków i narkomanów.
Lecz część emigrantów przez piekło przeszła, by na końcu odbić się od dna i wypłynąć na powierzchnię. Ci nie ukrywają, że ich wędrówka często przypominała spacer po ostrzu noża. Od ławki w parku, przez przytułek dla bezdomnych, po hostel dla wykolejeńców, skąd uciekali do obskurnych, tanich nor, niekiedy pozbawionych podłóg, a czasem nawet pozbawionych gazu czy prądu. Mimo to krok po kroku robili to, na co w Polsce nie mieli szans: odgryzali się życiu.
Wreszcie, po roku czy dwóch lądowali w dwu-, trzypokojowych mieszkaniach w przyzwoitych domach, na obrzeżach małych, sennych miasteczek, rozsianych po brytyjskiej czy irlandzkiej prowincji - albo w samym sercu Dublinu, Glasgow, Liverpoolu, Bristolu, Sheffield czy Londynu. Teraz ściągają z Polski narzeczone, żony i dzieci. Kawalerowie żenią się, panny wychodzą za mąż, rodziny się powiększają. Z wolna wtapiają się w otoczenie.
Nie czują się za swój kraj odpowiedzialni. Zapominają - może nigdy nie przyszło im do głów - że to oni są Polską. Wykluczeni z szans na przyszłość nad Wisłą, dziś budują dobrobyt Szkocji, Anglii, Walii. Rozwój gospodarczy Irlandia w znacznej mierze zawdzięcza chętnym do pracy Polakom. Cóż w tym dziwnego, że o emigrantach powszechnie mówi się: "dar dla obcych, troska dla swoich".
Zarazem dzisiejsza społeczność emigrancka wydaje się odcinać od sedna, czyli od refleksji dotykających pojęcia patriotyzmu. "Wyjechałem, bo mój patriotyzm jakoś nie chciał zapłacić moich rachunków!" - tę gniewną uwagę nadto często usłyszeć można w dyskusjach poświęconych współczesnemu pojmowaniu miłości ojczyzny.
Jasne, że patriotyzm rachunków nie zapłaci. Z drugiej strony: czy odcięcie się od korzeni pozwoli emigrantom zbudować bezpieczną przystań na obcej ziemi? Czy zdołają ocalić tożsamość? A jeśli nie, czym zamierzają ją zastąpić?
Proszę nie posądzać mnie o zamiar oklaskiwania ludzi nawołujących rodaków przebywających za granicą do owinięcia się w białoczerwone flagi i do publicznego przechadzania się z nimi tu i tam. Ale dla emigrantów kwestia zachowania narodowej tożsamość stanowi problem niebagatelny, nawet jeśli nie chcą o tym myśleć, bo nie zdają sobie sprawy z zagrożeń, jakie na nich czyhają. Tożsamość to w ogóle nie byle co. Tożsamość jest ważna, na obczyźnie dalece ważniejsza niż w kraju.
Ale o patriotyzmie i tożsamości to może już przy innej okazji. www.widnokregi.pl"

Dokad idziemy,skad przychodzimy...

A DLA POLAKÓW PROTEKTORAT...

Z roku na rok upowszechnia się poczucie ubezwłasnowolnienia; to, że prawdziwie znaczące i ważące na życiu decyzje zapadają daleko poza nami; nie w parlamentach, i nie w instytucjach, na które mamy wpływ.
Czy jest to jedynie "mniemanie" lokatora coraz bardziej "umasowionego" świata, gdzie ludzi jest kupa i trudno przebić się z indywidualnym głosem, czy też objaw pewnej zaskórnej i bardzo istotnej tendencji?
Kto rządzi światem? Jacy ludzie? Kto nie jest marionetką?
Kto rządzi naszą Ojczyzną, kim są ci ludzie? Czy Polska jest niepodległa, a jeżeli nie, to na ile suwerenne są decyzje podejmowane przez jej oficjalne elity?
Pytania te powinniśmy od czasu do czasu stawiać choćby dla własnego zdrowia psychicznego. Jak smród po gaciach przewija się bowiem przez salony [również te warszawskie] myślenie w którym rządzenie pojmuje się na zasadach ‘pasterskich’ czyli w skrócie tak, że z jednej strony mamy kierowników, a z drugiej tłuszczę; z jednej strony jest grupa (kasta) wtajemniczonych, a z drugiej ludek prosty i niekumaty, którego jedyną ambicją pozostaje odzienie, strawa plus deko seksu i pijaństwa na przytłumienie egzystencjalnych frustracji.
Ludek ów powinien być utrzymywany w stanie, który zapewni mu dość wygód, aby się nie buntował, i na tyle informacji, aby wydawało mu się, że nie jest głupi.
Masoneria, iluminati - wszystkie te pojęcia określają pomysł na urządzenie świata opierający się na przekonaniu, że część ludzi jest wybrana do rzeczy lepszych. Przeświadczenie o istnieniu równych i równiejszych wlecze się za ludzkością przez całą jej historię. Niewielki wyłom uczyniło w nim chrześcijaństwo, które zelektryzowało rozwarstwiony społecznie świat przekonaniem, że jesteśmy równi wobec Pana Boga, a nawet więcej - wszyscy jesteśmy "dziećmi Bożymi".
Przekonanie o równych i równiejszych przekładane bywa na poziom narodów. Są więc narody "wielkie", które "dźwigają (?) na swych barkach ciężar odpowiedzialności za losy świata", i te mniejsze, które nawet własnego obejścia nie są w stanie pozamiatać.
Należymy do narodu, który usiłuje odzyskać wielkość. A może raczej, w którym żyją jeszcze ludzie przekonani, iż nad odbudową tej wielkości trzeba pracować. Pokaźna grupa Polaków, którzy patrząc na obecne realia pobitej, okradzionej i wodzonej za nos Polski, sądzą, że jedyne, co pozostaje, to zapewnić nam prawo do życia w spokoju i jako takim dobrobycie, zaś decydowanie o sprawach "światowych" pozostawić silnym i ustawionym. Skoro dawno temu odpadliśmy od europejskiego stolika, to obecnie możemy sobie tylko postanowić, czy trzymać z Żydami i Ameryką, czy też z socjalistyczno-masońską Europą, a może z Rosją. Jest to podział na grube oko, ale mniej więcej oddaje istotę problemu. Słowem, osoby te sądzą, że nie jesteśmy w stanie się podnieść i utworzyć własnej przestrzeni narodowego życia, dlatego powinniśmy uwiesić się u cudzej klamki.
Zwolennicy odstąpienia od narodowych ambicji każą nam z odrazą patrzeć na siebie. Krytykują, że z Polakami, czyli ludźmi skłóconymi, sprzedajnymi, głupimi, otumanionymi, sparaliżowanymi zawiścią, zaściankowymi etc. niczego rozsądnego wybudować nie można. Powtarzają przy tym mantrę naszych byłych okupantów i tradycyjnych wrogów że Polacy sami rządzić się nie potrafią; że potrzebują nad sobą buta czy bata, że nasz naród jest albo głupim Jasiem Europy, albo dużym dzieckiem, które zatrzymało się w rozwoju na poziomie idealistycznych odruchów. Można więc z niektórymi "wyemancypowanymi" z polskości Polakami ubić jakiś korzystny interes, dopuścić ich do spraw większych, ale już nie można pozwolić, abyśmy naszym państwem wtrącali się wielkim do gry.
Takie traktowanie Polski i Polaków idzie za nami od czasu utraty państwowości. Od czasu rozbiorów dorobiliśmy się sporej liczby własnych zdrajców, którzy za srebrniki lub w imię swoiście pojmowanej realpolitik wysługiwali się cudzym dworom, od czasu do czasu tłumacząc to jeszcze "dobrze rozumianym" interesem Polski. Jedni chcieli z Rosją, inni z Niemcami, jeszcze inni uciekali się pod obronę Franza Josefa. Wyszło z tego wiele nieszczęścia chociażby osławiona branka margrabiego Wielopolskiego i klęska Powstania Styczniowego.
Echa XIX-wiecznej prusko-carskiej propagandy pobrzmiewają dzisiaj w komentarzach, jakie serwują niemieckie czy rosyjskie gazety. Podobnie jak w wieku XIX, sąsiedzi praktycznie rozszabrowali nam lebensraum. Stąd też taka aktywność tych wszystkich, którzy liczą na posady w polskim protektoracie.
Są to sprawy, o których powinniśmy otwarcie dyskutować. Są to rzeczy ważne dla naszego narodu. Tymczasem, nie ma gdzie o tym mówić, bo środki przekazu w większości należą do zwolenników idei protektoratu i realizują interes ościenny, przypominając okupacyjne gadzinówki, które, wedle zaleceń Goebbelsowej propagandy, obok kilku ‘budujących’ politycznych przedruków ze "Sturmera" miały oferować morze chłamu działającego na niższe instynkta polskiego untermenscha. Czy mimo to warto dzisiaj myśleć o naszej Polsce?
Odpowiedź na to pytanie znajdziemy bez trudu na Jasnej Górze, na Wawelu przy grobach królewskich, przed ołtarzami XVI-wiecznych kościołów rozrzuconych po polskiej ziemi, na polskich cmentarzach wojennych. Nie pozwólmy, aby ten wspaniały obraz zmąciły nam dzisiejsze gadzinówki, nie pozwólmy zamącić w naszych głowach agentom protektoratu.
Andrzej Kumor – „Goniec”, Mississauga (8 września 2007)

Znacie?To przeczytajcie...

Powrót do przeszłości!!!
Według napływających informacji, wybory parlamentarne 2007 wygrała Platforma Obywatelska - kontynuatorka Kongresu Liberalno-Demokratycznego, partii odpowiedzialnej za zaaplikowanie Polakom tzw. reform Balcerowicza, doprowadzających do uwłaszczenia się SB-cko-PZPR-owskiej klasy i stworzenie z Polski państwa wasalnego. Dwa lata rządów centro-prawicowej PiS które próbowały odmienić ten niebezpieczny trend, spotykały się z silnym oporem wrogów wewnętrznych i zewnętrznych. Niestety, niezwykle agresywna medialna kampania - trwająca przed wyborami 2005, po wygranej PiS, poprzez całe dwa lata rządów oraz podczas kampanii wyborczej 2007 - doprowadziła do wypaczenia umysłów Polaków, którym to aplikowano codzienne dawki chamstwa w wykonaniu Stef. Niesiołowskiego czy błazenady takich ‘autorytetów’ jak "profesor" Władysław Bartoszewski, i którzy zagłosowali na partię rozdającą cukierki świetlanej cudownej przyszłości.
W wielkie zdumienie może wprowadzić wygrana poszczególnych kandydatów, np. Kazimierza Kutza, który w Katowicach otrzymał zdecydowanie więcej głosów niż spokojny, zrównoważony, uczciwy katolik, minister Polaczek. Według obowiązującego prawa kanonicznego wszyscy katolicy głosujący w Katowicach na Kutza, zadeklarowanego ateistę i antyklerykała powinni zostać natychmiast ekskomunikowani. Podobnie wygląda sytuacja w innych miastach. Na takie akty pasterzy Kościoła nie można jednak liczyć, wszak i hierarchia w Polsce w znacznym stopniu przyczyniła się do takiego a nie innego wyniku, a wielu z nich za wygłaszane herezje, sami podpadają pod ekskomunikę. Tak wygląda sytuacja w "katolickiej" Polsce, w której wypowiedziało się "pokolenie Jana Pawla II".
Wygrała zatem groźna siła przeciwna dekomunizacji, lustracji, prawdziwej naprawy Rzeczpospolitej. Cieszy się motłoch, cieszą się wrogowie Polski, tak w Niemczech jak i całej Unii Europejskiej, cieszy się agentura SB-cka i wojskowa, cieszą się skorumpowani sędziowie, cieszą się media - te w rękach SB-ckich jak i należących do kapitału zagranicznego, cieszą się wielcy oligarchowie, wielcy złodzieje, cieszą się też pospolici przestępcy. Oto charakterystyczne wyniki z dwóch aresztów w Krakowie, które są taką symboliczną egzemplifikacją elektoratu wygranej siły:
OKW nr 425 Areszt Śledczy ul. Montelupich 7 Kraków, Uprawininych 807, Głosów ważnych 667 Sejm:
PO - 561 głosów; LiD - 42 głosy; PiS - 20 głosy; PSL - 12 głosów; Samoobrona – 12.
Senat - wszystkie głosy PO.
OKW 442 Areszt śledczy ul Czarneckiego 3 Kraków. Uprawnionych 274 , Głosów ważnych 224 Sejm:
PO – 146; LiD – 33; PiS – 9; Samoobrona – 9; LPR - 4
(bibula.com)

Monday, November 5, 2007

Dzisiejesza migawka z "Protokolow"

"WRÓG WEWNETRZNY
Gdyby ktos z głębi swej duszy liberalnej powiedzial, że rozumowanie podobne jest niemoralne, zapytam wówczas: Jeżeli państwo posiada dwu wrogów i Jeżeli w stosunku do wroga zewnetrznego wolno mu i nie jest uważane za niemoralne uzywanie wszelkich srodków walki, jako to: nie wtajemniczac przeciwnika w plany ataków, czy obrony, napadac nan w nocy, lub przy uzyciu sil przewazajacych, - to na jakiej zasadzie można uważać za niedopuszczalne i niemoralne uzywanie tych samych srodków walki w stosunku do gorszego wroga, gwalcacego ustrój spoleczny i pomyslnosc. "


Niewiele razy mialem okazje przyznac racje naszym wrogom, ale w tym wypadku zgadzam sie z nimi w 100 procentach.
WSZYSTKIE SRODKI SA DOZWOLONE TAM GDZIE WALCZYMY O WOLNOSC NASZEGO KRAJU I BIOLOGICZNE PRZETRWANIE NASZEGO NARODU


Dlaczego walka z okupantem w czasie II wojny swiatowej byla powodem do dumy , po 1945 roku ta sama walka z okupantem byla "zbrodnia" a dzisiaj ...szkoda slow.
Wiekszosc okupowanych nawet nie zdaje sobie sprawy z tego ,ze ich kraj jest pod okupacja.
Dowodzi to jednynie tego ,ze formy okupacji staly sie bardziej pefidne,mniej brutalne.
Wlasciciele niewolnikow po kilku buntach tychze niewolnikow tez doszli do wniosku ,ze TANIEJ jest dac im troche wiecej luzu niz narazac sie na straty zwiazane z buntami i kupnem nowych niewolnikow w miejsce tych zlikwidowanych.
Poza tym opinia"lepszego pana " od innych tez pomagala w uspokojeniu nastrojow...

Jakie pana wybieraja Polacy?
Na co licza?
O czym marza?

Nie wiem...

Jerzy

Prostujemy zaklamana historie: Dawid i Goliat

Hande hoch,Goliat !



Tak w rzeczywistosci wygladala sytuacja ,ktora dala podstawy legendzie o Dawidzie walczym z Goliatem.

Goliat to ten po prawej stronie na zdjeciu...

Jerzy

Polska dziennikarka aresztowana przez armie izraelska

Yolanda,szef naszego wywiadu przyniosla wiadomosc o aresztowaniu polskiej dziennikarki w jednej z palestynskich wiosek pod izraelska okupacja.

.Izraelskie gestapo w akcji


NA ZACHODNIM BRZEGU ARESZTOWANO POLSKĄ DZIENIKARKĘ
MOŻESZ POMÓC! (aktualizacja)


W nocy z poniedziałku na wtorek izraelska armia przeprowadziła atak na wioskę Bilin, na okupowanym Zachodnim Brzegu Jordanu [wiadomość o inwazji]. Podczas przeszukiwań aresztowana została dziennikarka z Polski, redaktorka serwisu Viva Palestyna, wieloletnia działaczka Międzynarodowego Ruchu Solidarności (ISM). Została ona przewieziona do Tel Avivu i prawdopodobnie w ciągu kilku dni może zostać deportowana do Polski (obecnie przebywa w więzieniu w Ramle).




Pokojowa demonstracja w Bilin
Ania niesie transparent "POLSKA Z PALESTYNĄ"



Ania poświęciała bardzo wiele w imię solidarności z narodem palestyńskim, chciała zamieszkać na Zachodnim Brzegu na stałe, aby móc wspierać Palestyńczyków w ich walce z codziennością okupacji. Z tego powodu, jeśli będzie musiała wrócić do Europy, nie będzie miała do czego. Osoba, która chciała przez reszte życia nieść pomoc innym, teraz sama potrzebuje naszej pomocy.


Udało się już dostarczyć rzeczy osobiste Ani do ambasady, więc przynajmniej będzie wracać z podstawowym bagażem (co wcześniej nie było pewne). Nie zmienia to jednak faktu, że po powrocie do kraju znajdzie się w ciężkiej sytuacji. Jeżeli chcesz pomóc i ułatwić jej powrót do życia w Europie pisz na adres saahib@plusnet.pl, lub GG: 2300233


Więcej:
Ściągnij fragment środowej audycji ALTERGODZINA, Joanna Lis opowiada o zatrzymaniu Ani i sytuacji w jakiej się znalazła:
[Plik mp3] (około 6 MB)

Przeczytaj także:
01.11.2007, Najnowsze wieści w sprawie Ani!
30.10.2007, Dalsze szczegóły dotyczące zatrzymania Ani
29.10.2007 (akt.), Atak na Bilin Polska aktywistka aresztowana!


--------------------------------------------------------------------------------


Oświadczenie VP w związku z brakiem pomocy ze strony MSZ

Wyrażamy głębokie rozczarowanie niepodjęciem jakichkolwiek działań przez przedstawicielstwo polskich władz na terytorium Izraela, w celu wypuszczenia aresztowanej Polki i umożliwienia jej kontynuowania swojej pracy dziennikarskiej na terenie Zachodniego Brzegu Jordanu.

Uważamy, że Ministerstwo Spraw Zagranicznych powinno wesprzeć niezwłocznie, wszelkimi możliwymi działaniami na drodze dyplomatycznej nasze starania na rzecz uwolnienia Ani. Niestety przedstawiciele Ambasady, prawdopodobnie obawiając się pogorszenia stosunków z Izraelem uznały deportację Ani za przesądzoną. Podobny obraz sugerują informacje trafiające do mediów, w odpowiedzi na pytania o sprawę aresztowanej działaczki.

Dla polskich władz to bardzo wygodne. Sytuacja Ani, przebywającej w więzieniu w Ramle, ulega przez to dalszemu pogorszeniu. Została aresztowana przez wojskowe siły okupacyjne, podczas bezprawnego i nieuzasadnionego ataku na wioskę Bilin, w nocy z 29 na 30 listopada. Prawdą jest, że nie posiadała już ważnej wizy, uprawniającej do pobytu na terenie Izraela. Zdawała sobie sprawę, że nie miała żadnej realnej możliwości jej przedłużenia. Niemniej Zachodni Brzeg Jordanu, bez względu na trwającą kilkadziesiąt lat barbarzyńską okupację, nie jest częścią państwa Izrael. Nawet sam Izrael nie uważa tego terytorium za własną część. Ponadto okoliczności towarzyszące aresztowaniu Ani wskazują, że brak ważnej wizy był jedynie pretekstem dla jej aresztowania i prób wydalenia.

Izraelskie prawo przewiduje możliwość dalszego pobytu mimo wygaśnięcia wizy, jeśli ma to bezpośredni związek z wykonywaną pracą. Ania pracowała na Zachodnim Brzegu Jordanu jako dziennikarka i nie skończyła swojej pracy, co w korespondencji z Ambasadą potwierdziły Trybuna Robotnicza oraz Le Monde Diplomatique - Edycja Polska. Stwarza to możliwość odwołania od decyzji o deportacji, choć konsul podtrzymuje opinię o jej nieuchronności. Nie skontaktował się nawet z adwokatką Ani, mimo, że jest w posiadaniu jej numeru telefonu!

Co więcej, docierają do nas sygnały, iż ambasada, mimo osobistej wizyty konsula w więzieniu u Ani, nie orientuje się nawet w jej obecnej sytuacji, podając, że ma adwokata z urzędu (bzdura!), albo, że przebywa obecnie w Tel Avivie.

Nie jest to nowa sytuacja, polskie MSZ w bardzo podobny sposób ignoruje także prośby innych Polaków przebywających na Zachodnim Brzegu i w Strefie Gazy, proszących np. o pomoc w wydostaniu się stamtąd.

Wciąż mamy nadzieję, że dzięki międzynarodowej solidarności, w tym wsparciu ze strony izraelskich środowisk antywojennych i presji wywieranej na władzach Izraela uda się uniknąć deportacji Ani. Odrobina dobrej woli ze strony polskich władz oznaczałaby wydatną pomoc w jej sprawie. Niestety ich zupełna obojętność czy wręcz rozmyślna odmowa jakiejkolwiek pomocy w żaden sposób nie pomaga rozwiązać trudnej sytuacji, w jakiej znalazła się nasza koleżanka.

Viva Palestyna


CO MOŻESZ ZROBIĆ:
W związku z brakiem nalezytej reakcji ze strony polskiego MSZ prosimy o rosyłanie na adres Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i polskiej ambasady w Tel Avivie e-maili z apelem o podjęcie wyraźnych starań dyplomatycznych na rzecz uwolnienia Ani.
Ministerstwo Spraw Zagranicznych: skargi.wnioski@msz.gov.pl, dsi@msz.gov.pl
Polska Ambasada w Tel Avivie:

embpol@netvision.net.il


O sytuacji w jakiej znalazła się Ania:

Palestyńczycy, mieszkający zarówno w Strefie Gazy, jak i na Zachodnim Brzegu Jordanu, żyją w warunkach permanentnej wojny i okupacji. Wystarczy przejrzeć informacje z ostatniego miesiąca, aby przekonać się, że atak, ostrzał rakietowy czy inwazja wojsk izraelskich to dla nich dosłownie codzienność. Niemal każdego dnia lokalne źródła donoszą o co najmniej kilku atakach na palestyńskie cele, w wyniku których zabitych zostaje kilka osób, rannych kilkanaście, a uprowadzonych i uwięzionych przez armię - kilkadziesiąt.



Właśnie z tego względu obecność na okupowanych terenach zagranicznych aktywistów, takich jak Ania, odgrywa kluczową rolę. To dzięki nim izraelscy żołnierze zachowują się przynajmniej odrobinę mniej brutalnie w stosunku do Palestyńczyków. Działacze pacyfistycznej organizacji ISM (Międzynarodowy Ruchu Solidarności) uchronili setki palestyńskich domów przed zburzeniem przez wojskowe buldożery. Obecność obcokrajowca w okolicy pomaga wielu Palestyńczykom uniknąć brutalnego pobicia przez żołnierzy sił okupacyjnych.

Jednocześnie media często przedstawiają Palestyńczyków wyłącznie jako "złych terrorystów, czyhających tylko na to, aby wysadzić się w autobusie pełnym Izraelczyków". Ten niezwykle krzywdzący obraz pasuje zresztą doskonale do kreowanego wizerunku Araba-terrorysty i umacnia w świadomości społeczeństwa nieuchronność tzw. "Zderzenia cywilizacji".

Zagraniczni aktywiści stanowią przeciwwagę dla takich praktyk, gdyż po powrocie do swoich krajów mogą dawać świadectwo tego, co w rzeczywistości dzieje się na okupowanych Zachodnim Brzegu i Strefie Gazy. Ludzie dowiadują się nagle, że - wbrew temu co czytają w gazetach i oglądają w telewizji - Palestyńczycy to przede wszystkim zwykli ludzie, pragnący żyć godnie we własnym kraju, bez śmigłowców Apache i myśliwców F16 nad głowami, bez ciągłego warkotu silników czołgów Merkava, bez nieustannych ataków i eksplozji, wszechobecnych punktów kontrolnych, bez izraelskich żołnierzy dookoła, ciągłej kradzieży swojej ziemi pod budowę nielegalnych osiedli, wreszcie, bez ogromnego muru apartheidu, zamykającego ich w wielkim getcie.

To wszystko powoduje, że obecność obcokrajowców jest dla władz izraelskich niezwykle niewygodnym czynnikiem. Jednak okoliczności towarzyszące aresztowaniu Ani wskazują na to, że jej obecność była szczególnie niewygodna. Podczas inwazji na Bilin wydawało się, że żołnierze wiedzieli dobrze „po kogo przyjechali”. Już na pierwszym posterunku, na który przewieziono Anię, żołnierze dysponowali szczegółowym dossier na jej temat.

Pretekstem do wydalenia Ani jest brak aktualnej wizy, uprawniającej do pobytu na terenie Izraela (aresztowania dokonano na terenie Zachodniego Brzegu, który nie jest przecież częścią państwa Izrael). Polskie MSZ, niestety, nie wykazuje nadmiernego przejęcia sprawą Ani, informując, że brak wizy jest wystarczającym powodem, aby Anię deportować. Wydaje się jednak, że można było spróbować zrobić coś więcej, szczególnie zważywszy na sytuację, w jakiej znajdzie się Ania po powrocie do kraju. Prawo izraelskie dopuszcza np. ewentualność pozostania na terytorium Izraela dłużej niż przewiduje to wiza, w sytuacji, gdy ma to związek z wykonywaną pracą. Ania jako dziennikarka nie dokończyła jeszcze swojej pracy w Palestynie... niestety, MSZ uznało, że nie musi nadto wysilać się w tej sytuacji.


O izraelskich więzieniach...:
International Middle East Media Center Palestyńskie dzieci poddawane są torturom
Nora Barrows-Friedman, Izraelczycy torturują palestyńskie dzieci
Aneta Dąbrowska, Aresztowania i internowania
Le Monde Diplomatique: Sekrety izraelskich więzień


Informacje o wiosce Bilin:
04.09.2007, Izrael: Sąd Najwyższy nakazał częściową zmianę trasy przebiegu muru apartheidu
20.01.2006, 15 protestujących w tym conajmniej 3 aktywistów izraelskich rannych w proteście w Bil'in


Protesty w Bilin na Youtube

Relacja i film z protestów 18 października 2005

Friends of Freedom and Justice Bilin

Protesty ISM w Bil'in

Zdjęcia z Bil'in
http://viva-palestyna.pl/news/news.php?news=special/ania.php

Czy polska "prawica' jeszcze istnieje?

Artykul p.Olzynskiego dotyczy spraw waznych dla kazdego Polaka.
Chodzi o to czy ocalala (jesli istniala w ogole na pierwszym miejscu?) na polskiej scenie politycznej partia lub organizacja reprezentujaca ten (50% tych ,ktorzy nie glosowali w ostatnich "wyborach") ogromny odlam Polakow , a ktorzy nie widzieli innej mozliwosci poza wyrazeniem swoich pogladow jak bojkotem wyborow.
Ciekawe uwagi godne przemyslenia.

Jerzy

"Alienacja polskiej prawicy 2007-11-04


Alienacja polskiej prawicy
Ostatni bastion polskiej prawicy padł w dniu wyborów 21 października 2007. Podstępnie osaczeni i zdradzeni zostali zepchnięci na margines życia politycznego. Czy zdołają powrócić?


Nie ma polskiej prawicy! Ci którzy mają czelność twierdzić że inaczej (PiS) najzwyczajniej w świecie kłamią. To cyniczne kłamstwo pochodzi z ust osób zamieszanych w przeróżnych kombinacjach, zawirowaniach okrągło-stołowych. Socjalistyczne sieroty tworzące pseudo prawicową PiS, pod przywództwem Jarosława Samo Dobro obiecując :

JA ZAWSZE DOTRZYMUJE SŁOWA! TAK MI DOPOMÓŻ BÓG!
Jarosław Kaczyński 2007.07.31 09:20
1. Nie będę premierem, gdy mój brat będzie prezydentem (JK). 2. Dla mnie, raz dane słowo, jest święte... (J) 3. Nie będzie koalicji z Samoobroną (J). 4. Samoobrona jest tworem byłych oficerów służb bezpieczeństwa (J). 5. Cieszę się, że będę na pierwszej linii walki z Samoobroną (J). 6. My w kolejnej kompromitacji i w otwieraniu Samoobronie drogi do władzy w Polsce uczestniczyć nie będziemy (J). 7. Andrzej Lepper udowodnił, że ma za nic prawo i jest politycznym awanturnikiem. Poparcie PISu dla tego polityka w jakiejkolwiek sytuacji jest nierealne (J). 8. Nie poprzemy nikogo z wyrokiem sądu lub przeciwko komu toczą się sprawy sądowe. To jest sprzeczne z ideałami PIS (J) 9. W-ce minister sprawiedliwości nie ścigał i nie osadzał w więzieniu działaczy opozycji w latach 70 (J). 10. Nie zmienia się ordynacji wyborczej na krótko przed wyborami. 11. Nie podniesiemy akcyzy na paliwa. 12. Wybudujemy trzy miliony mieszkań. 13. Wprowadzimy szybko niższe podatki. 14. To będzie tanie państwo, zredukujemy administrację. 15. Wycofamy wojsko polskie z Iraku. 16. Marcinkiewicz, to premier na całą kadencję. 17. Pomożemy Stoczni (UE chce zwrotu 4 mld). 18. Afera billboardowa. 19. Chcemy koalicji z PO. 20. PO jest w koalicji z SLD. 21. To wszystko wina PO i SLD. 22. Nie będzie TKM-u. 23. Moja teczka jest sfałszowana (J). 24. Większość byłych szefów dyplomacji była na usługach KGB. 25. Prawie 200 km autostrad w 2006, to nasza zasługa. 26. Tylko 6 km autostrad w 2007, to wina SLD. ............. 99. Dla mnie, raz dane słowo, jest święte... (Jarosław Kaczyński 10 VII 2006) -- i nikt nas nie przekona że białe jest białe a czarne jest czarne

zdradzili miliony osób, dla których Ojczyzna nierozerwalnie wiąże się z tradycją narodowo-katolicką, z antykomunizmem i antysocjalizmem. "




Autor: Marek Olżyński

Sunday, November 4, 2007

Zamach na Putina mial sprowokowac atak na Iran

Z wiarygodnych zrodel dotarla nastepujaca wiadmosc:

16 pazdziernika w czasie wizyty w Iranie prezydenta Rosji-Putina,tenze prezydent mial zostac zamordowany przez rakiete z glowica nuklearna odpalona z pobliskiego Quataru .

Nieudana prowokacja odsunela atak na Iran

Rakieta,ktora miala zrownac Putina z Teheranem ,a Teheren z gleba- nie dotala do celu.Wkrotce po odpaleniu ("niewyjasnionym i niezrozumialym" jak wyjasnila armia amerykanska) Patriot z glowica zostal zniszczony w powietrzu.
Jesli mozna wierzyc w te ionfomacje to plan byl taki:Putin giniw w wybuchu,to powoduje zamieszanie na Kremlu a w tym czasie Usrael i jego kontroler-Izrael atakuja Iran.

"Russian Military Intelligence reports are stating that after the aborted US nuclear missile launch against Iran, the 3-person crew of the Patriot Missile Battery in Qatar were ‘moved’ to the giant US Naval Support Activity base in Bahrain, and which after their ‘interrogation’ 2 of the US Soldiers, Genesia Mattril Gresham and Anamarie Sannicolas Camacho, were immediately killed and the third US Soldier involved, Clarence Jackson, was shot through the brain and was not expected to survive. "


Trzej zolnierze ,ktorzy stanowili obsluge tej "pomylkowo odpalonej "atomowki" zostalo natychmiast przewiezionych do bazy w Bahrain.
Tam po ich przesluchaniu dwaj zolnierze zostali natychmiast zabici a trzeci z postrzalem mozgu nie ma szans na przezycie.




"This can be further evidenced by this past few weeks unprecedented announcement by the United States Air Force that 6 nuclear armed cruise missiles were removed, without authorization, from their secure holding facility, located in North Dakota at the Minot Air Force Base, and flown to Barksdale Air Force Base, located in Louisiana, where they were left ‘unattended’ for ‘nearly 10 hours’."


Porownajcie to z samolotem ,ktory przelecial na Stanami z 6 -ma ubrojonymi rakietami atomowymi typu Cruise na pokladzie,rakietami usunietymi BEZ POZWOLENIA z ich bazy w North Dakota ,do innej bazy -Minot Air Base- w Luisianie .
Po ladowaniu w Luisianie samolot z rakietami na pokladzie stal przez 10 godzin bez nadzoru.
Nieoficjalne zrodla mowia ,ze samolot mial zaatakowac Iran ale zdrowe umysly w armii udaremnily samobojcza prowokacje i samolot wyladal w Luisianie.


Jerzy

Zamyslenia po wyborcze

KOMENTARZE, POLEMIKI, UZUPEŁNIENIA:

"NIL DESPERANDUM

PiS przegrało wybory 21 X 2007. Zarządzone na swoje życzenie. W parlamencie dotychczasowym były trzy polskie partie nie infiltrowane przez obcych. Historycznie biorąc: PSL, Samoobrona i LPR.

PSL powstały ze skomunizowanego ZSL stał się partią "wisząca u pańskiej klamki". Jak zwyciężali komuniści to nawiązywało sojusz z nimi. Samoobrona - partia Andrzeja Lepera powstała na gruncie buntu przeciw… Liga Polskich Rodzin utworzona przez wnuka Jędrzeja Giertycha, działacza niepodległościowego okresu jeszcze zaborowego, następnie żołnierza odradzającej się Polski walczącej z nawałą bolszewicką.

W 1920 roku Jędrzej Giertych przyjął ideologię Narodowej Demokracji. Po tej linii szedł jego syn profesor dendrologii Maciej Giertych, który swojego syna Romana wykształcił najlepiej do pełnienia wysokiej roli politycznej. Roman Giertych skończył prawo i historię - przyzwoite kierunki wiedzy. A nie stworzone przez obcych socjologię czy politologię służące tylko do badania społeczeństwa i kierowania nim choćby ku przepaści. Moim zdaniem takie kierunki kształcenia winny być zakazane i "zawody" skreślone jako wrogie społeczeństwu danego państwa a służące ewentualnym okupantom.

Partie, które po wybojach komunizmu uzyskały przewagę to Prawo i Sprawiedliwość oraz Platforma Obywatelska. Dwa lata temu w wyborach wygrało PiS. Ale miało za mało głosów do samodzielnych rządów. Zawarło więc koalicję z LPR i Samoobroną, które miały swoją ideologię i starały się w ramach koalicji ją realizować.

Samoobronie zorganizowano "seksaferę" i uparcie drążono tą sprawę. Poprzez media, najzacieklej obce w naszym kraju. Jakie zarzuty największy koalicjant postawił Lidze Polskich Rodzin - nie wiadomo. W każdym bądź razie PiS zerwał z nimi koalicję i pozbawił się większości w głosowaniach. Następnie... poparł w głosowaniu nowe wybory do parlamentu, licząc na ich wygranie oraz uzyskanie bezwzględnej większości głosów, a nawet możliwość zmieniania konstytucji. Niestety, wybory 21 X 2007 dały większość partii dotychczas opozycyjnej zwanej Platformą Obywatelską.

Co zaszkodziło najbardziej PiS-owi? Rządził nim Jarosław Kaczyński przy pomocy swego brata - bliźniaka Lecha, który na 5 lat został prezydentem. Ale wcześniej pełnił on funkcje prezesa NIK i Ministra Sprawiedliwości. W czasie tej drugiej funkcji na żądanie Żydów przerwał ekshumację masowego grobu Żydów w miejscowości Jedwabne.

Ten fakt musiał zostać odebrany negatywnie przez Polaków, gdyż afera "Jedwabne" była dalszym ciągiem prowokacji żydowskiej przeciw Polakom, rozpoczętej jeszcze prowokacją w Kielcach zaraz po zakończeniu II wojny światowej. Po to, abyśmy zostali uznani przez opinię świata za naród niegodny, dla którego trzeba bata i silnej, bezwzględnej ręki, najlepiej okupanta. Wówczas była to rosyjska bolszewia, która zorganizowała w Polsce katownie polskich patriotów, głównie rękami Żydów, którzy za wysługiwanie się bolszewikom liczyli na zorganizowanie żydowskiego państwa na naszych ziemiach.

Teraz obliczyli oni rachunkiem socjologów, że z Arabami dłużej jak 50 lat nie wytrzymają. I stąd atak na Jedwabne ich profesora - agenta Grossa przypisujący Polakom wymordowanie tam 1500 Żydów i to po wejściu Niemców. Co jest nonsensem choćby z tego powodu, że posiadanie przez Polaka broni palnej było karane tylko jego śmiercią.

Ugoda Żydów z Niemcami poszła aż tak daleko, że zgodzili się na określenie niemieckich obozów śmierci zorganizowanych na terenach okupowanej Polski "polskimi obozami". Zaś dzieci i młodzież Izraela jest do nas przysyłana pod nazwą "marsz żywych" i otaczana przez agentów Mossadu mających bronić "pejsatych" przed złymi Polakami. Wmawia się nam antysemityzm mimo naszego współczucia dla mordowanych i wyzuwanych przez Żydów z ziemi arabskich Semitów, stanowiących wielokrotność żydowskiej części Semitów.

Prawo i Sprawiedliwość uzyskała swoje zwycięstwo dzięki poparciu ojca Tadeusza Rydzyka w Radiu Maryja i Telewizji TRWAM. Tymczasem żona świeżo wybranego prezydenta zaprasza na swe spotkanie Żydówkę Mońkę Olejnik i deklaruje poparcie wyskrobywania dzieci z łona matek, zwane z żydowska aborcją. Oburzenie ojca Tadeusza Rydzyka jest słuszne i natychmiastowe. A mądrość "first lady" nie dorównała inteligencji tłustych Żydówek: Gołdy Meir ani nawet Gołdy Tencer.

Powtórzę - nie do końca dla mnie jest zrozumiałe działanie Jarosława Kaczyńskiego, odsuwającego od swego rządu Samoobronę i LPR, co w konsekwencji spowodowało nowe wybory i przegraną PiS-u.

Spotkanie z Kwaśniewskim premier wygrał zaś z Donaldem przegrał. Nie wiem kto organizował to spotkanie z klakierami klaskającymi po wypowiedziach Donalda, a wyjącymi w czasie gdy mówił premier. Widoczne było zbijanie z pantałyku Jarosława Kaczyńskiego. Ponadto śmiech Donalda po nazwaniu go po imieniu przez premiera również spowodował ocenę tego śmiechu ale i opóźnił czas na wypowiedzi premiera, który mówi celnie ale nie strzela tak jak Donald. Dlaczego premier zgodził się na taką konwencję spotkania? Organizatorowi należą się za to tęgie baty. Ponadto pisarz historyczny Henryk Pająk uznał J. i L. Kaczyńskich za "24-karatowych" co znających ten termin odepchnęło od nich.

Ciekawe jak nowy rząd się ustosunkuje do żądań Żydów o odszkodowania za mienie Żydów wysłanych przez Niemców do gazu? A także do bezprawnego wysyłania wojsk w żydowskim interesie i na ich życzenie?

Boże, chroń nas przed Żydami... "

Jan Lach
Łódź
22.10.2007, godz. 13.1

Saturday, November 3, 2007

Sila i cele swiatowego zydowstwa

Przetlumaczony na jezyk polski od-tajniony w 1973 roku raport przygotowany przez senacka komisje w "Departamencie Wojny" USA .

Namawiam goraco do przeczytania calego artykulu.
Poniezej jego fragment dotyczacy Polski.

Jerzy

Cele i metody mafii zydowskiej

III. KWESTIE POLSKIE (THE POLISH QUESTION)

(a) Czy żydowska anty-polska propaganda w Stanach Zjednoczonych oparta jest na faktycznie mających powszechnie miejsce pogromach Żydów ?

Louis Marshall, Judge Mack, Jacob Schiff, Israel Cohen - brytyjski syjonistyczny badacz i inni żydowscy liderzy odpowiadają - "Tak."

Hugh Gibson, amerykański Minister na Polske, z dugiej strony, mówi, że historie te są w wielkim stopniu przesadzone. Za takie stwierdzenie został on ostro uznanym za oszczercę przez Mr. Marshall i amerykańsko-żydowską prasę. Mr.Gibson także informował, że wiele tych przesadzonych informacji o pogromach ma powiązania z niemiecką propagandą rozsiewaną poprzez Kopenhagę. Raport Półkownika Masona z Military Intelligence, General Staff, który spędził miesiąc w Polsce w marcu i kwietniu potwierdza tą informacje.

Następujący cytat Profesora Askenazy, polsko-żydowskiego pedagoga i historyka w Warszawie, który ukazał się w NEW YORK WORLD 2 lipca 1919 roku i przedrukowany w FREE POLAND 16 lipca 1919 roku wydaje się być właściwym podsumowaniem:

"Świat zewnętrzny otrzymuje całkowicie przesadzoną ideę i widzę moich braci w religii z Nowego Yorku jako tych, którzy działają na podstawie jak widać nie sprawdzonych informacji docierających do nich z różnych stron. Oskarżają i potępiają oni Polskę za rzeczy które nigdy nie miały miejsca. Polska, jako młode państwo porające się z atakami ze wszystkich stron ma wystarczająco dużo kłopotów bez ataków naszych ludzi, którzy zawsze otrzymywali lepsze traktowanie ze strony Polaków niż w jakimkolwiek państwie w Europie.***** Prawdą jest, że były lokalne wybuchy przeciwko Żydom z powodu określonych przyczyn i chaosu, oraz przekonań, że Żydzi na tym chaosie wykorzystując go nie fair robią dobry interes. Oskarżani są o to szczególnie bolszewiccy Żydzi z Rosji którzy usiłują popsuć narodowy duch w państwie. **** Mówię to ze zdziwieniem, że liderzy amerykańskiej największej społeczności kierują się do tego ruchu, ponieważ ta cała agitacja w Ameryce tylko pomaga Niemcom i bolszewikom w Rosji. *** Kiedykolwiek jeden Żyd został poturbowany w Polsce, Żydzi mową że było ich dziesięciu a Niemcy że tysiąc. Jeśli Żyd zostaje zabity w konflikcie np. takim jak w Wilnie z bolszewikami, niemiecka prasa natychmiast rozprzestrzenia wiadomość o polskim pogromie w Wilnie."
[ strona 16 dokumentu ]
(b) Czy żydowscy Syjoniści używając tą określona propagandę w celu uzyskania praw mniejszości specjalnie rozdmuchują i potęgują historie o pogromach Żydów w Polsce?
BILL OF RIGHTS [coś w rodzaju Karty Praw-ww] przyjęta na Amerykańsko-Żydowskim Kongresie w Filadelfii 19 grudnia 1918 roku żądał a od Konferencji Pokojowej przyznania Żydom w nowych i większych państwach stworzonych przez Pokojową Konferencję prawa do autonomicznego kierowania wszystkich żydowskich komunalnych instytucji i nalegał żeby przyznanie takiej autonomii było warunkiem do kreowania jakiegokolwiek nowego państwa. Polska będąc największym i najważniejszym nowym państwem była naturalnie obiektem na którym Żydzi skupiali swoją szczególną uwagę w celu wprowadzenia tam w życie tej zasady.

Cytat z ich własnego numeru ( Israel Cohen, WASHINGTON POST, 30 maj 1919) :


"PRAWA MNIEJSZOŚCI"
"Jest tylko jedna droga w której cywilna równość Żydów może być zachowana, to jest droga w której otrzymają prawa mniejszości narodowej. Żydzi powinni otrzymać autonomię w administrowaniu spraw religijnych, kulturowych, socjalnych i charytatywnych, oraz powinni mieć osobne elektoralne ciało mające prawo do proporcjonalnego reprezentowania w polskim Parlamencie. Ażeby ustanowić dobrą współpracę miedzy nim a rządem zalecanym jest ażeby powstało Ministerstwo Spraw Żydowskich, którego głowa powinna być odpowiedzialna przed radą zorganizowanej społeczności żydowskiej."
Polska protestuje przeciwko takim opublikowanym żądaniom po których nastąpiły publikacje prowokujące anty-polskie i wrogie Polsce nastroje, głównie w Stanach Zjednoczonych i używaniu ich w Konferencji Pokojowej w celu popierania żydowskich żądań.
W Stanach Zjednoczonych propaganda przyjęta przez Żydów przyjęła dwie formy: (1) Ataki w prasie, oraz (2) Zorganizowane protestacyjne spotkania, parady i podobnego typu demonstracje.
(1) Wnikliwe czytanie głównych artykułów dotyczących przypisywanych Polakom zbrodni przeciwko Żydom w Polsce, które ukazały się równocześnie w głównych amerykańskich czasopismach w połowie maja pokazują uderzające podobieństwo w formie, treści
[ strona 17 dokumentu]
i nagłówków. Podobieństwo tak uderzające, że nie ma innego rozsądnego wytłumaczenia poza tym, że jest to całkowicie planowana propaganda. Dotarła do nas informacja z drugiej ręki, że Reuben Fink, waszyngtoński reprezentant Syjonistów, nadzorował rozprowadzanie materiału do dzienników i czasopism. Poufni agenci z Kopenhagi piszą o organizacjach powstałych za granicą z niemieckich inspiracji które dostarczają dziennikarskie wiadomości do amerykańsko-żydowskiej prasy.
Wiele z pierwszych opowiadań publikowanych w maju były oparte na raporcie Israela Cohen opublikowanego w LONDON TIMES, 14 lutego 1919 roku. Np., 28 maja 1919, NEW YORK HERALD I WASHINGTON POST dał artykuł Hermana Bernstein(a) na temat raportu Cohen(a) ale zredagował tak żeby czytelnik miał wierzyć, że pogromy które opisuje w dalszym ciągu trwają, podczas gdy Cohen mówił o wypadkach mających miejsce w listopadzie, grudniu i styczniu kiedy to, jak powszechnie wiadomo, w czasie zmagań trzech stron, wycofujących się Niemców usiłujących oddać teren w ręce Bolszewików, i Polaków starających się o niezależność od jednych i drugich oczywiście było wielu zabitych Polaków, Niemców, Żydów i Bolszewików. Ponadto Cohen w swoim raporcie mówi tylko o 161 ludziach w czasie całych trzech miesięcy które opisuje.

Kontrastującą jest relacja Rabbi Tittlebaum(a) (State Department I. B. 861.4016/245) [ czytelność cyfr jest nie pewna-ww] dotyczące prześladowania Żydów w południowej Rosji w której to mówi o zabiciu i zranieniu setek tysięcy. Mówi o 5000 zabitych tylko w samym mieście Proskurof. Nie było wiele rozgłosu na ten temat w Stanach prawdopodobnie dlatego, że zneutralizowałoby to cel syjonistycznej propagandy i pokazałoby że wybuchy przeciwko Żydom w Polsce były o wiele bardziej łagodne i towarzyszyła im o wiele mniejsza ilość utraty życia niż w innych miejscach gdzie także panował chaos, tak jak w południowej Rosji.

[ strona 18 dokumentu ]
Dalszą ilustracją tego jak używano fałszywe reportaże jest artykuł na temat Wilna. W maju, Departament otrzymał wiadomość, że Zionist Bureau w Berlinie raportowało o 200 zabitych Żydów w Wilnie. 8 czerwca 1919 roku, WASHINGTON POST, NEW YORK TIMES i inne dzienniki kontynuowały pod wielkimi szyldami historię opublikowaną w Paryżu - "1600 Żydów zabitych w Wilnie." Z raportu Gibson(a) (telegram, 17 czerwiec 1919) wynika, że 64 Żydów zostało rannych i śmierć w walkach co najmniej 10 z nich została potwierdzona przez żydowskiego reprezentanta. Walkę toczyli Polacy w celu odzyskania miasta z rąk bolszewików. (2) We wszystkich głównych miastach zorganizowane zostały masowe mitingi poprzedzona paradami na które żydowscy robotnicy otrzymali pół dnia wolnego. Główny miting został zorganizowany na Madison Square Garden w Nowym Yorku, 21 maja 1919 roku po seriach parad i innych dokładnie przygotowanych demonstracjach w których brała udział duża ilość Żydów z East Side. Najważniejszymi przemówieniami były Charlesa E. Hughes i Jacob Shiff(a). Mr.Hughes broniąc się przed zarzutami Polaków, że prowadzi politykę i nie posiada żadnych faktów na których mógłby oprzeć swój protest stwierdził, "Dokładna inwestygacja pośpiesznie zostanie przeprowadzona ale w międzyczasie, raport który dotarł, potwierdzony przez takich ludzi jak Sędzia Mack oraz Louis Marshall - człowiek o uznanej pozycji, zdolnościach i zaufania uzasadnia w mojej opinii właściwość tego protestu."

Rozważając czy zapewnione zostało przyjęcie słów Mr. Hughes(a) należy zauważyć, że oboje, Sędzia Mack i Mr.Marshall jak również Jacob Schiff są wszyscy członkami Executive Committee of Jewish Kehillah w Nowym Yorku, które to Committee jako swojego Przewodniczącego (Chairman) posiada Rabbi Judah L.Magnus. Ten był kiedyś bardzo pro-niemiecki i teraz jest otwarcie propagatorem i obrońcą bolszewizmu zarówno w Rosji jak i w Stanach. Co do samego Kehillah, - podczas gdy jest ostentacyjnie zainteresowany wyłącznie w pracach żydowskiego środowiska, pytania powstają co do jego

[ strona 19 dokumentu ]

pro-niemieckich i w konsekwencji pro-bolszewickich tendencji. Co więcej, partner Mr.Marshalla, Samuel Untermeyer zdobył rozgłos poprzez senackie przesłuchanie na temat niemieckiej propagandy z powodu jego pro-niemieckiej działalności. Mr. Untermeyer pokazał się teraz jako główny doradca dla Rand School i American Socialist Society w obronie ich charakteru.

W NEW YORK TIMES, 24 maj 1919, Felix M. Warburg był cytowany:

"Będzie pożałowanym, że protesty przeciwko pogromom które mają miejsce w celu ich uniemożliwienia w przyszłości ukazują się w prasie jako usiłowanie wywołania uprzedzenia u Amerykanów w stosunku do polskiego rządu."
"Jest zupełnie naturalnym, że Żydzi są głęboko zainteresowani dobrem swoich współwyznawców których 5 000 000 mieszka w nowej Polsce. To co te protesty znaczą to po prostu szczere pragnienie żeby zostały przedsięwzięte wszystkie, oficjalne i nie oficjalne kroki polskiego rządu w celu uniemożliwienia wybuchów społeczeństwa podekscytowanego posiadaniem nowej siły przy starych uprzedzeniach które mogą się wydarzyć jeśli emocje te nie będą pilnowane. To jest wszystko na co liczymy."


Jako komentarz do tego wywiadu, następujące streszczenie z artykułu zatytułowane "PEACE WITHOUT HONOR" "POKÓJ BEZ HONORU" napisane przez G. K. Chesterton ukazało się w angielskim anty-semickim piśmie 18 kwietnia 1919, w THE NEW WITNESS, strona 4949. Komentarz ten wydaje się trafiać w sedno:

"To co nas niepokoi w tym kryzysie Europy to są fakty i kiedy wiemy że mamy do czynienia z faktami nie możemy być wprowadzani w błąd przez fikcję czy hipokryzję **** a faktem jest nie to, że Żydzi życzą dobrze nowemu państwu, lecz to, że Żydzi używając całą swoją wysublimowaną intelektualną aktywność i głęboką rasową lojalność, działają intensywnie na całym świecie w celu całkowitego uniemożliwienia zaistnienia nowego Państwa Polskiego."
*****Wiemy, że jeśli oni stracą ich port Gdańsk (Danzing) nie będzie to z powodu angielskiej opinii publicznej ani jakiejkolwiek opinii publicznej lecz z powodu najbardziej tajnej z wszystkich tajnych dyplomacji; która nie mogłaby zaistnieć nawet między Anglią a Niemcami lecz która istnieje pomiędzy niemieckimi Żydami a innymi niemieckimi Żydami."

Jako dalszy komentarz na temat pozycji polskich Żydów w stosunku do polskiego państwa może być cytat z raportu pułkownika Masona:

"Polska ostatnio wprowadziła w życie prawo powszechnej służby wojskowej i armia jest mobilizowana. "Mężczyźni
[ strona 20 dokumentu]
są gromadzeni w treningowych stacjach i otrzymują ogólny trening pod nadzorem francuskiego generała. Rzeczywistymi instruktorami są Polacy którzy mieli wojskowy trening lub nabyli doświadczenie w niemieckiej, austriackiej lub rosyjskiej armii. Armia składa się głównie z Polaków. W momencie wprowadzenia obowiązku służby wojskowej, 90% Żydów zażądało tak zwany "niebieski bilet" (blue ticket) co jest zwolnieniem ze służby dla obcokrajowców. Ma to ważne polityczne znaczenie ponieważ oficjalnie ogłasza, że 90% polskich Żydów uważa się nie za Polaków lecz za Żydów."


W wyniku nadanemu im rozgłosu, protesty te z inspiracji Żydów i Niemców zarówno w kraju jak i za granicą, stały się przyczyną pokonania Polaków i Światowa Połączona Żydowska Komisja ("The Combined Jewish Committee of the World") prowadzona przez Mr. Louis Marshall była w stanie zabezpieczyć: (1) Specjalne prowizje ustanowione w Polskim Traktacie w artykule 8 do 12 włącznie oraz (2) cichą zmowę milczenia na ten temat ze strony amerykańskiej prasy. Amerykańscy Polacy są jednak bardziej niż kiedykolwiek oburzeni w swoich potępieniach tych artykułów jako niedemokratycznych i nie-amerykańskich. Przeanalizowanie kwestionowanych artykułów ze względu na opinie o nich wyrażaną przez Polaków jest istotnym dla tej sprawy.
Artykuł 8.

- Stanowi, że rasowe, religijne i lingwistyczne mniejszości będą miały prawo do ustanowienia, zarządzania i kontroli, na swój koszt, charytatywnych, religijnych i socjalnych instytucji i szkół z prawem używania w nich własnego języka i praktykowania własnej religii bez ograniczeń.
Artykuł 9.
- stanowi (paragraf 1) że, w szkołach w których jest znaczna ilość polskich obywateli używających inny język niż polski, dzieci będą uczone w ich własnym języku.
Artykuł 9.
- stanowi (paragraf 2). Rasowe i lingwistyczne mniejszości będą miały zapewniony odpowiedni udział w zużytkowywaniu sum pieniędzy, które mogą być przyznawane z funduszy publicznych ***** na edukacyjne, religijne i charytatywne cele. (Ten paragraf wydaje się w dużej części usuwa i zastępuje artykuł 8, powyżej.)
Artykuł 10.
- stanowi że, Komisja Edukacji (Educational Committee) wyznaczona przez żydowskie lokalne środowisko zapewni proporcjonalne rozdzielenie funduszy publicznych przeznaczonych dla żydowskich szkół, zgodnie z Artykułem 9, oraz dla organizacji i kierownictwa tych szkół. Klauzule zawarte w Artykule 9 dotyczące języka będą zastosowane w tych szkołach.
[ strona 21 dokumentu ]
Artykuł 11.
- stanowi że, Żydzi nie będą zmuszani do łamania zasad ich sabatu oraz elekcje i rejestracje nie będą organizowane w soboty.

Artykuł 12.
- stanowi że, wymienione klauzule składają się na zobowiązanie o międzynarodowym zainteresowaniu, które będzie zagwarantowane przez Ligę Narodów. Żadne zmiany nie zostaną dokonane bez zgody większości konsylium przedstawicieli Ligi Narodów wraz ze Stanami Zjednoczonymi oraz wiodącymi Aliantami. Którykolwiek członek Konsylium Ligi może zgłosić do Konsylium ewentualną sprawę łamania zobowiązania i Konsylium może zadecydować prawnie o kwestionowanej sprawie.

Mr. Marshall w wywiadzie 24 lipca 1919 roku powiedział:
"Prawa, które zostały zapewnione nie są korzystne wyłącznie dla Żydów ale dla wszystkich mniejszości." W związku z tym trzeba zauważyć, że Artykuł 10 i 11 odnosi się wyłącznie do Żydów.
We wcześniejszym wywiadzie, 30 czerwca 1919 roku (NEW YORK TIMES, July 1) Mr. Marshall powiedział: "Nic osiągniętego, jak do tej pory, przez Konferencje Pokojową ( Peace Conference) nie przewyższa ważności Polskiego Traktatu. (Polish Treaty) **** To jest dosłownie charakter Wolności i końcowy akt emancypacji tych, którzy od wieków byli pozbawieni elementarnych ludzkich praw .****** Oświetla to jak święte miejsce w prawach narodów duchowe podstawy ludzkiej wolności, które składają się na szczególne cechy Amerykańskiej Konstytucji w której to świetle, mimo dewiujących, rasistowskich elementów w naszej populacji staliśmy się w fizycznie i duchowo jednolitym, patriotycznym - właśnie narodem. Doceniamy to co w końcu ma wejść do świadomości wszystkich ludzi - że właściwy cel rządu nie może być zrealizowany dopóki większość nie uzna mniejszości za sobie równą w świetle prawa."


Takie stwierdzenie jest zwodniczym ponieważ sugeruje czytelnikowi, że prawa dane Żydom w Polsce są tylko tymi którymi cieszą się amerykańscy Żydzi, podczas gdy prawda jest akurat odwrotna. Innym interesującym punktem jest to, że wywiad posiada taką samą datę jak tekst Polskiego Traktatu (Polish Treaty), mianowicie 30 czerwiec 1919 w NEW YORK TIMES, podczas gdy Traktat został wycofany do następnego dnia.
Premier Clemenceau jest cytowany w NEW YORK TIMES, 2 lipca, broniąc powyższych klauzul, powiedział:
"Następujące artykuły są raczej inne w swojej naturze dając specjalne przywileje określonym grupom
[ strona 22 dokumentu ]
tych mniejszości." ****
"Sześć - Artykuły 10 i 12 mówią jednoznacznie o żydowskich obywatelach Polski. Informacje do dyspozycji głównych Aliantów i Stowarzyszonych Sił co do istniejących relacji Żydów z innymi polskimi obywatelami, w świetle historycznego rozwoju problemu żydowskiego i wielkich antagonizmów, które doprowadziły do nich, były podstawą do konkluzji, że jest potrzebna specjalna protekcja dla Żydów w Polsce. Klauzule te są ograniczone do minimum tego co zdaje się być potrzebne w istniejących okolicznościach obecnych dni, viz., utrzymanie żydowskich szkół i przestrzeganie sabatu.
Można wierzyć, że te warunki nie będą przeszkadzać politycznej jedności Polski. One nie stanowią o uznaniu Żydów jako oddzielnej politycznej społeczności w ramach polskiego państwa. Edukacyjne klauzule zawierające nic więcej ponad to co jest do dyspozycji edukacyjnym instytucjom w wysoce zorganizowanych nowoczesnych państwach. Nie ma nic co byłoby w niezgodzie z niezależnością państwa uznając i utrzymując szkoły w których dzieci są wychowywane w duchu religii wyznawanej w ich domach. Szerokie zabezpieczenie przeciwko używaniu nie polskiego języka w celu zachęcania do politycznej separacji zostało udostępnione przez zawiadomienie o tym, że te klauzule w Traktacie nie przeszkadzają Państwu Polskiemu w ustanowieniu języka polskiego jako języka obowiązkowego we wszystkich jego szkołach i instytucjach edukacyjnych."


W edytorialu z 25 lipca 1919 r. w NEW YORK TIMES szczerze przyznano, że prawa przyznane Żydom w Polsce nie byłyby tolerowane nawet przez moment w tym kraju i jest słabym wykrętem zróżnicowanie, że imigranci znaleźli się tutaj dobrowolnie natomiast rasowe mniejszości we wschodniej Europie są tam od tysięcy lat. Mija się to z istotą krytyki która zmierza do rzeczywistej sprawiedliwości w przyznawaniu praw.
TIMES pisał:

- "Ci, którzy obawiali się, że nasz udział w tym usytuowaniu pomoże europejskim narodom w żądaniach podobnych wolności dla naturalizowanych obywateli w tym państwie i w ten sposób uniemożliwi próby amerykanizacji są w pewnym stopniu bezpodstawnie zaalarmowani. Większość tych praw włączonych w terminie "kulturalna autonomia" ("cultural autonomy") jest już w posiadaniu wszystkich w Ameryce. Niektóre z nich nie: klauzule o oddzielnych szkłach w których język ojczysty uczniów jest językiem wykładowym, chociaż język państwowy musi być także nauczany i to nauczany na satysfakcjonującym poziomie, tylko podtrzyma sytuację która spowodowali niemieccy imigranci w niektórych regionach kraju; ale dalsze klauzule stanowiące o tym że, szkoły te powinny otrzymać część publicznych funduszy Stanu, oczywiście nie byłyby do przyjęcia tutaj - chociaż słyszeliśmy w ostatnim roku lub dwóch o amerykańskich szkołach w których język niemiecki jest prawie jedynym językiem znanym zarówno nauczycielom jak i uczniom. Takie gwarancje także sankcjonują i podtrzymują istnienie prasy w obcym języku.
[ strona 23 dokumentu ]
"Lecz żadna rasowa grupa w Ameryce nie ma powodu ani prawa do przywilejów ustanowionych w Polskim Traktacie, (Polish Treaty) ponieważ oni wszyscy są świeżymi imigrantami którzy przybyli do tego kraju, który posiada swoje własne instytucje i który używa język angielski. Rasowe mniejszości we wschodniej Europie żyły razem z innymi, zmieszani, bez żadnej nadziei na separację w przeciągu setek a nawet tysięcy lat."
Kontynuując w odniesieniu do Mr. Marshall następujące dodatkowe fakty są interesujące:
(1) 7 czerwca Department wydał komunikat podsumowujący raporty Mr.Gibson(a) odnośnie historii o pogromach które były w wielkim stopniu przesadzone.

(2) 10 czerwca Mr.Marshall wydał w Paryżu raport swojego osobistego reprezentanta w Polsce w którym stwierdzono:


8 "W jego okropności ten akt przypomina najgorsze epoki Średnowiecza."

(3) Po tym nastąpił, 17 lipca, ostry, niekontrolowany werbalnie, destruktywny atak na Mr.Gibsona, szarżujący, - "Gibsona raport oparty jest tylko na najpłytszych plotkach usłyszanych na podwórku, które powtarzane są na sposób papug." Wiele specyficznych oskarżeń o okrucieństwo było serwowanych łącznie z tymi które w raportach Mr.Gibson(a) zostały uznane za bezpodstawne.
Następujący temat był ochoczo podchwycony w THE JEWISH DAILY NEWS" (New York) 18 stycznia pod tytułem "Mr. Gibson oskarżony o poważne przestępstwo" "[Mr.Gibson Indicted]". W artykule napisano:


"Mr. Marshall, przewodniczący [chairman] Żydowskiej Delegacji do Paryża nie pozwolił na zwłokę. Jak tylko Mr.Hugh Gibson, którego nominacja na Ambasadora w Polsce jest teraz rozpatrywana w Senacie poinformował Departamentu Stanu, że w Polsce nie było pogromow, Mr.Marshall przystapil do uruchomienia środków dla wykazania, ze Mr.Gibson "informował wbrew faktom." Poprzez Mr.Charles A. Selden, paryskiego korespondenta NEW YORK TIMES, Mr. Marshall wydał wiadomość podając rozdział i wiersz który mówi o okrucieństwach dokonanych na Żydach w Polsce napisanych przez samych Polaków. Z oświadczenia znajdującego się na tej stronie wynika, że Polacy przyznają się do pogromów, jednak Mr.Gibson nigdy nie słyszał o nich i nic o nich nie wie. Innymi słowy, jego raport jest próbą wybielenia Polaków. ***** W świetle oświadczenia Mr.Marshall(a) oraz pozycji przyjętej przez Mr.Gibson(a), nie uważamy aby Mr.Gibson był właściwą osobą do reprezentowania tego kraju w Polsce. Jego nominacja, jak wspomnieliśmy poprzednio jest na wokandzie Senatu US. My odczuwamy, że jest naszym obowiązkiem zaprotestowanie przeciwko zgodzie Senatu na nominację Mr.Gibson(a) i wysłaliśmy nestępujący telegram do Senatora Wadswordh i Penrose:
[ strona 24 dokumentu ]
"Oskarżenie Hugh Gibson(a) przez Louis Marshall(a) o świadome skonstruowanie raportu o sytuacji w Polsce nie zgodnego z faktami, jak informował dzisiejszy NEW YORK TIMES, czyni Mr.Gibson(a) nie odpowiednim na piastowanie stanowiska amerykańskiego Ambasadora w Polsce. Apelujemy o zablokowanie tej nominacji."
"Chcemy aby zanotowano, że człowiekowi, który w całości zaprzecza okrutnej i nie uzasadnionej rzezi istnień ludzkich, starych mężczyzn i kobiet, młodych dziewcząt i małych dzieci, nie powinno się oddawać w zaufaniu tak ważnego stanowiska jakim jest stanowisko Amerykańskiego Ambasadora w Polsce".

Jeśli informacje o pogromach w Polsce okazałyby się nie prawdziwe zaakceptowalibyśmy jego raport jednak ponieważ opiera on ten raport na zwykłych plotkach musimy go odrzucić. "


W odniesieniu do przemyślanej i zorganizowanej akcji w celu uniemożliwienia zatwierdzenia nominacji Mr.Gibson(a) pokazanej w powyższych cytatach, dodatkowe znaczenie wiąże się z poufnym telegramem od Sekretzrza Lansing(a), z 26 czerwca, 5 p.m., Nr. 2910, "Judge Brandeis i Felix Frankfurter, w wczorajszej rozmowie z Gibson(em) przyjacielsko dali mu do zrozumienia, że jego nominacja może być bardzo niepewna z powodu natury jego raportu, który oni twierdzą, spowodował wielką szkodę żydowskiej rasie"
(6) W telegramie do Departamentu z 19 czerwca 1919 r. Amerykańska Misja (American Mission) informowała, że Marshall i Cyrus Adler radzili Ambasadorowi Morganthau zrezygnowanie z pozycji w Prezydenckiej Komisji do badania sprawy pogromów Żydów i prześladowania Żydów "nalegając, że żaden Żyd nie będzie wyznaczony". Telegram kontynuował: "Mr. Morganthau powątpiewa i prosi aby odpowiednio upewniono się co do opinii Shiff(a), Elkus(a), Nathan Strauss(a), Wise(a), Rosenwald(a), i Samuel Lechman(a) jako opnii którą może zaakceptować."

23 czerwca, 1919 r., Departament wysłał podwójny telegram, do Louis Marshall(a) w Paryżu i Felix Franfurter(a) w Londynie przekazując następująca wiadomość od Sędziego Mack:

"Wszyscy z którymi konsultowano się radzili Morganthau(owi) nie zgodzić się na nominację. Schiff, Elkus, Mack, Rosenwald, Wise, Nathan Strauss, w telegramie do Prezydenta sugerują odłożenie decyzji do momentu powrotu jego komisji i prawnych oraz technicznych doradców, lecz jeśli byłoby to niemożliwe, skonsultowanie z Marshall(em) i Frankfutr(em) przed podjęciem decyzji. Mieliśmy dostęp i widzieliśmy wszystkie telegramy Gibson(a). Oświadczenie komentowane przez Marshall(a) pomyłkowo zostało przypisane Gibson(owi) który jest wkrótce spodziewany w Paryżu. Proszę aby raport Gibson(a) został pokazany Marshall(owi). Po zobaczeniu jego i Gibson(a) zalecam silnie wydanie dodatkowego oświadczenia przez Marshall(a). Mack"
[ strona 25 dokumentu ]
Wydaje się całkiem możliwe, że ci żydowscy liderzy zdali sobie sprawę z tego, że uczciwy raport mógłby zniszczyć amunicję do ich anty-polskiej propagandy i uwidocznić bardziej wyraźnie wyrażaną nieuczciwość w ataku na nominację Gibson(a).
(7) 24 lipca, Mr.Marshall oświadczył:

"Okropności pogromów "zachwieją światem" ( will"stagger the world") kiedy stanie się znana prawda. Dziesiątki tysięcy Żydów zostało zabitych. Pogromy nie były rezultatem zorganizowanych akcji lecz raczej wynikiem wciąż aktywnych anarchistycznych tendencji w krajach w których miały miejsce. Znalazły one swój wyraz w pogromach Żydów."

"Bez zludzen"... I bez znieczulenia.

24 października 2007, środa

Oficjalne wyniki wyborów 2007 do Sejmu RP nie odbiegają znacząco od niedzielnych prognoz i przedstawiają się następująco: Platforma Obywatelska - 209, Prawo i Sprawiedliwość - 166, Lewica i Demokraci - 53, Polskie Stronnictwo Ludowe - 31, Mniejszość Niemiecka - 1. Poza parlamentem znalazły się obciążona "seksaferą" Samoobrona RP oraz Liga Polskich Rodzin, której wprawdzie żadnych afer nie zdołano przypisać lecz - podobnie jak partia Andrzeja Leppera - naznaczona została stygmatem niegdysiejszego koalicjanta PiS w charakterze tzw. przystawki.

Co się stało z polskim elektoratem po 18 latach "demokratycznej transformacji"? Odpowiedzią na to pytanie niech będą słowa Żyda i honorowego obywatela Izraela, Władysława Bartoszewskiego, zarazem - oficjalnego patrona PO oraz głównego architekta jej sukcesu. Ten niemiłosiernie żydłaczący "polski patriota" już w 1995 roku - jako ówczesny minister spraw zagranicznych III RP - występując przed izraelskim parlamentem (Kneset) raczył powiedzieć o Polakach:

"Dzisiejsi studenci będą za dziesięć, piętnaście lat, posłami, ministrami i dyrektorami i oni będą okraszać życie polskie, a nie TA CIEMNOTA, która opowiada jakieś głupstwa, prawda, a która dobrze czytać i pisać nie umie".

Zapewne super-parch III/IV RP miał na myśli przede wszystkim tych, którzy nie umieją czytać i pisać tak jak on, czyli z charakterystycznym żydłaczeniem w formie i treści. Od tamtego wystąpienia upłynęło jednak dwanaście lat i dzisiaj mamy młodzież z odpowiednio ukształtowanymi mózgami, akurat na obraz wymarzony przez Bartoszewskiego oraz jego plemiennych pobratymców. Więcej, proces umysłowego obrzezania dotknął również miliony ludzi, których w 1995 roku nie można było zakwalifikować do młodzieży. Sprawdzone metody manipulacji, które przedstawiamy dokładniej w tekście pt. "TECHNIKA ODMÓŻDZENIA" (patrz: http://www.moto.gda.pl/strona.htm?id=512) przyniosły oczekiwane owoce.

Nawiązując do piątkowego "Krótkiego Przewodnika Wyborczego" przedstawiam w podobnej formie swój osobisty komentarz do niedzielnych rozstrzygnięć:

PiS

5.183.477 głosów (32,11 proc. głosów ważnych), 166 mandatów.

Nie takie "Kaczory" przebiegłe i inteligentne, jak je malowano. Owszem, główny z ich żydowskich celów, czyli usunięcie poza nawias życia politycznego "Samoobrony" i LPR zostało zrealizowane lecz koszty tej operacji przerosły najbardziej pesymistyczne scenariusze. To nie tylko kwestia utraty priorytetowej pozycji w Sejmie ale przede wszystkim - konieczność pożegnania się z rządem i sprawowaniem kontroli nad tak hołubionymi służbami specjalnymi, zwłaszcza CBA. Co ciekawe, gdyby nie twardy elektorat Radia Maryja wynik PiS byłby zbliżony do LiD, czyli - klęska totalna.

Niech nikt jednak nie liczy, że walka PiS z PO czyli żydostwa wschodniego z żydostwem zachodnim (głównie niemieckim) może przynieść jakieś korzyści Polakom. Owszem, będą robili pozorowany i medialnie nagłaśniany rwetes lecz w sprawach dla Sanhedrynu najważniejszych nie odważą się choćby pisnąć. Będzie nawet więcej obopólnego "yes" niż w spektaklu jaki dwa lata temu zaserwował pajaco-pemier K. Marcinkiewicz. Poniżej krótka lista absolutnego "protokołu zgodności" między PiS i PO:

Wprowadzenie euro - yes, przyjęcie żydomasońskiej konstytucji UE na "traktat" przechrzczonej - yes, kontynuacja okupacji Iraku i Afganistanu - yes, budowa amerykańskiej tarczy antyrakietowej - yes, wielomiliardowe "odszkodowania" dla Żydów - yes, przygotowania do wprowadzenia podatku katastralnego - yes. O zgodnej walce z "antysemityzmem, rasizmem i ksenofobią" nawet nie warto wspominać.

PO

6.701.010 głosów (41,51 proc.), 209 mandatów

Intelektualne ograniczenia "historyka", który nie znał nawet historii swojego dziadka z Wehrmachtu w połączeniu z lenistwem i brakiem jakichkolwiek kompetencji do kierowania państwem stwarzają niektórym z Polaków nadzieję, że Donald Tusk szybko polegnie na politycznej scenie. Zaręczam, że jest to nadzieja absolutnie bezpodstawna. Tusk i jego towarzysze nie zostali bowiem wyznaczeni do rządzenia lecz do wykonywania poleceń zza Odry, konkretnie - z Berlina. Tam tkwi prawdziwy ośrodek decyzyjny III/IV RP, tam działa Angela Merkel, jednoznaczna promotorka i opiekunka PO. Tuskowi pozostanie jedynie granie roli zdecydowanego "męża stanu". Na jak długo - to już zależy od samych obywateli RP, wśród których, póki co, wziął górę - mówię to nie bez przykrości - medialnie ogłupiony i nieświadomy motłoch.

Dodajmy, że ma on również silnych reprezentantów w samych "elytach" PO. W Gdańsku, który uchodzi za matecznik partii Tuska najwięcej głosów uzyskali panowie Sławomir Nowak i Jarosław Wałęsa (na ilustracji obok) - obydwaj użyteczni idioci po tresurze w specjalności "politolog", natomiast reprezentująca ten sam "zawód" Agnieszka Pomaska, o której wspominałem w zapiskach z 13 października br. przegrała mandat posła niespełna 40 głosami na rzecz... damskiej bokserki, Iwony Guzowskiej. Czy taka menażeria pozwala mieć nadzieję na rządy kompetentne, autonomiczne i w interesie Polski?

LiD

2.122.981 głosów (13,15 proc.), 53 mandaty

Na szczęście, ta skamienielina żydokomuny w najgorszym wydaniu nie podwyższyła swojego stanu posiadania mimo wsparcia ze strony "elyt" Unii Wolności oraz zawsze im sprzyjających mend medialnych z "Gazety Wyborczej" i jej popłuczyn.

PSL

1.437.638 głosów (8,91 proc.), 31 mandatów

Wszyscy liderzy PO i wtórujący im agitatorzy podkreślają "pozytywną metamorfozę" Pawlaka i jego kolegów w ostatnich latach. Rzeczywiście, dzisiaj jest to partia reprezentująca głównie "chłopów" zza biurek w gminach i powiatach oraz latyfundystów, których byt ściśle zależy od bankowej lichwy i układów z władzą. Jedyna nadzieja, że funkcjonariusze najbardziej obrotowej ze wszystkich partii są zaprawieni w zakulisowych rozgrywkach i nie dadzą się sprowadzić do roli przystawki PO.

LPR

209.171 głosów (1,30 proc.), bez mandatu

To wykluczenie było do przewidzenia, nie tylko ze względu na egzotyczną koalicję z partią Janusza Korwin-Mikke. Rozkład LPR zaczął się znacznie wcześniej, bo niemal natychmiast po wejściu tej partii do parlamentu. Zadecydował tu przede wszystkim wyjątkowy ciąg Romana Giertycha do kasy i blichtru, jaki daje władza. Za wprowadzenie swoich posłów do Sejmu, LPR otrzymała z budżetu państwa grubo ponad 20 mln zł. Nawet połowa tej kwoty wystarczyłaby do wzmocnienia już istniejących struktur terenowych i budowe nowych. Giertych postawił jednak tylko na swoich najbliższych pretorian. Wiadomo - niższe koszty, łatwiejsze kierowanie... Nie wiem, ile jest prawdy w twierdzeniach Zygmunta Wrzodaka, że partyjna kasa szła m.in. na budowę domu Wodza, luksusowe samochody i inne oznaki luksusu. Wiem, że LPR straciła nie tylko wielu wartościowych działaczy, ale także swój naturalny elektorat.

Samoobrona RP

247.355 głosów (1,53 proc.), bez mandatu

Można powiedzieć - nigdy tak wielu nie pracowało tak zgodnie na zniszczenie jednego. Wspólny front wszystkich partii o żydokomunistycznym rodowodzie (LiD, PiS, PO), wzmocnionych przez PSL (naturalny przeciwnik w walce o głosy na wsi) oraz chóralny jazgot polskojęzycznych mediów operujących głównie na poziomie podbrzusza pani Anety Krawczyk zapowiadał od początku klęskę Samoobrony.

Z oczywistych względów nie pisałem o tym przed wyborczą niedzielą lecz w zgodnej opinii wielu działaczy Samoobrony do jej klęski przyczynił się też sam Andrzej Lepper. Wypominano mu przede wszystkim wejście do rządu, zwłaszcza to powtórne - po kłótni z J. Kaczyńskim i za namową R. Giertycha. Osobiste ambicje można było zostawić na później. Zwłaszcza, że pozostając w nieformalnej koalicji sejmowej Samoobrona uzyskałaby wszystko to, co dał jej udział w koalicji rządowej (każde głosowanie byłoby okazją do negocjacji i wyegzekwowania swoich celów), a jednocześnie uniknęłaby ręcznego sterowania i kompromitowania przez Kaczyńskich. Ponadto - nadal pozostałaby partią z czystym kontem w rządzeniu Polską. Tak się jednak nie stało.

Pozostawało zatem liczyć na lojalność dotychczasowego elektoratu oraz świadomość innych wyborców, że brak w Sejmie partii wyrosłej z buntu przeciwko władzy "elyt" grozi jeszcze większym zniszczeniem Polski i dalszym pogrążeniem Polaków. Te nadzieje okazały się płonne. "Kaczory" nie tylko zadbały o zniszczenie Leppera ale także o przejęcie jego wiejskiego zaplecza. Efekt? Sejm RP pozostaje pod absolutna kontrolą żydokomuny (cóż z tego, że podzielonej na umowne frakcje?) i jej pachołków.

Wprawdzie wobec powyższego, narodowego kontektu jest to sprawa marginalna lecz winien jestem czytelnikom sprawozdanie z moich dokonań w charakterze kandydata z ostatniego miejsca na liście gdańskiej Samoobrony. W najbardziej optymistycznych wariantach zakładałem, że partia Leppera wejdzie do Sejmu z dorobkiem od 6 do 8 proc. głosów, a ja dołożę do tego swoją cegiełkę w postaci 200 - 300 sympatyków. Plany nie były zbyt wygórowane lecz należy pamiętać, że świadomie nie zainwestowałem choćby jednej złotówki w kampanię osobistą - ulotki, plakaty, ogłoszenia itp. agitację. Moim celem było głównie wsparcie Samoobrony jako całości.

Uzyskaliśmy ostatecznie wynik od 4 do 5 razy niższy od zakładanego. Mój dorobek osobisty powinien proporcjonalnie wynieść zatem od 40 do maksymalnie 75 głosów. Dostałem ich dokładnie 112. Jestem przekonany, że główna w tym zasługa internautów z Gdańska odwiedzających witrynę "MOTO" i poinformowanych dzięki temu o moim kandydowaniu. Dziękuję im za to poparcie serdecznie i zapewniam, że nadal pozostaniemy w kontakcie pozwalającym na wymianę informacji, jakich nie uświadczy w polskojęzycznych środkach "masowego przykazu".

Czy mógłbym być skuteczniejszy we wspieraniu Samoobrony, przynajmniej na Wybrzeżu? Jestem przekonany, że tak lecz zadziałała tu blokada, o której mogę napisać dopiero teraz. Otóż za główny punkt swojej misji informacyjnej wobec potencjalnych wyborców partii Leppera uważałem wystąpienie w TVP Gdańsk, pokazujące umowność sytuacji w której "trzy drużyny z tej samej gminy" czyli POPiSoLiD mimo pozornie ostrej walki między sobą, pozostają wyjątkowo zgodne w kwestiach dla Polaków najważniejszych i najgroźniejszych. Całość wystąpienia - przygotowanego wcześniej w formie tekstowej - zamieściłem w zapiskach z 17 października br., informując zarazem, że zostanie ono wyemitowane w piątek, 19 października br., na kilka godzin przed tzw. ciszą wyborczą. Niestety, do emisji nie doszło, a wzajemnie sprzeczne wersje jakie do mnie docierają nie pozwalają wskazać ani przyczyn, ani faktycznego autora tej decyzji.

Mam zatem kolejny przyczynek do, jakże cennych i pouczających, doświadczeń dziennikarza - reportera, przebywającego w samym środku wyborczej kampanii, w dodatku - z pozycji szeregowego kandydata, nie namaszczonego przez koszerne media jako "swój". Jestem usatysfakcjonowany, że udało mi się zdekonspirować i nagłośnić mechanizm "demokratycznych" manipulacji. Rozpoczętych nieudaną próbą wykreślenia mnie z listy kandydatów jako "antysemity", przeprowadzoną w środę, 26 września br. przez użytecznego idiotę z Polskiej Agencji Prasowej, a zakończonej skuteczną, niestety, manipulacją anonimowego przedstawiciela Samoobrony, który zadecydował o usunięciu mojego telewizyjnego wystąpienia, zaplanowanego na piątek, 19 października br. Wystąpienia, podkreślmy, w którym ani jednym słowem nie apelowałem o poparcie dla mojej kandydatury, wyżej przedkładając sukces całej partii. Jak widać, nie był to sukces równie istotny dla tych, których chciałem wspomóc.

I jeszcze jedno. W strukturze żydowskiego kahału, stanowiącego do dzisiaj niekwestionowany wzorzec przy organizowaniu wszelkich form ustrojowych żydokomuny - od rosyjskiego "bolszewizmu", poprzez niemiecki "nazizm", aż do amerykańskiej "demokracji" - funkcjonowali tzw. faktorzy, czyli Żydzi stojący całymi dniami w najbardziej ruchliwych miejscach po to tylko, aby nasłuchiwać "co jest mówione na mieście", polemizować gdy zajdzie potrzeba i przekazywać zasłyszane informacje najważniejszym z rabinów.

Niewybaczalną naiwnością byłoby sądzić, że takich "faktorów" nie ma również w internecie. Są i to w znacznej liczbie, o czym 2 lutego br. poinformował nas w swojej korespondencji nasz czytelnik (patrz: http://www.moto.gda.pl/strona.htm?id=512, tekst pt. "Uwaga, koszer-cenzura!"). Swoich "faktorów" ma również "MOTO". Niestety, czujemy się obrażeni, iż na nasz "odcinek" wytypowano aż tak tępe kreatury jak np. Jacek P. (z litości nie podam nazwiska), Lucylla P. (konsekwentnie broni się przed ujawnieniem, może żona poprzednika?) czy strachliwy, bo również anonimowy reduktor z portalu "Wirtualne Media". Ww. indywidua w nadsyłanej poczcie wyrażają co rusz przekonanie, że wraz ze zwycięstwem PO i wyeliminowaniem z Sejmu Samoobrony oraz LPR zakończę swoją działalność dziennikarską, a po "MOTO" pozostaną tylko wspomnienia.

Zaiste, trzeba mieć mocno obrzezany mózg, aby wysnuwać takie wnioski akurat teraz, gdy trzy drużyny z jednej gminy mogą bez żadnych przeszkód realizować swoje żydokomusze cele, a typowany na premiera D. Tusk został oficjalnie ogłoszony proniemieckim kundelkiem A. Merkel. Przecież od takiego momentu tematów dla niezależnego, polskiego dziennikarza przybędzie lawinowo i tylko prosić Pana Boga, aby starczyło zdrowia, czasu i środków dla ich rzetelnego przedstawienia. Zwłaszcza, że czytelnicy też nie próżnują (vide: komentarze do moich zapisków), a ja możliwość upowszechniania ich listów uważam nie tyle za redaktorski obowiązek, co wręcz za zaszczyt i potwierdzenie słusznie obranej, dziennikarskiej drogi. Żydowskim faktorom w wersji współczesnej odpowiadam zatem tak, jak zwolennikom małpiej teorii ewolucji: NA DRZEWO!

Henryk Jezierski

Komu sluzy CBA ?

2 listopada 2007, piątek

Odpowiedź na to pytanie można znaleźć w przedwczorajszej gadzinówce niemieckiej o zmyślnym tytule "Polska Dziennik Bałtycki". Do niedawna był to tylko "Dziennik Bałtycki" lecz właściciele zza Odry pomiarkowali sobie, że jak dołożą "Polskę" to będzie bardziej wiarygodna. Dla analfabetów, przekonanych np. że Donald Tusk to polski patriota, z pewnością... Ja staram się natomiast wyłuskiwać nieliczne ziarna z plew, jakimi "PDB" karmi swoich czytelników.

I tak z opublikowanego przedwczoraj tekstu pt. "Pieniądze, prestiż i adrenalina przyciągają tłumy do CBA" wynika, że o jedno miejsce w antykorupcyjnej gwardii Mariusza Kamińskiego ubiega się aż 28 chętnych, skuszonych głównie wysokimi zarobkami (na początek prawie 3 tys. zł pensji plus do 30 proc. premii), trzykrotnie wyższymi od wynagrodzenia początkującego policjanta. Można by sądzić, iż w pierwszej kolejności na etaty CBA trafią np. policjanci specjalizujący się w przestępstwach gospodarczych, biegli księgowi od analizowania dokumentów finansowych czy - nawet - doświadczeni reporterzy wyspecjalizowani w tropieniu afer. Może i M. Kamiński oraz jego najbliżsi współpracownicy deklarują publicznie takie kryteria werbunku lecz rzeczywistość jest zgoła odmienna.

Wyczytać można to z ww. publikacji. Oto wśród szczęśliwców już wyposażonych w legitymację najważniejszej bezpieki w III/IV RP znalazł się 30-letni mieszkaniec jednej z podłódzkich miejscowości. Dotychczas pracował jako... bibliotekarz. Czym się zatem wyróżnił, że dostąpił tak gwałtownego awansu finansowego i prestiżowego? Redaktor gadzinówki "Polska Dziennik Bałtycki" nie odpowiada nam na to pytanie lecz podkreśla, że anonimowy eks-bibliotekarz na popularnych forach zabierał i nadal zabiera głos w sprawach... "antysemityzmu", opatrując nawet komentarze swoimi zdjęciami. Ponieważ na popularnych forach nie można interpretować "antysemityzmu" inaczej niż chcą tego Żydzi (wszak "moderatorzy" czuwają...), więc bez jakiejkolwiek obawy o popełnienie błędu można przyjąć, że mamy do czynienia z funkcjonariuszem pochodzenia żydowskiego lub - przynajmniej - szabasgojem, dobrze służącym żydowskiej sprawie.

A stąd tyko jeden logiczny krok do stwierdzenia, że CBA to nic innego, jak kolejna przystawka izraelskiego Mossadu, utrzymywana - tak jak pozostałe - za pieniądze Polaków. Tezę tę wzmacniają fizjonomie dotychczasowych "przestępców" złapanych w sidła nowej formacji. Żyda wśród nich nie uświadczy, choć każdy średnio inteligentny obywatel III/IV RP wie doskonale, że lista sprawców największych afer nie kończy się bynajmniej na Żydzie Gąsiorowskim, dobrze chronionym przed odpowiedzialnością karną na terenie "zaprzyjaźnionego" Izraela.

Czy agenci pokroju ograniczonego intelektualnie bibliotekarza z podłódzkiej miejscowości (inny być nie może, skoro publikują jego opinie na temat "antysemityzmu") są w stanie uczynić CBA formacją bardziej zorientowaną na ochronę interesów polskich i gotową wydać bezwzględną walkę największym złodziejom, Żydów nie wyłączając? To pytanie pozostawiam bez dopowiedzi. Jest zbyt oczywista...

Henryk Jezierski

Operacja sie udala szkoda tylko ,ze pacjent zmarl...

Bradzo trafna ,moim zdaniem ,ocena sytuacji ekonomicznej w jaka wpycha Polske miedzynarodowy kartel zydowski.
Wyglada na to ,ze Zydzi chca powtorzyc z Polska ten sam numer ,ktory zrobili z Niemcami po I wojnie: zubozyc kraj ze szcztem a potem kupic go za bezcen od glodnych tubylcow.
Bez znaczenia jest w tym momencie fakt ,czy zydowskim faktorem w tym geszefcie jest usluzny niemiecki idiota.
Ten ostatni to tylko kukla,marionetka.Sznurki trzyma ktos inny.

Jerzy

"EKONOMIA "POSTĘPOWA" CZYLI... GONIMY AMERYKĘ
03 listopada 2007, sobota

Chciałoby się powiedzieć: ekonomia równie postępowa jak... paraliż. Przez całe lata karmieni jesteśmy geniuszem ekonomistów pochodzenia żydowskiego, zwłaszcza z obywatelstwem kraju nieprzypadkowo zwanego USrAelem. Wykładają na najlepszych uczelniach, ogłaszają rewolucyjne doktryny, piszą książkowe bestsellery, odbierają za swoje dokonania potężne nagrody finansowe (z Noblami włącznie), a jednocześnie "mocarstwo", któremu służą swoją wiedzą staje się coraz większym… bankrutem. Dodajmy, bankrutem o katastrofalnym stopniu zadłużenia.

Gdy w zapiskach z 15 października br. podałem niewyobrażalną wprost liczbę 8 bilionów dolarów (czyli 8 tysięcy miliardów dolarów) jako kwotę zadłużenia USrAela, nie spodziewałem się, że zostanę tak szybko i - co gorsze - tak brutalnie skorygowany. Jeden z amerykańskich czytelników poinformował nas bowiem, że wspomniane 8 bilionów to tylko dług federalny, w dodatku - według wyliczeń za 2005 rok. Gdy bowiem uwzględnimy również długi stanowe, długi poszczególnych miast, dług handlowy i zadłużenie indywidualnych obywateli wówczas okażę się, że "światowe mocarstwo" zadłużone jest na około 45 bilionów dolarów, a więc kwotę prawie czterokrotnie wyższą od rocznego produktu krajowego brutto USrAela.

W takim kontekście oczywistym wydaje się pytanie o kondycję finansową III/IV RP. Zwłaszcza teraz, gdy doświadczamy jakoby "gwałtownego rozwoju gospodarczego", oczywiście głównie za sprawą przyspawania do unijnego kołchozu.

Aby nie być gołosłownym posłużę się materiałami otrzymanymi po posiedzeniu Rady Ministrów RP z 25 września br., podczas którego przyjęto projekt ustawy budżetowej na 2008 rok. Z dokumentów wynika, że w roku ubiegłym państwowy dług publiczny wyniósł - bagatela! - 505 mld zł, natomiast w roku przyszłym wzrośnie do 593,6 mld zł, a w roku 2010 ma wynieść 694,1 mld zł. Warto przy tym wspomnieć, że same koszty obsługi długu Skarbu Państwa wyniosły w roku ubiegłym 27,8 mld zł, natomiast za trzy lata osiągną 34,9 mld zł.

Ktoś powie; nieważna wysokość zadłużenia lecz jego relacje do wpływów. Proszę bardzo: w 2008 roku dochody budżetowe mają wynieść dokładnie 281,8 mld zł, natomiast wydatki... 310,4 mld. Zamiast wpływów będziemy mieli zatem deficyt w wysokości 28,6 mld zł i - w konsekwencji - dalsze pogłębienie stanu zadłużenia. I wszystko to w warunkach - o czym zgodnie zapewniają reprezentanci POPiSoLiDu - znakomicie prosperującej gospodarki. Aż strach pomyśleć co będzie, gdy przyjdą - bo przyjść muszą - lata chudsze.

A przecież obok długu publicznego mamy jeszcze zadłużenie zagraniczne (szacowane na około 120 mld dolarów), zadłużenie ludności (tylko w kredytach hipotecznych na około 100 mld zł) oraz zadłużenia jednostek samorządowych i firm. W sumie nazbiera się znacznie powyżej wartości rocznego produktu krajowego brutto, który w roku ubiegłym wyniósł 1.059 mld zł. Nie jest to jeszcze standard USrAela lecz za nasze finanse wzięli się też "ekonomiści" pokroju L. Balcerowicza, M. Belki czy Z. Gilowskiej, wiernie realizujący zalecenia żydowskich pobratymców zza oceanu. Tylko czekać, gdy - przynajmniej w tej kategorii - dogonimy Amerykę...

Henryk Jezierski

Miedzy nami demo -KRATAMI

Doskonala analiza poszcvzegolnych krajow pod katem ich" zdemokratyzowania" przez zydowskich znawcow tematu.

Martwi jedynie to ,ze Polska jest juz prawie "demokratyczna" i jesli tak dalej pojdzie to zamieni sie w nastepna judeo-kolonie.Tym razem juz legalnie,oficjalnie,bez potrzeby owijania semickiego nosa w czerwone flage z mlotem i sierpem.

Jerzy

"DEMOKRACJA PO ŻYDOWSKU

Poniżej przedstawiam żydowską interpretację "demokracji" i sposobów jej wprowadzania w wybranych państwach:

Rosja
Nie ma demokracji, bo niektóre media są rosyjskie ("Prawda", "Komsomolskaja Prawda")

Polska
Jest prawie demokratyczna tylko trzeba wykończyć Radio Maryja. W wyniku przyszłych rządów PO/LID/PSL kraj przekształci się w Judeopolonię, ale nazwa "Polska" będzie w dalszym ciągu używana. Młodych wygoni się do Irlandii, starzy wymrą. Będzie więcej miejsca dla "swoich".

Iran
Tam nie ma w ogóle demokracji,

Chiny
Tam nie ma demokracji, bo Żydzi mogli kupić tylko magazyny typu "fashion" i inne, mniej opiniotwórcze. Chociaż, z drugiej strony Rothschild ma swój bank w Chinach.

Irak
Tam jest demokracja. A było bardzo źle.

Turcja
Tam jest demokracja. Turcy nie mają swoich mediów.

USA
Demokracja pełną gębą. Amerykanie nie mają nic do powiedzenia, bo nie mają swoich mediów. Został tylko internet. Za opinie niepoprawne politycznie nie idzie się na razie do więzienia, ale o karierze treba zapomnieć. USA ma też niepodważalne zasługi w propagowaniu INTEGRACJI. Integracja jest wówczas, gdy Murzyn "dupczy" wiele białych kobiet i ma z nimi dzieci. Murzyni w USA mają takie powiedzenie "plug the hole" ("zakorkuj dziurę").

Ukraina
100 procent demokracji. Wszystko w rękach Żydów i tak zwanej mafii "rosyjskiej", która nie ma nic wspólnego z Rosjanami. Ale ładnie brzmi...

Niemcy
Demokracja w 100 proc. Niemcy nie mają nic do powiedzenia w swoim kraju. Rocznie idzie do więzień około 10 tysięcy tych którzy myślą, że w Niemczech jest demokracja.

Anglia
Demokracja 100-procentowa. BNP - jedyna partia reprezentująca Anglików pozostaje pod ciągłym opluwaniem jak Radio Maryja w Polsce. Zwolennicy partii zwalniani są z pracy po ujawnieniu swoich poglądów. W 2005 roku 350 tys. rodzimych Anglików opuściło kraj, żeby dać miejsce Murzynom i Azjatom. Bierzmy przykład z Anglii…

Włochy
Demokratyczny kraj, lecz - o dziwo - partia komunistyczna (ale bez Żydów) ma nawet interes Włochów na sercu.

RPA
Demokracja cała gębą.

Australia
Demokracja w 100 proc. Media i większe inwestycje (zapory + elektrownie) w rękach prywatnych, wiadomo kogo.

Japonia
Nie wiem czy tam jest demokracja. Firma Marco Polo sprzedawała książkę pod tytułem "Moralność żydowskiego biznesmena", składającą się tylko z okładek. Firma ta "musiała" zbankrutować.

Argentyna
Demokracja 100-procentowa. Prezydent "swój", banki i media "swoje".

Wenezuela
Oj, tam niedobrze. Demokracja pod zagrożeniem.

Kuba
Tam nie ma demokracji, no może trochę.

Kanada
Demokracja na 150 proc. Polak Winnicki poszedł do więzienia za posty na stronie "stormfront" w USA.

Hiszpania
Demokracja. Oddział antyterrorystyczny aresztował wydawcę książek niepoprawnych politycznie.

Izrael
Demokracja, bo to ONI decydują gdzie jest demokracja. Dwie rodziny rządzą mediami w Izraelu.

Szwecja
Demokracja pomimo, że "tylko" 70 proc. mediów jest ich własnością. "Na szczęście" wydawcy pozostałych 30 proc. boją się bardzo (samobójstwa, wypadku drogowego, ataku serca, czy napaści ze srony wściekłego muzułmanina). Tak była zamordowana Anna Lindh, która broniła Palestyńczyków i została zamordowana przez jednego z nich. Dziwne, ale ci co są przeciwko Izraelowi, zazwyczaj mordowani są przez muzułmanów.

Szwajcaria
Oj, tam niedobrze. Faszyści, rasiści i w ogóle fuj. Nawet większość "swoich" mediów nie pomaga w osiągnięciu pełnej demokracji i INTEGRACJI. Szwajcarzy nie mają też kultury, bo nie chcą wysiedlić się ze swojego kraju jak Holendrzy czy Anglicy.

Syria
Tam niedobrze, ale po zmianie reżimu zapanuje demokracja.

Indie
Tam chyba jest demokracja, bo wszyscy tak mówią.

Holandia
Całkowita DEMOKRACJA. 150 tys. białych opuściło kraj w 2005 roku, żeby ustąpić miejsca Murzynom i Azjatom. Musimy się uczyć kultury od Holendrów.

Dania
Tam niezupełnie jest demokracja. Duńczycy maja niektóre media i dlatego udało im się zahamować imigrację z Afryki i Azji. Duńskie gazety pisały prawdę o morderstwach popełnianych przez imigrantów. Wiecie zapewne, że jak Murzyn morduje białego to media NIGDY nie pokazują twarzy mordercy. Jak natomiast jest odwrotnie to media ZAWSZE i to setki razy powtarzają zdjęcia z twarzą białego mordercy.

Zimbabwe
Tam nie ma demokracji.

Arabia Saudyjska
Tam jest demokracja, bo media są pod kontrola rodziny królewskiej, która jest "swoja", tzn. pochodzenia żydowskiego.

Palestyna
Coś takiego nie istnieje. Kwestia czasu i "wysiedli się" tubylców. Podli terroryści. Ciekawostka; za pozwolenie na wybudowanie domu w Gazie czy na Zachodnim Brzegu trzeba zapłacić Izraelowi (pośrednio) 20 tys. dolarów. Jak zbudowany bez pozwolenia to "nasze" buldożery niszczą dom i trzeba jeszcze za tę usługę zapłacić. Tak zburzono 180 tys. domów.

Haiti
Demokracja. 200 lat temu nie było demokracji bo było 52 tys. białych, których Murzyni słusznie wyrżnęli.

Brazylia
Tam jest demokracja. De Silva dobrze pilnuje interesów "swoich" plantatorów trzciny cukrowej, która wypiera niepoprawne politycznie i "nieswoje" buraki cukrowe.

Meksyk
Demokracja pełną gębą. "Swój" prezydent. Jak Meksykanie przywieźli miliardy dolarów do Meksyku to "swój" bank centralny zrobił szybko kilkukrotną dewaluację dolara wobec peso. Niech sobie hołota nie myśli, że coś ma…

Malezja
Jedyny kraj na świecie, gdzie Soros dostał kopa w dupę. Oczywiście, tam nie ma demokracji. Zgroza, nawet banki są w rękach gojów.

Gruzja
Pełna demokracja. Przedpole dla służb specjalnych z USA i Izraela. Po uszczelnieniu przez Rosjan granicy z Gruzją uciszyło się w Czeczenii. I Bieriezowski już nie może ich finansować jak przedtem.

Egipt
Trwa walka o demokrację.

Liberia
Demokracja w 100 procentach. Diamentami handlują "swoi". Przedtem firma De Bers, teraz inni. Dla zmylenia.

Nigeria
Demokracja w 100 procentach. Musi być demokracja, bo tam jest dużo ropy.

Indonezja
Trwa walka o demokrację. Jest za to wolność religijna, bo trzem katoliczkom muzułmanie obcięli głowy. Oj, piszący w ONET, WP czy INTERII też by się cieszyli, jakby taka wolność religijna była w Polsce. I "wykształcona" młodzież polska też by się cieszyła.

Islandia
Chyba nie ma demokracji, bo tam brak Murzynów. A może tylko z powodu zimna?

Irlandia
Demokracja w 100 procentach. Napływ z Afryki proporcjonalnie największy na świecie. Może to być nawet pierwszy ZINTEGROWANY kraj. Te wszystkie IRA, Simfain itd. walczące o interes Irlandii to wielki pic. Teraz kiedy trzeba walczyć z INTEGRACJĄ to ich nie ma.

Białoruś
Oj, tam to zupełna tragedia. Białorusini mają swoje media. TO JEST NIEDOPUSZCZALNE. TO JEST BOLSZEWIZM / FASZYZM (niepotrzebne skreślić). W 2005 roku w telewizji puścili program o "blood liebel" (żydowskie morderstwo rytualne) sprzed stu lat. Półtora godziny i tylko o tym. Widzicie zatem Państwo, że Białoruś to jest wróg Numer 1. DEMOKRACJA MUSI tam być wprowadzona.

Rumunia
Demokracja w 100 procentach. Rumuni (na obczyźnie) powiedzieli mi, że Ceausescu musiał zginąć, bo nie chciał oddać (sprywatyzować ) banku centralnego. Tak samo musiał zginąć Car i Kennedy. I dlatego też zginie Ron Paul w USA (chce rozwiązania Federal Reserve Bank). Za coś takiego zginął również Lincoln, ale prezydent Jackson miał szczęście, bo dwa pistolety nie wypaliły.

Kończę, nie chcę zanudzać. Życzę pokojowego przejścia z Polski do Judeopolonii.

Mariusz Piskorski
Johannesburg, RPA
(28.10.2007)

P.S.

Na co dzień obcuję z wieloma narodowościami i rasami. Byłem dwa lata w Izraelu, w USA, Chinach itd., itd. Mogę podzielić się uwagami na temat wydarzeń na świecie. O Polsce wiem, niestety, znacznie mniej.

Mieszanka firmowa

Dzisiaj po troszeczku o wszystkim.

Z okazji Swieta Zmarlych zrezygnowalem z "Pioosenki tygodnia."
Wroci za kilka dni.

Mamy juz nowa strone :www.PolskaWalczaca.com

Trwaja jeszcze ostatnie prace kosmetyczne ale od przyszlego tygodnia wszystkie materialy stad plus nowe dzialy beda juz na nowym miejscu.
Bedzie tam rowniez forum dla odwiedzajacych.

A propos "forum" inz.Jezierski napisal na swojej stronie :

"Wielokrotnie jestem pytany, dlaczego nie chce uruchomic na stronie MOTO forum dyskusyjnego, w ktorym kazdy moglby zabrac glos na interesujacy go temat. Otoz dlatego, ze taka >>demokracja<< szybko zamenilaby sie w zydokracje z dyzurnymi parchami jako glownymi dyskutantami. Polemizowanie z ich rabinicznym belkotem to zajecie rownie bezcelowe, co czasochlonne. Szkoda na nawet jednej mojej minuty.

Zdecydowanie bardziej wole poswiecac swoj czas na przygotowywanie do publikacji ciekawych, a jednoczesnie merytorycznie udokumentowanych listow od Polakow. Zwlaszcza od tych, którzy zyja na obczyznie i z tamtej perspektywy maja ostrzejsze spojrzenie. Na taka prace, tj. usuniecie jezykowych potkniec lub iscie benedyktynskie dorabianie ogonkow i kresek, by czcionki angielskie zamienily sie w polskie, czasu nigdy nie zal. "

Zgadzam sie w 100 % z tym co p.Jezierski pisze.
Forum na stronie S.Michalkiewicza z jego "dyzurnymi parchami" jest najlepszym dowodem na tej tezy-slusznosc.
ja jednak zaryzykuje.
Majac kontrole nad tym kto pisze nie bedzie mowy o tym ,zeby zydowscy dyzurni mopgli sobie poszalec.
Naturalnie ,ze beda a w miom forum ,MOJE teksty nie beda usuwane czyli bedzie okazja aby "glebie" naszych wrogow spokojnie ujawnic.
Zobaczymy co z tego wyniknie..

Na razie kolejny,jakze trafny felieton inz.Jezierskiego.Polecam go tym ,ktorych intersuje cos wiecej niz powierchowne slizganie sie po wydarzeniach w kraju.
Ta "slizgawka" jest praktykowana przez wiekszosc znanych mi "autorytetow" ale ,w gruncie rzeczy,sprowadza sie burzy w szklance wody lub -jak dosadnie mowil moj znajomy- ubijanie z gowna piany.

Za kazdym razem gdy siegam po pisanie inz.Jezierskiego mam wrazenie ,ze spotykam Polaka,ktory czuje i mysli tak samo jak ja.


"DOWÓD TOŻSAMOŚCI, CZYLI... WYMIEŃMY SIĘ METRYKAMI

2007-10-16

Z czasów zasadniczej służby wojskowej w Marynarce Wojennej pamiętam taką oto, absolutnie nieoficjalną, definicję granatu zaczepnego: jest to granat do rozpoznawania siły żywej nieprzyjaciela (w nomenklaturze wojskowej "n-pla"). Rzucasz nim w kierunku z którego nadchodzi przeciwnik, a następnie po wrzaskach, jękach i przekleństwach wiesz z kim masz do czynienia. Jest tu pewna analogia z rozpoznawaniem zakonspirowanego żydostwa, szczególnie żywo reagującego na dwa "granaty zaczepne".
Pierwszy wzbudza żywiołową reakcję Judejczyków w momencie kwestionowania ICH wersji tzw. holocaustu. Rzecz bynajmniej nie w skali tej eksterminacji (nawet 6 mln ofiar oficjalnie narzuconych przez Sanhedryn to i tak nikły procent wobec liczby Słowian wymordowanych tylko w czasie II wojny światowej) lecz w określaniu jej faktycznych sprawców. Gdy w mniej lub bardziej przypadkowych dyskusjach twierdzę, że to nie ludzie ludziom (patrz: cytat z "Medalionów" Zofii Nałkowskiej) lecz Żydzi Żydom zgotowali ten los, podpierając się np. żydowskim pochodzeniem Adolfa Eichmanna, głównego pomysłodawcy i realizatora "ostatecznego rozwiązania" lub liczbą ok. 150 tys. Żydów służących w Wehrmachcie, wówczas doświadczam zadziwiającej polaryzacji wśród moich rozmówców. Jedni, zazwyczaj nieliczni, dopytują o przesłanki do takiego twierdzenia (chętnie je udostępniam), inni - wprost przeciwnie; zamiast pytać usiłują zakrzyczeć kolejnego namierzonego "antysemitę". Nie muszę tłumaczyć kim są ci inni, chociaż nie brakuje wśród nich także szabas-gojów, zbyt tępych i zbyt leniwych, by weryfikować swoją dotychczasową "wiedzę".

Drugi z "granatów zaczepnych" to stosunek Żydów do tzw. Protokołów Mędrców Syjonu, opublikowanych w całości i obszernie skomentowanych w MOTO (patrz: http://www.moto.gda.pl/strona.htm?id=499). Na nic zdają się tutaj jakiekolwiek argumenty, włącznie z wyjątkową sprawdzalnością rabinackich instrukcji nawet dzisiaj, po ponad 100 latach od ich ujawnienia. Wszyscy Żydzi - i jawni, i tajni - zgodnie traktują ów scenariusz jako "nieudolną fałszywkę carskiej ochrony". Chciałoby się zapytać: Skoro taka nieudolna i w dodatku fałszywa to po co zakazywać jej rozpowszechniania? Przecież książki z dziedziny tzw. political fiction to bardzo popularny dział współczesnej literatury...

Publikując na początku maja br. felieton pt. "Warto być Polakiem, zwłaszcza wśród przybłędów" (patrz: http://www.moto.gda.pl/strona.htm?id=580) niechcący odbezpieczyłem trzeci "granat zaczepny". Eksplozję, a po niej wrzaski i przekleństwa Judejczyków spowodowały zwłaszcza dwa fragmenty:

"... Polskość bowiem to określenie narodowości, a tej nie uzyskuje się z samego faktu posiadania obywatelstwa RP, czy - wcześniej - PRL. Przypisane konstytucją prawa obywatelskie dla marszałka Rokossowskiego lub piłkarza Olisadebe wcale nie są równoznaczne z obowiązkiem uznawania ich za Polaków. Takie same zasady kwalifikowania dotyczą Kaczyńskich i faktu tego nie są w stanie zmienić nawet rekomendacje "Gazety Polskiej" czy Radia Maryja...

... Skoro podkreśla się żydowskość osób kojarzonych pozytywnie, że wymienię np. Alberta Einsteina (fizyk) czy Artura Rubinsteina (pianista) to dlaczego nie zastosować tego samego klucza wobec osób publicznych, piastujących najwyższe funkcje lub uchodzących za niekwestionowane autorytety. Zwłaszcza w kraju, który a priori kojarzony jest z antysemityzmem i prześladowaniem osób innej narodowości niż polska, innego wyznania niż rzymskokatolickie i innych preferencji seksualnych niż naturalne, damsko-męskie..."

No i zaczęło się... Żydowskie przechrzty i inni przebierańcy nacyjni podnieśli rwetes, uznając oczywistą definicję Polaka za zamach na ICH sposób etykietowania obywateli RP. Trudno się temu dziwić. Nie o urażone poczucie patriotyzmu tu bowiem chodzi lecz o zagrożenie dla obecnych i przyszłych geszeftów. Nawet w deklaracji Kaczyńskich o tym, że "warto być Polakiem" pobrzmiewa wyraźnie żydowska interesowność. Mnie np. zawsze wydawało się, że bycie Polakiem oznacza nie jakąś korzyść lecz przede wszystkim obowiązek obrony Ojczyzny i rodaków przed działaniami naszych wrogów wewnętrznych i zewnętrznych. Przybłędy jednak uważają inaczej. Ba, chcą nie tylko odcinać kupony od swojej "polskości" ale wręcz mieć monopol na jej definiowanie. Na dowód przytoczę fragment wypowiedzi prezydenta Lecha Kaczyńskiego w Programie I Polskiego Radia z 2 maja 2007:

"... to poczucie narodowe jest dzisiaj bardzo istotne. Poczucie nie nacjonalistyczne, w żadnym wypadku nie plemienne, natomiast to nie względy etniczne decydują o tym, czy ktoś jest, czy nie jest Polakiem..."

Spośród wielu e-mailowych ataków na tezy, jakie zawarłem w majowym felietonie pozwalam sobie zacytować w całości i bez jakichkolwiek poprawek korespondencję nadesłaną 18 maja 2007 przez Panią Reginę Mikielewicz z Berlina (Niemcy). Czynię to z dwóch powodów. Pierwszy to wyjątkowo kulturalna forma listu, całkowicie odbiegająca od bogatej korespondencji, w której brak argumentów moi antagoniści zastępowali prymitywnymi inwektywami. Powód drugi podyktowany jest moją chęcią przedstawienia Czytelnikom "MOTO" na czym polega odmienność mentalności żydowskiej lub szabas-gojowskiej przez Żydów ukształtowanej od charakteru prawdziwych Europejczyków, czyli białych ludzi wywodzących się z kręgu cywilizacji łacińskiej. Do rzeczy, czyli do listu Pani Reginy:

"Szanowny Panie Henryku!

Wzruszył i natknął mnie refleksją Pana esej (literacko piękny) w tytule którego zawarł Pan stwierdzenie "Warto być Polakiem". Wydruk otrzymałam w jednym z polskich sklepów w Berlinie.

Z podobnymi tekstami spotykałam się nie raz i przyznam - lekceważyłam chaotyczne dywagacje ludzi niesprawnie myślących i bełkotliwie piszących. Zupełnie czym innym jest Pana tekst: logiczne argumenty, ładny choć dość "emocjonalny" język, poprawna stylistyka etc.

Tylko... Panie Henryku - mógłby Pan łaskawie przedstawić kryteria określające Prawdziwego Polaka? (z szacunkiem piszę wielką literą, ba! stoję na baczność). Czy nos, uszy, twarz szeroka a szczera, słowiańskie oczy (jakie - maślane?) czy może jeszcze coś innego?

Zaraz wyjaśnię dlaczego pytam. Zajrzałam na Pana stronę internetową i zobaczyłam Pańską fotografię. Ze zdjęcia spogląda twarz sympatyczna, ale... aż boję się pisać, bo czy nie obrażę? - jak żywo podobna do amerykańskiego naukowca Żyda (sic!)

Czy zbadał Pan swoje pochodzenie, oczywiście - nie od Adama i Ewy, ale... no, chociażby od Krzywoustego. Wiemy przecież dobrze i Pan i ja (choć to nas nie dotyczy, broń Boże!) że najbardziej zagorzałymi przeciwnikami swojego starego wyznania są właśnie neofici. A propos: Pan z których Jezierskich, tych nizinnych, zwanych popularnie błotnymi czy może od jaćwingowskich?

Łączę wyrazy szacunku

Regina Mikielewicz"

Proszę zwrócić uwagę na kilka specyficznie żydowskich metod zastosowanych przez autorkę tego listu.

Po pierwsze: "zaczadzić" goja (czyli nie-Żyda) komplementami, a następnie przygwoździć go zaskakującym ciosem.

Pani Regina najpierw raczyła wyróżnić mnie za "esej (literacko piękny)" i "poprawną stylistykę", po czym przystąpiła do poruszenia kwestii dla niej zasadniczej, czyli podważenia mojej polskości nie w oparciu o fakty lecz z powodu braku przedstawienia precyzyjnego rodowodu, wyprowadzonego od samego Krzywoustego, co z przyczyn oczywistych jest niemożliwe, a ponadto - zbędne. Pamiętać bowiem należy, że faktyczne zażydzenie społeczeństwa polskiego rozpoczęło się dopiero w pierwszej połowie XVIII wieku, gdy talmudyczny Żyd Jakub Frank wraz ze swoimi wyznawcami "nawrócił się" na katolicyzm, zyskując w zamian dla siebie i swoich ziomków nie tylko status pełnoprawnych Polaków ale także… szlachciców z herbami, chętnie udostępnianymi "braciom starszym" przez szlachtę z kresów Rzeczypospolitej Obojga Narodów, zwłaszcza najbardziej durnowatą, pochodzenia litewskiego i ruskiego.

Po drugie: przyłożyć do goja swoją, prymitywną z natury bo żydowską, miarkę licząc, że wystraszy się zakwalifikowania do nacji, której nie darzy zbytnim szacunkiem.

Tutaj Pani Regina też trafiła kulą w płot. Świadomie pomijam wątek swojego domniemanego podobieństwa do "amerykańskiego naukowca, Żyda" bowiem tenże niczym nie różni się do "amerykańskiego polityka, Żyda", co można sprawdzić porównując np. fizjonomie amerykańskich noblistów z dziedziny ekonomii (nagradzanych zapewne za wprowadzenie USA w zadłużenie liczone dziesiątkami bilionów dolarów) z fizjonomią np. polityka Paula Wolfowitza, jednego z autorów przekucia "terrorystycznego zamachu" na WTC w agresję na Irak.

Wielokroć bardziej interesuje mnie przekonanie Pani Reginy i podobnych jej parchów lub szabas-gojów, że osoba krytyczna wobec poczynań żydowskich namiestników RP (wcześniej PRL) byłaby przerażona z powodu ewentualnego zdekonspirowania jako potomka nacji mojżeszowej. Przekonanie to wypływa zapewne z tajnej instrukcji Sanhedrynu mówiącej wyraźnie, iż głupi to Żyd, który ujawnia swoje pochodzenie. Tymczasem dla osoby o uczciwych intencjach wobec kraju, w który żyje nie ma to praktycznie żadnego znaczenia. Wprost przeciwnie - stanowi powód do dumy. Wyraziłem to dobitnie w poniższej odpowiedzi adresowanej do mojej antagonistki:

"Szanowna Pani Regino!

Chyba źle odczytała Pani moje intencje. Wprawdzie mentalnie i w absolutnej zgodzie z metryką uważam się za obywatela Polski narodowości polskiej lecz wcale nie kryłbym faktu, gdybym miał korzenie np. żydowskie. Cóż to bowiem za cnota bronić polskich interesów będąc 100-procentowym Polakiem? Taką postawę uważam wręcz za bezdyskusyjny OBOWIĄZEK. Ba, złośliwcom i prowokatorom wypominającym mi poruszanie tematów społecznych w tytule motoryzacyjnym tłumaczę, iż MOTO to skrót od zawołania: Mój Obowiązek To Ojczyzna.

Gdyby jednak trzeba było zestawić moją 30-letnią publicystykę w obronie Polski i Polaków z moim - przyjmijmy takie założenie - żydowskim pochodzeniem, wówczas znalazłbym się w elitarnym panteonie ledwie kilku Żydów prawdziwie zasymilowanych i lojalnych wobec swojej nowej Ojczyzny oraz jej prawowitych gospodarzy. A to - przyzna Pani - byłby zaszczyt szczególny.

Swoich korzeni "od Krzywoustego" nie badam, bowiem w przeciwieństwie do wielu żydowskich przybłędów z azjatyckiej Chazarii nie mam żadnym kompleksów na tle ewentualnego polskiego "szlachectwa". To akurat koczownicy plemienni o metryce wypisanej na twarzy z lubością tytułują się "Wielowieyskimi", "Ujazdowskimi" lub "Mazowieckimi". Po mieczu i kądzieli pochodzę z rodzin chłopskich - fakt, że zamożnych - żyjących od pokoleń na zachodnim krańcu Lubelszczyzny, a ta warstwa społeczna ma akurat największe prawa do niekwestionowanej polskości. Wystarczy sprawdzić pochodzenia słowa Polska.

Przy okazji... Z poniższego listu wynika, iż dokonała Pani dokładnej analizy mojej "twarzoczaszki", sytuując mnie - zaręczam, że niezasłużenie - w gronie amerykańskich naukowców z żydowskim rodowodem. Czy mogę zatem liczyć na rewanż w postaci Pani zdjęcia?

Z poważaniem -

Henryk Jezierski"

Niestety, Pani Regina swojego zdjęcia przysłać nie raczyła, rewanżując się... zaproszeniem na "biesiadę literacką" w Sopocie z udziałem znajomej Żydówki, lansującej własne wspomnienia z marca 1968. Choćby w takim kontekście dodatkowa informacja o tym, że Pani Regina Mikielewicz zajmuje się w Niemczech wydawaniem nie polskiego lecz polskojęzycznego (tak to zaznaczyła w charakterystyce) pisma społeczno-kulturalnego o tytule "Akcent", jednoznacznie określa prawdziwe korzenie mojej korespondentki. Zarabiać na Polakach z Berlina - i owszem, lecz bez jakiegokolwiek utożsamiania się z nimi.

A propos berlińskich Polaków... Chciałbym zwrócić uwagę na sposób w jaki polskojęzyczna Żydówka natrafiła na wydruk mojego felietonu z maja br. Okazuje się bowiem, że nawet w stolicy europejskiego państwa najbardziej podatnego na żydowską tresurę, znalazł się jakiś dzielny rodak nie żałujący swojego czasu, pieniędzy i odwagi w kolportowaniu nie polskojęzycznych lecz polskich publikacji. Mogę tylko podziękować mu serdecznym: Bóg zapłać!

Ktoś zapyta: skąd ta dociekliwość w sprawdzaniu korzeni nominalnych obywateli RP? Ano stąd, iż wielu z nich uzurpuje sobie prawo do wyłącznego reprezentowania "prawdziwych Polaków", choć nie ma ku temu elementarnych podstaw, zwłaszcza w kontekście, mniej lub bardziej skrywanych, intencji swojego działania. Osłabiona została wprawdzie władza Kaczyńskich lecz teraz nadzór nad RP przejął folksdojcz D. Tusk (autor tezy w myśl której "polskość to nienormalność"), wspierany m.in. przez takie "autorytety" jak wyjątkowo plugawy oraz wyjątkowo antypolski Żyd i "profesor" W. Bartoszewski.

Powyższa, pozorowana zmiana warty już niebawem - czego jestem pewien - znajdzie swoje odzwierciedlenie w środowiskach narodowych. Po parlamentarnej przegranej LPR i błyskawicznej dezercji jej lidera Romana Giertycha, który opuścił tonący statek nie tak, jak przystało na jego kapitana lecz w charakterze szczura, powstała próżnia, którą będą starali się wypełnić następni "narodowcy". Warto zatem sprawdzić metryki osób uzurpujących sobie prawo do reprezentowania Polaków w nowych realiach. Bez względu na to, czy ma to być reprezentowanie na scenie partyjnej, czy "tylko" medialnej, ograniczonej do tytułu prasowego lub - choćby - portalu internetowego z prawicą, narodem i Polską w nazwie lub programowej deklaracji.

Nie widzę żadnych powodów, aby z takiej weryfikacji wyłączeni zostali nawet tak licencjonowani polscy patrioci jak np. Leszek Bubel czy Stanisław Michalkiewicz, nie wspominając o kiepsko zakonspirowanych folksdojczach w rodzaju niejakiego Stefana Kosiewskiego, pouczającego nas zza Odry, co jest dla Polaków dobre, a co nie. Moje oczekiwanie jest zasadne tym bardziej, że takowej weryfikacji poddaję się jako pierwszy i z własnej inicjatywy. W dodatku - z pozycji zwykłego polskiego dziennikarza, który nie zamierza wydawać "jedynego prawdziwie polskiego" tytułu czy zakładać "jedynie prawdziwie polskiej" partii.

O tym, że jest to inicjatywa zasadna świadczy przykład wspomnianego Leszka Bubla. Wydawca tygodnika "Tylko Polska", wódz Polskiej Partii Narodowej i wyłączny dysponent zdobytych podstepem praw rejestracyjnych do Stronnictwa Narodowego nadal nie raczy odpowiedzieć na moją inicjatywę dotyczącą wzajemnej wymiany metryk chrztu. Ja swoją - zamieszczoną poniżej - wysłałem L. Bublowi dokładnie 9 października 2007, a więc trzy tygodnie temu. Rewanżu nie ma do dzisiaj... Trudno o lepsze uzasadnienie dla tytułowego apelu. "

Henryk Jezierski
(29 października 2007)

Rozne rekawiczki...ta sama dlon...

Przeczytac-trzeba.
Intuicyjna madrosc jest niezawodna.
jesli cos jest zbyt piekne aby bylo prawdziwe-zaufaj intuicji.



"Umarł marksizm, niech żyje nihilizm?

Filozofia nihilistycznego kulturbolszewizmu zalewa obecnie nasze uczelnie wyższe. Można się o tym przekonać choćby przeglądając pismo przeznaczone dla studentów filozofii Uniwersytetu Zielonogórskiego
APPENDIX Pismo Młodych Filozofów
dla którego kabalista Walter Benjamin, szara eminencja Szkoły Frankfurckiej (tzw. Kulturbolschevismus) zdaje się być swego rodzaju wyrocznią. W tym miejscu przypomnijmy jedynie słynną maksymę W. Benjamina: "Nie ma takiego dokumentu cywilizacji, który nie byłby równocześnie dokumentem barbarzyństwa", zauważając, iż oznacza ona ni mniej, ni więcej, tylko totalne odrzucenie cywilizacji chrześcijańskiej.

Poniżej przedstawiam cztery artykuły świadczące o rehabilitacji filozofii Friedricha Nietzschego jak również socjologiczno dorobku marksistowskiej Szkoły Frankfurckiej i o adaptacji ich przez współczesną filozofię.


1.

Barbara Kotowa, Kultura i światopogląd, Wykłady z filozofii dla młodzieży, tom 2. Red. K. Łastowski, P. Zeidler, Wydawnictwo Fundacji Humaniora, Poznań 2002, ss. 47-60.

Autorka, profesor UAM w Poznaniu, dyrektor ds. nauki Instytutu Filozofii UAM w swoim wykładzie dedykowanym młodzieży, stwierdzając kryzys wartości, czy też antycypując jego rychłe zaistnienie, proponuje generalne "przewartościowanie wszelkich wartości" w ramach "programu ratowania zagrożonej kultury europejskiej", obmyślonego przez autora "Tako rzecze Zaratustra", tj. przez Friedricha Nietzschego. Autorka pisze: "Przywołana wcześniej Nietzscheańska idea "śmierci Boga" (...) znaczy tutaj tyle, iż nie ma Boga w kulturze": desakralizacji uległy ("wyczerpały się") fundamentalne wartości nadrzędne światopoglądu religijnego (...) w efekcie czego "niebo wartości zwierzchnich jest puste", a poszczególne działania ludzkie pozbawione zostały swego światopoglądowego kontekstu i utraciły swój dawny sens; co więcej, podmiotem tych działań grozi ponadto utrata "sensu życia".

W tym miejscu przychodzi ludzkości i autorce z pomocą "społeczno-regulacyjna koncepcja kultury" G. Banaszaka i J. Kmity, która z kolei nawiązuje uporczywie do koncepcji "karnawalizacji kultury" niejakiego Michaiła Bachtina z początkowego okresu panowania bolszewizmu w Rosji. Owa "karnawalizacja" polegać miała na tym, iż to, co niekiedy ulega wykoślawieniu, wykrzywieniu i wyśmianiu jedynie podczas karnawałów, miałoby dokonywać się w kulturze permanentnie w ciągu całego roku kalendarzowego. Backhtin nie ukrywał (przed przyjaciółmi) całej kulturowej wywrotowości swojej koncepcji kultury.

Bliższe przyjrzenie się genezie tzw. koła Bachtina pozwala stwierdzić, że zostało ono założone w Rosji bolszewickiej przez Matwieja Isajewicza Kagana, ucznia marburskiego filozofa żydowskiego rabina Hermanna Cohena, tego samego, który był duchowym nauczycielem słynnego filozofa dialogu, Franza Rosenzweiga (Der Stern der Erlossung - Gwiazda Zbawienia).
The Bakhtin Circle, The Internet Encyclopedia of Philosophy
Co szczególnie warte odnotowania, Cohen uważany jest za prekursora doktryny o narodzie przymierza jako zbiorowym mesjaszu, działającym działającym poprzez swoich członków dla swojego własnego mesjańskiego zbawienia, tu na ziemi.

Znaczy to - dodajmy od siebie - że nietzscheańskie przewartościowanie wszelkich wartości, które proponuje prof. Barbara Kotowa, zmierza do likwidacji chrześcijaństwa i do takiego ostatecznego rozwiązania kwestii istnienia na ziemi wszelkiego antysemityzmu, ażeby naród przymierza mógł się czuć w każdym punkcie globu ziemskiego jak we własnym domu. Naturalnie, karnawalizacja obcej im, nieżydowskiej a chrześcijańskiej kultury rosyjskiej była owego zbiorowego żydowskiego samozbawiania się integralną częścią składową.


2.

John Hughes, Unspeakable utopia: Art and the return to the theological in the Marxism of Adorno and Horkheimer. Cross Currents. Winter 2004. FindArticles.com. 27 Oct. 2007.

Autor, przypuszczalnie chrześcijański, o nieokreślonych bliżej afiliacjach, w pierwszym rzędzie niezwykle wnikliwie analizuje relacje między polityką i sztuką w pracach czołówki Szkoły Frankfurckiej w okresie międzywojennym. Zwraca uwagę, że dla Theodora Adorno sztuka jest w istocie radykalna: zarówno w krytyce status quo jak i w tworzeniu podstawy do utopijnej nadziei na "coś innego". Nawet w najbardziej wysublimowanym dziele sztuki według niego ukryty jest postulat "powinno być inaczej". Sztuka jest więc dla Adorno metodą negowania rzeczywistości, jako wyrazem tęsknoty za "lepszym światem", za "sprawiedliwszym życiem"i za "obietnicą szczęścia". Po drugie - dla Adorno ta utopia, jako sposób usunięcia wszystkich sprzeczności świata przynoszących cierpienie już "istnieje", tyle, że nie została jeszcze odkryta, tak jak odkrywa się nieznany dotąd najbardziej harmonijny akord na klawiaturze instrumentu. Status quo to tylko ersatz i fałsz, którego fałszywą obietnicę musi przełamać sztuka. Utopia pozostaje do czasu "niewypowiadalna" (unspeakable), bowiem jakiekolwiek jej wyobrażenia nieuchronnie wywoływałyby bliżej nieokreślone negatywne (niepożądane) rzeczywistości.
Szkoła frankfurcka odrzuca "naiwny pozytywizm naukowy", gdyż jej zdaniem "logika jest niezdolna poradzić sobie ze sprzecznościami rzeczywistości, jest więc skazana na godzenie wszystkiego w jedną harmonijną całość". Dlatego pozytywizm jest reakcyjny przez konsolidowanie status quo i przez czynienie wszelkich wizji alternatywnych niemożliwymi.
Krytyka Oświecenia z równoczesnym podjęciem problemu teologii pojawia się bezpośrednio po zakończeniu II w. św. w "Dialektyce Oświecenia". Oświecenie miało wprawdzie antyteologiczny efekt, gdyż zawsze starało się "wypędzać bogów (bożki, idole)". Równocześnie Adorno i Max Horkheimer utrzymują, że reprezentację Oświecenia stanowią zarówno bogowie Homera jak i Bóg Izraela. To Jego, Boga Izraela wypędzanie wszelkiego rodzaju boskości jest również wyrazem Oświecenia". "Horkheimer jest przekonany, że tradycyjna antropologia teologiczna może przechować radykalny sens wolności". Czołowi filozofowie-marksiści z aprobatą przytaczają nawet stwierdzenie św. Tomasza z Aquinu: "starą zasadę, że człowiek jest zwierzęciem rozumnym, połączeniem duszy i ciała".

Nie oznacza to jednak pojednania judaizujących marksistów z chrześcijaństwem, bowiem widzą oni chrześcijaństwo, a szczególnie formę katolicką, za powrót do magii, odszczepieństwo od Żydowskiego Oświecenia. Kult aniołów i świętych, odtworzenie żeńskości w kulcie Dziewicy..." Itd.itp.

Czyli krótko mówiąc to wszystko, czego judaizm od chrześcijaństwa ścierpieć od dwóch tysięcy lat nie jest w stanie. Ale nie tylko to jest winą chrześcijaństwa: "Chrześcijaństwo nie jest wyjątkowe w swojej zbrodni, w rzeczywistości przekazało ją swoim dzieciom: idealizmowi Heglowskiemu i sowieckim marksistom. Tak więc konkludują Adorno i Horkheimer, "chrześcijaństwo, idealizm i materializm, który zawiera w sobie prawdę, są przeto również odpowiedzialne za barbarzyńskie akty popełniane w ich imię". "(ich) zdrada jest najbardziej widoczna, kiedy te filozofie zrównują się z polityczną władzą".

W konsekwencji radykalnie judaistyczni marksiści Szkoły Frankfurckiej, którzy jeszcze parę lat temu wraz Maxem Schelerem "gładko prześlizgiwali się ponad wszelkimi możliwymi zagładami ludów i narodów", o stu milionach ofiar komunizmu nawet mimochodem nie wspomniawszy, obecnie znacznie chętniej zaakceptowaliby [widok] odpowiedzialnych za całe zło tego świata "przed-konstantyńskich chrześcijańskich męczenników" (s. 8).
W kontekście niektórych karkołomnych prób chrześcijańskiego dialogu ze Szkołą Frankfurcką na szczególną uwagę zasługuje zacytowane w tym miejscu stwierdzenie Adorno i Horkheimera z "Dialektyki Oświecenia": "Ci paradoksalni lub negatywni teologowie chrześcijańscy [Luter, Paskal, Barth] są postrzegani jako ci, którzy działają na rzecz większej wierności negatywności judaizmu. (...) "Żydzi zdają się odnosić sukces, gdzie zawiodło chrześcijaństwo: odrzucili [chrześcijańską] magię swoją własną mocą (...) Dążą do usunięcia sprzeczności w obecnym świecie jedynie przez negatywny wymiar mesjańskiego 'oczekiwania'".


3.

Stefan Steinberg, One hundred years since the death of Friedrich Nietzsche: a review of his ideas and influence; Part 1, International Committee of the Four International (ICFI), 21 October 2000.

Stefan Steinberg, One hundred years since the death of Friedrich Nietzsche: a review of his ideas and influence; Part 2

Stefan Steinberg, One hundred years since the death of Friedrich Nietzsche: a review of his ideas and influence; Part 3

Aczkolwiek trockistowska z pochodzenia, publikacja ta dostarcza cennych informacji, mogących wyjaśnić przyczyny, dla których zintegrowana Europa nie może być nawet nominalnie chrześcijańska. Nietzscheańska wizja społeczeństwa, podzielonego wzorem wschodnioazjatyckim na kasty z naczelną kastą, złożoną z dwóch najczystszych jego zdaniem i najsilniejszych ras europejskich: germańskiej i żydowskiej (s. 10) może dawać punkt wyjścia do rozważań nad możliwym przyszłym ostatecznym ustrojem i charakterem Unii Europejskiej. Zgodnie z wizją autora dzieła "Antychryst", najniższa kasta (motłoch) w ogromnej swej większości pozostawać w służbie władającej mniejszości, poddana walce o byt w większym stopniu, niż tego wymagają ich własne potrzeby. "To, że wszystkim dozwolone jest czytać i pisać, psuje nie tylko pisanie, ale i myślenie".
Tym bardziej zwraca po pierwsze uwagę fakt, że podczas obchodów 100. rocznicy śmierci Nietzschego w Niemczech w 2000 r. filozof ten został określony mianem "dobrego Europejczyka". Równocześnie obecne na obchodach autorytety dokonywały publicznie czegoś w rodzaju rehabilitacji tego filozofa hitleryzmu głosząc, że "sugestie o wspólnym gruncie między Nietzschem a reakcyjnymi ruchami politycznymi, z faszyzmem włącznie, są żałosne". Publikacja zaznacza, iż dzieła Nietzschego od samego początku budziły wielkie zainteresowanie szerokich kręgów w Niemczech i Francji, i to zarówno na lewicy jak i prawicy.
Po drugie: odnotowany jest nadspodziewanie pozytywny stosunek do filozofii Nietzschego marksistowskiej Szkoły Frankfurckiej złożonej, jak wiadomo, niemal w całości z osób początkowo silnie związanych z komunizmem, pochodzenia żydowskiego. Ważna jest tu informacja, że od początku swego istnienia aż do wybuchu wojny Szkoła utrzymywała żywy roboczy kontakt z Instytutem im. Marksa i Engelsa w Moskwie. Szczególne zainteresowanie Szkoły Frankfurckiej teologią i Nietzschem datuje się od zakończenia II wojny światowej. w 1969 r. Max Horkheimer określił Nietzschego jako "prawdopodobnie większego myśliciela niż Marks".
Po trzecie - już skądinąd wiadomo - od samego istnienia Szkoła Frankfurcka zajmowała się tzw. socjologią wiedzy, zapoczątkowaną przez Maxa Schelera a rozwiniętą przez Karla Mannheima, która to dyscyplina może być z powodzeniem określona mianem teorii podboju narodów przez silne narody, w tym zwłaszcza przez naród przymierza.
Po czwarte - publikacja odnotowuje, iż nowożytne nurty poststrukturalizmu i postmodernizmu w Europie nigdy nie odcięły się idei Nietzschego jednoznacznie, a pewne jego idee były nader chętnie chętnie przezeń adoptowane.


4.

Bruno Forte, archbishop of Chieti-Vasto, Theological Foundations of Dialogue within the Framework of Cultures Marked by Unbelief and Religious Indifference, Katholieke Universiteit Leuven, Faculteit Godgeleerdheid, J.H. Walgrave Lecture 2006.

Abp Bruno Forte, uczeń Karla Rahnera, doktor honoris causa KUL, kandydat na przyszłego papabile, dostrzega możliwość dialogu z takimi niewierzącymi, jak Adorno i Horkheimer (Szkoła Frankfurcka) w ten sposób, że niewierzący będą uznani za wierzących, wierzący (Kościół) zaś za niewierzących. Wierzący z miłości do innych, niewierzących, "w całej ich godności, bez względu na to, czymkolwiek wiara tych ostatnich mogłaby być" (s. 12) powinni podjąć ryzyko swego exodusu poza samych siebie, nawet "bez możliwości powrotu" (s. 7). W myśl wspólnego z niewierzącymi "powrotu do Ojca", wspólnie "tęskniąc za doskonałą i osiągniętą sprawiedliwością" (s.6), wierzący powinni nieustannie, codziennie, podawać swoją swoją wiarę nawet najdalej idącymi wątpliwościom. Obowiązani są wykraczać poza wszelką redukcję chrześcijaństwa do zwykłej ideologii. Chrześcijanie bowiem, zdaniem abp Bruno Forte, są stale postawieni przed wielkim wyborem: "albo będą ukrzyżowywać swoje oczekiwania na Krzyżu Chrystusa, albo będą krzyżować Chrystusa na krzyżu swoich oczekiwań" (s. 15). Chrześcijanie więc nie powinni, według abp Forte, uważać, że są już (pod względem wiary) w domu (u Ojca), ale że są oni dopiero "poszukiwaczami odległej ojczyzny", "stale powołanymi do kwestionowania, prowokowani i zwodzeni aż po najdalszy horyzont".

Znaczną konsternację musi w tym kontekście budzić stwierdzenie wyższego hierarchy katolickiego, a zwłaszcza przyszłego kandydata na papieża, Namiestnika Chrystusowego na ziemi, iż "Istoty ludzkie, która zatrzymują się" w tym nieustannym powątpiewaniu w prawdziwość swojej wiary (albo w Boga w ogóle), osoby, które czują, że osiągnęły i posiadły prawdę, "takie osoby nie tylko odrzuciły Boga, ale również swoją własną godność jako osoby ludzkiej" (s. 14).

Wygląda więc na to, iż jeśli nie chcemy doczekać się, aż nam w wyniku "karnawalizacji" kultury zrobi się zanadto wesoło, musimy czym prędzej nadrobić braki w... wykształceniu ogólnym.

Jerzy Rachowski

Suwerenność Narodu Polskiego

Friday, November 2, 2007

Pamieci pomordowanych Polakow.

W Swieto Zmarlych pamietajmy o tych ,ktorzy oddali zycie w walce o wolna Polske.
Ale oddali je nie w walce ,twarza w twarz z wrogiem , ale zakatowani w UBeckich katowniach,zamordowanych strzalem w potylice gdzies na wieziennym podworku lub w piwniacach UB i pochowanych w nieoznaczonych grobach.

...Staracony,stracony,stracony...


Wbrew temu co planowali i o czym marzyli zydowscy organizatorzy i uczestnicy tych zbrodni KAZDY ZAMORDOWANY PRZEZ UB ,nawet ten pochowany w nieoznaczonym dole gdzies na smietnisku,BEDZIE MIAL DZISIAJ POSTAWIONA SWIECZKE.

Wystarczy aby kazdy z was postawil swieczke byle gdzie:na trawniku,na ulicy,na podworku, NA WYSYPISKU SMIECI ,-kazde takie swiatelko bedzie stalo na grobie ktoregos z tych setek tysiecy pomordowanych .

I nawet w ten sposob szatanskie marzenie ,abysmy nie mogli ich uczcic nawet po ich smierci, TEZ SIE ICH ZYDOWSKIM MORDERCOM NIE SPELNI

Jerzy

Dlaczego zaznaczylem w tytule:"Pamieci pomordowanych Polakow" ?
Bo o tych innych pomordowanych swiat wrzeszczy 24 godziny na dobe.
TO JA JUZ NIE MUSZE...

Thursday, November 1, 2007

Byla chata ,bylo szklo...



"Byla chata,bylo szklo i lapka w lapke wszystko szlo.."

Wyglada na to ,ze "ideal siegnal bruku".
Ciezkie czasy-jak powiedzial sowiecki zolnierz sciagajac zegar z ratuszowej wiezy...

Jerzy


"ZDRAJCA , kapuś i tajniak z Magdalenki, kapral stanu wojennego, który nie protestował, kiedy żydokomunistyczne służby bezpieczeństwa swoimi perfidnymi sposobami zmuszały tysiące Polaków, prawdziwych polskich patriotów do ucieczki z Ojczyzny, emigracji politycznej z Kraju całymi rodzinami, by nie przeszkadzali w realizowanej od 17 września 1939 roku grabieży mienia narodowego Polaków, nie maskuje się już dłużej i nie kryje ze swoim nikczemnym obliczem ZDRAJCY NARODU POLSKIEGO.

Walęsa w przeddzień wyborów 2007 roku zapowiadał PUBLICZNIE: zaraz w dzieñ wyborów będę prosił o chętnych do budowania programów i struktur w czasie roku - bo więcej to nie może wytrwać - zrobimy dogrywkę i uporządkowanie kraju .

Po wyborach Wałęsa nie chce już zajmować się porządkami w kraju, oddał się do dyspozycji Tuska, którego partię przed wyborami wszelkimi sposobami wspierał. Wałęsa chce za to dla siebie posady konsula honorowego w USA, gdzie konsulowie bez honoru zajmują się dotychczas, jak w każdym innym kraju osiedlania Polaków, rozbijaniem Polonii i skłócaniem Polaków nie z żydami, lecz jednego Polaka z drugim, brata z bratem.

Do brudnej roboty nie trzeba znajomości języków, nie każe nikt czytać książek. Wystarczy kilka üargonowych pojęć prostych jak gazrurka: mores, sztama i murka. Moresu nie nauczono trockistów z KOR-u na komendzie w Gdańsku; nie trzymał sztamy Gwiazda z Borusewiczem w Senacie przed wybraniem go na posadę cerbera ubeckiego hadesu, nie będzie miał posłuchu wśród Polaków kręt i cwaniak, który ubowcom się kłaniał i przepijał z nimi w odosobnionych miejscach.

Borusewicz nie odbiega poziomem moralnym od Wałęsy, który wypomina mu zdradziecką współpracę z działającą ze wschodnich Niemiec tajną służbą Stasi i haniebne prowadzenie za nos przez Hodysza, oficera SB. Zapowiadanymi publicznie zmianami konstytucyjnymi w Polsce, rozwiązaniem Senatu i odwołaniem Borusewicza ze wszystkich publicznych stanowisk, pozbawieniem go odznaczeń i tytułów nie wymaże Lech Kaczyński z pamięci Polaków swojego osobistego udziału w niebywałej sztamie z ubowcami w Magdalence, bo w żadnym innym kraju na świecie nie było przypadku tak nikczemnej zmowy rządzącego reżimu z ludźmi, którzy zgodzili się robić za opozycjonistów.

Potrzebne są zmiany w Polsce ku normalności, bez agentów i kapusiów, bez podawania się za Polaków. Polska dojrzała do podniesienia się z kolan. Wałęsę może sobie Tusk zesłać na Kamczatkę i Sachalin albo i na konsulat. By rozbijać Polonię krajową wystarczy tylko zapytać Danutę, czy do twarzy jej będzie w walonkach?"


Stan David Ligoń

Miejsca zbrodni czy zbrodniarze. W czym rzecz?

Nasz Dziennik przytoczyl pare zdan prezesa IPN
Janusza Kurtyki. Dziele sie w zwiazku z tym moimi krotkimi refleksjami.


Calosc:
http://www.naszdziennik.pl/index.php?typ=po&dat=20071031&id=po41.txt
"IPN chce przywrócic pamiec o dawnych katowniach ubeckich

Mieszkaja nad katowniami

Instytut Pamieci Narodowej rozpoczyna realizacjê
ogólnopolskiego programu naukowo-edukacyjnego,
którego celem jest udokumentowanie sladów
zbrodni komunistycznego aparatu represji
dokonywanych w latach 1944-1956. Program
"Sladami zbrodni" adresowany jest do wszystkich
zainteresowanych zachowaniem i poszerzeniem
wiedzy z zakresu najnowszej historii Polski.

- W ramach tego projektu chcemy zidentyfikowac i
odszukac wszystkie miejsca kazni i zbrodni
popelnionych przez komunistów na Polakach. Nawet
pracownicy IPN byli zaskoczeni, ze tak duzo tych
obiektów ocalalo. Wiele z nich uzytkowanych jest
w sposób uragajacy pamiêci pomordowanych.
Mieszcza siê one czêsto w ramach zabudowy
mieszkalnej i urzêdów pañstwowych - mówil
wczoraj prezes IPN Janusz Kurtyka. - Oczywiscie
nie byloby w tym nic zlego, gdyby nie to, iz
pamiêc o tym, ze dany budynek byl miejscem
kazni, zupelnie w wielu przypadkach zaniknêla - dodal."



Bardzo ladnie ze Janusz Kurtyka, prezes IPN
zainteresowal sie miejscami kazni i katowniami
UB. Tak, jest ich wiele, szokujaco wiele. "Nawet
pracownicy IPN byli zaskoczeni..." -
znamienne!? Czy jednak p.Kurtyka wraz
pracownikami IPN sa zaskoczeni tym, ze wszystkie
panstwa objete zydo-sowiecka rewolucja znana pod
mianem bolszewickiej, a po II W.S. wszystkie
panstwa sprzedane przez Aliantow tworowi tej
rewolocji pod nazwa ZSRR sa miejscami kazni
najlepszego biologicznego elementu tych panstw siegajaca liczby 200 milionow.

Caly aparat znany poczatkowo jako bolszewicki,
potem jako bloku ZSRR w koncu uznany jako
"komunistyczny" i zbrodniczy kiedy jego funkcja
wyczerpala sie i zostal rozwiazany a moze raczej
zmodyfikowany w swojej organizacji przez te same sily ktore go stworzyly.

Upamietnienie miejsc kazni i masowych mordow na
terenia Polski jest wazne dla historii lecz
skwitowanie tej sprawy jako miejsc "zbrodni
komunistycznego aparatu represji dokonywanych w
latach 1944- 1956 bez historycznego podkladu
faktow stanowiacych o genezie i struktorze tego
"komunistycznego aparatu" bedzie raczej bardziej
zamazywaniem historii niz jej udokumentowaniem
biorac pod uwage aktualna "poprawnosc polityczna".

Obiecujaco brzmi zdanie; "Instytut Pamieci
Narodowej rozpoczyna realizacjê ogólnopolskiego
programu naukowo-edukacyjnego, którego celem jest
udokumentowanie sladów zbrodni komunistycznego
aparatu represji dokonywanych w latach
1944-1956." Obiecujaco ale tylko w czesci
poniewaz zbrodnie przeciwko Narodowi, te krwawe i
bezkrwawe nie zakonczyly sie z rokiem 1956.
Obiecujaco ale nierealnie poniewaz nie wierze
zeby ten "ogolnopolski program
naukowo-edukacyjny" obejmowal historyczy podklad
faktow stanowiacych o genezie i struktorze tego
komunistycznego aparatu. Zbyt wielu naukowcow nie
obciazonych "poprawnoscia polityczna" trafiloby
do wiezienia za "antysemityzm". "brak
tolerancji", "ksenofobie", "podjudzanie do
wasni", "rasizm", "szowinizm" i brak
elementow "nowej ewangelizacji". Jesli do tego
dodac aktualne globalistyczne sily majace zwiazek
z kreacja i rozmontowaniem "Imperium Zla" z poza
zydowskich organizacji to tym bardziej ten
zapowiadany program moze byc tylko farsa w
obecnej rzeczywistosci nie tylko w Polsce.

Minelo juz prawie 3/4 wieku. Miejsca moga byc
zaznaczone ale organizatorzy tych zbrodni,
wykonawcy, pomocnicy, naganiacze, kooperanci albo
umarli smiercia naturalna, opuscili Polske i
czuja sie bezpieczni za granica i nawet na
terenie Polski i pozostaja niezaznaczeni. Sa
dobrze uwlaszczeni cudzym mieniem lacznie ze swoimi potomkami.
Miejsca kazni bez powiedzenia imiennie kto nimi
kierowal, kto w nich urzedowal, kto w nich
wykonywal polecenia i czyje polecenia pozostaja
tylko miejscem jakiejs abstrakcji. Abstrakcji bo
do tego teraz sprowadza sie pojecie
"komunistyczny totalitaryzm" ktory juz teraz
mozna krytykowac ale nikt nie wazy sie w masowych
mediach i rzadowych instytucjach wyjawic nazwisk,
stanowisk, stopni wojskowych czy milicyjnych,
pozycji administracyjnych i operacyjnych nie
mowiac juz o zyciorysach czy rodowodach lych
ludzi. Te wszystkie rzeczy istnieja do teraz.
Czesc z nich napewno jest juz zniszczona ale
mozna nawet dojsc do tego kto je zniszczyl. Nie
sadze zeby IPN nie mial dostepu do tych danych.
Sadze raczej ze IPN nie chce miec do nich
dostepu. Gdyby chcial mialby nawet listy bojowek
ZOMO-skich lacznie z ich operacyjnymi dowodcami
nie mowiac juz o funkcjonariuszach NKWD, UB, i
pozniejszych wcielen tego samego aparatu.

Zycze zatem sukcesow p.Januszowi Kurtyce jako
prezesowi IPN. Sadze jednak ze jego sukcesy sa i
beda sukcesami nie polskiej racji stanu sadzac po
doswiadczeniach wieloletniej dzialalnosci IPN.

Sadze, ze moze byc pomocnym zapoznanie sie z
przetlumaczonym z angielskiego dokumentem,
Senackiej Komisji USA, - Departament Wojny, pod
tytulem, THE POWER AND AIMS OF INTERNATIONAL
JEWRY, - (SILA I CELE MIEDZYNARODOWEGO ZYDOSTWA.)
odtajnionym w 1973r. (Dokumenty zwiazane ze
smiercia gen Sikorskiego do dzisiaj nie sa odtajnione)
http://homepage.interaccess.com/~netpol/POLISH/historia/SilaCele.html


Wojciech Wlazlinski
netpol@interaccess.com

Dzisiejsza "migawka' z "Protokolow"

"ALKOHOLIZM. KLASYCYZM. PRYWATA
Spojrzycie na odurzone wódka zwierzeta, do której, uzycia nadmiernego prawo otrzymywane jest razem z wolnośćia. Czyzbyśmy mieli pozwolic, by i „nasi" doszli do podobnego stanu? Narody gojów odurzone sa przez napoje wyskokowe. Mlodziez ich zatracila inteligencje wskutek klasycyzmu i wczesnej rozpusty, do której podjudzana była przez agentów naszych w postaci guwernerów, lokajów, guwernantek w domach zamoznych, kelnerów i kobiet naszych w miejscach rozrywek gojów. Do liczby ostatnich wlaczam również tak zwane „damy z towarzystwa" które sa dobrowolnymi nasladowczyniami tamtych pod wzgledem zbytku i rozpusty. "


Jerzy

Dzisiejsza "migawka' z "Protokolow"

"ALKOHOLIZM. KLASYCYZM. PRYWATA
Spojrzycie na odurzone wódka zwierzeta, do której, uzycia nadmiernego prawo otrzymywane jest razem z wolnośćia. Czyzbyśmy mieli pozwolic, by i „nasi" doszli do podobnego stanu? Narody gojów odurzone sa przez napoje wyskokowe. Mlodziez ich zatracila inteligencje wskutek klasycyzmu i wczesnej rozpusty, do której podjudzana była przez agentów naszych w postaci guwernerów, lokajów, guwernantek w domach zamoznych, kelnerów i kobiet naszych w miejscach rozrywek gojów. Do liczby ostatnich wlaczam również tak zwane „damy z towarzystwa" które sa dobrowolnymi nasladowczyniami tamtych pod wzgledem zbytku i rozpusty. "


Jerzy

Swieta krowa to i gowno swiete

O tym co to znaczy miec doskonaly wywiad przekonalem sie po raz kolejny dzisiaj rano. W skrzynce "Raporty wywiadu" znalazlem scisle tajny material od szefowej naszego wywiadu "Yolandy" (to oczywiscie tylko scisle tajny pseudonim), o skomplikowanych operacjach jakimi CIA otoczylo inna,bardzo prosta operacje.

W czasie niedawnej podrozy do Wiednia osobnika mianowanego przez sanhedryn na stanowisko Namiestnika zydowskiej kolonii w USA -niejakiego Busha ,w slad za Bushem polecial do Wiednia jego sraczyk.

Ale malo tego: nie tylko sraczyk polecial do Wiednia ale swiete gowno odlecialo z powrotem do Usraela!

Powaznie.

Okazuje sie przy okazji ,ze cale to dzialanie jest tylko pozornie paranoiczne.

Opierajac sie na wlasnych metodach CIA upewnila sie po prostu ,ze nikt nie bedzie mial okazji robic z gownem namiestnika komisarycznego tego samego co CIA robila z odchodami innych namiestnikow z innych krajow .

Okazuje sie bowiem ,ze w czasie niektorych wizyt miedzynarodowych w Waszyngtonie istnial "podsluch ( moze raczej :"podwach") sracza".
Szanowne odchody szanownych gosci byly odprowadzane przez oddzielne rury i poddawane analizom pod katem potencjalnych chorob "wydalacza".

Ciekawe czego tak sie boi CIA ?
Zeby nie okazalo sie ,ze namiestnik wydala smole i siarke?

Nie mogac awansowac szefowej wywiadu wyzej, bo osiagnela juz najwysze stanowisko w swojej branzy musze jednak zrobic cos aby brak awansu nie spowodowal nastrojow buntowniczych.
W zwiazku z tym dziekujac naszej szefowej z calego serca za informacje jakie nam podrzuca chcialbym jej jednoczesnie przypomniec ,ze tak samo jak szybko awansowala tak szybko moze byc zdegradowana jesli nie bedzie wiecej podobnych raportow. :)

Widze ,ze nawet pisanie o Zydach i ich metodach jest grozne.Czlowiek zaczyna uzywac ich metod nawet podswiadomie.:)

Serdeczne pozdrowienia dla Yolandy
Jerzy





" Even Bush's Feces & Urine
Are Classified Top Secret
All Of It Captured And Flown Back From Europe
By Wayne Madsen
WayneMadsenReport.com
7-5-6


Even Bush's crap is classified top secret. According to our Austrian sources, Austrian newspapers are currently abuzz with special security details of George W. Bush's recent trip to Vienna. Although the heavy-handed Gestapo-like security measures meted out to Viennese home owners, business proprietors, and pedestrians by US Secret Service agents and local police before and during Bush's visit received widespread Austrian media attention, it was White House "toilet security" ("TOILSEC"), which has Austrians talking the most.

The White House flew in a special portable toilet to Vienna for Bush's personal use during his visit. The Bush White House is so concerned about Bush's security, the veil of secrecy extends over the president's bodily excretions. The special port-a-john captured Bush's feces and urine and flew the waste material back to the United States in the event some enterprising foreign intelligence agency conducted a sewage pipe operation designed to trap and examine Bush's waste material. One can only wonder why the White House is taking such extraordinary security measures for the presidential poop.

In the past, similar operations were conducted against foreign leaders to determine their medical condition. However, these intelligence operations were directed against dictators in countries where even the medical conditions of the top political leaders were considered "state secrets."

The Israeli Mossad conducted one such operation against Syrian President Hafez Assad when he visited Amman, Jordan in Feb. 1999 for the funeral of King Hussein. The Mossad and its Jordanian counterpart installed a special toilet in Assad's hotel room that led not to a pipe but to a specimen canister. Assad suffered from diabetes and cancer and the operation was designed to discover the actual medical condition of the ailing leader.

During Soviet President Mikhail Gorbachev's visit to Washington in 1987, the CIA reportedly placed a special trap under a sewage tank to collect the Soviet leader's bodily waste for analysis.

More recently, the CIA was reported to have collected waste samples from Ugandan President-dictator Yoweri Museveni's toilet when he visited Washington.

Even Bush's toilet paper was flown in from the U.S. Air Base at Ramstein, Germany. In addition, Bush's food was flown in from the United States and tested with special chemicals before he ate it. Romanian dictator Nicolae Ceausescu, who was shot by a firing squad in 1989, was the last major European leader to constantly use a food tester. The last frequent state visitor to Vienna, who always relied on a food tester, was Adolf Hitler. "



http://www.rense.com/general72/fexc.htm
_______________________________________
http://www.uruknet.info/?l=e&p=-6&size=1&hd=0
_____________________________________________
www.whatreallyhappened.com


Cos mi smierdzi w tej calej sprawie... :)
Jerzy

Eutanazja-sposob na dolegliwosci sluzby zdrowia?

Nasza kandydatka na agentke -Goska, z Perth (u nas tez obowiazuja solidne zasady:sklada sie podanie o przyjecie w poczet agentow,dodaje opinie agentow juz aktywnych o kandydacie itp.Zadnej fuszerki i lapania z ulicy:) )podrzucila bardzo wazna informacje.
Powolutku ,po cichutku trucizna sie saczy.

Australijski dziennikarz ,autor doskonalej ksiazki "Fain print" napisal kiedys :" If they don't need you,why should they feed you" ? -piszac o zmianach zachodacych w dzisiejszym swiecie, co tlumaczy sie :"Jesli oni cie nie potrzebuja,to dlaczego mieli by cie karmic?"

Analogiczna sytuacja moze miec (a moze juz ma?) miejsce w opiece zdrowotnej?
jesli do funkcjonowania panstwa wystarczy nawet polowa istniejacych obywateli to moze nie ma sensu karmic calej nieuzytecznej holoty ?
I leczyc..
I uczyc..

Jerzy

"Lekcja ze stanu Oregon

Oregon, liczący 3,5 mln mieszkańców stan w zachodniej części Stanów Zjednoczonych, na wybrzeżu Pacyfiku - tu znajduje się jeden z najbardziej urodzajnych regionów na świecie. W 1997 roku władze stanowe zalegalizowały eutanazję w formie samobójstwa wspomaganego, tzw. Oregon's Death with Dignity Act. Prawnie ustanowiono specjalne zasady: pełnoletni, śmiertelnie chorzy obywatele Oregonu sami biorą przepisaną przez lekarza truciznę.

Ustawa nakazuje monitorowanie funkcjonowania ustawy przez stanowy Department of Human Services (departament spraw społecznych). Według danych, w latach 1998-2006 odpowiednim służbom zgłoszono 292 przypadki samobójstwa wspomaganego.

Analiza przypadków ujawniła, że niemożliwy do uśmierzenia silny ból fizyczny wcale nie jest główną przyczyną decyzji o zakończeniu życia. Jak podają lekarze, pacjenci najczęściej obawiają się zależności od innych osób. Zatem „kontrola” i „wybór” – to kluczowe słowa w opisie zjawiska eutanazji w Oregon.

W latach 1998-2001 odnotowano 91 przypadków eutanazji (średnio 23 rocznie). Natomiast w latach 2002-2006 było już 201 przypadków (średnio 40 rocznie). W 2006 r. zgłoszono 46 zgonów eutanazyjnych, zarejestrowano 65 recept na śmiertelną dawkę barbituranów wystawionych przez 40 lekarzy. Statystyki mówią, że 1 na 700 zgonów w stanie Oregon ma za przyczynę eutanazję.

Znacznie więcej do myślenia daje analiza socjologiczna zjawiska. Podczas przeprowadzonej w 2002 r. kontroli jakości lecznictwa szpitalnego Oregon otrzymał notę D (nasza dwója) a system opieki paliatywnej E (nasza jedynka).

Badania przeprowadzone przez pracowników Oregon Medical University ujawniły, że po wprowadzeniu legalizacji eutanazji drastycznie obniżyły się standardy leczenia bólu. Liczba pacjentów umierających w bólu podwoiła się.

Szczegółowy raport opublikowany w American Journal of Psychiatry w 2005 r. informuje, że pacjenci w depresji towarzyszącej chorobom nowotworowym coraz częściej pozbawieni są pomocy psychologicznej lub psychiatrycznej. Lekarze zamiast leczenia depresji i bólu proponuję, że „posiedzą przy pacjencie, kiedy ten zdecyduje się wypić śmiertelny koktajl”.

Co więcej, władze administracyjne stanu wkalkulowały samobójstwo wspomagane w budżet służby zdrowia. W 2003 r. z listy upoważnionych do nieodpłatnych świadczeń medycznych wykreślono 10 tys. chorych chorych wymagających przeszczepu szpiku kostnego, chorych psychicznie oraz chorujących na padaczkę i AIDS. W 2005 r. bezpłatnych świadczeń pozbawiono 75 tys. chorych. Natomiast pacjenci ubezpieczeni w systemie Medicare lub Medicaid zaczęli mieć problemy z refundacją niektórych świadczeń.

[Za: Kenneth R. Stevens Jr, MD, “Suicide lessons from Oregon”, w: MercatorNet – 26.10.2007 r.] "



Przykro mi bardzo ale musze was pozbawic zludzen: TO CO na zdjeciu to nie jeden z eksponatow z wystawy w Lund....

To jedna z najwaznieszych "doradczyn" Busha w jego rzadzie,ktora PUBLICZNIE stwierdzila to wlasnie w czasie spotkania z brytyjskimi ministrami w czasie ich odwiedzin w Pentagonie :"Ja nienawidze wszystkich Iranczykow".Sprawa w toku.Calosc artykulu-ponizej

Prosto z ryja

Jerzy

Czy mozna "walic konia" -koniowi?

Wszystkie Panie ,ktore tu zagladaja prosze o wybaczenie mi koszarowego sformulowania ale wystawa "SZTUKI" ,o ktorej mowi ponizszy artykul nie zasluguje na nic innego.

Nacjonalisci szwedzccy pogonili degenerata

Dzielny artysta,pol Honduras,pol Afro-Kuba, wystawil cala serie swoich dziel w Lund.

Ta wystawa zdegenerowanej pornografii nazywala sie "Historia sexu" i lokalne wladze ZACHECALY RODZICOW aby zaprowadzili na nia swoje pociechy !

Do artykulu dolaczone jest video ,na ktorym na wlasne oczy mozecie zobaczyc poziom do jakiego chca nas doprowadzic nasi zydowscy (glownie) treserzy.

Polecam ten artykul tym wszystkim ,ktorzy moja alarmujace czasami pisanie traktuja jak bredzenie opetanca.
Zobaczcie i odpowiedzcie sobie sami,czy zaprowadzili byscie swoje dzieci na taka "wystawe sztuki" albo czy chcielibyscie aby wasze dziecko zostalo zaprowadzone przez pania nauczycielke na TAKA SZTUKE !?

"The exhibition called "A History of sex" was made up of explicit photos of deviant sexual acts, among others of a white woman masturbating a horse, a woman peeing in the face of a white man, a woman putting her whole fist up a white man's anal, and of a white man kneeling and performing oral sex on a black man. What is worse, parents were encouraged to take their children to the exhibition to make them less prejudice and to learn about "alternative manifestations of love".

Wystawa "Historia sexu" skladala sie z wyuzdanych zdjec rownie wyzudanych aktow seksulanych.Pomiedzy nimi: zdjecie BIALEJ kobiety robiacej..to co w tytule, kobiety olewajacej -DOSLOWNIE- twarz bialego mezczyzny,kobiety wkladajacej piesc do tylka bialemu mezczyznie i BIALEGO mezczyzny robiacemu dobrze jezyczkiem CZARNEMU facetowi.
Co gorsze, rodzice byli zachecani do zabrania swoich pociech na te wystawe 'ABY ZROBIC JE MNIEJ "UPRZEDZONE" ORAZ ABY MOGLY UCZYC SIE INNYCH FORM OKAZYWANIA MILOSCI!!!!!"
(...)

(..)"It can be seriously questioned whether parents who willingly expose their children to bestiality, pee sex, and fist fucking, should be allowed to have guardianship,(...)

Nalezalo by powaznie zapytac czy rodzice ,ktorzy dobrowolnie wystawiaja swoje dzieci na gloryfikacje tego typu zboczen powinni nadal posiadac prawa rodzicielskie(...)

"(...)While the attack on the Serrano exhibition has gained a lot of media attention in Sweden, few news items have mentioned the real content of the photos. Instead, the occurrence is generally described as an unprovoked attack on democracy and freedom of expression in the media. However, by way of forums on Internet a lot of ordinary people have been made aware of the true background and a strong support for the act has been voiced."(...)

Podczas gdy atak na wystawe Serrano byl walkowany na wszystkie strony przez mendia w Szwecji,tylko kilka doniesien prasowych mowilo prawde o zawartosci wystawy.
Wieszkosc zydowskich gazet po szwedzku podniosla wrzask w obronie zaatakowanej demokracji i wolnosci ekspresji w tym co sie robi bez mowienia o wystawie jako takiej.Na szczescie dzieki internetowi masa normalnych ludzi mogla dowiedziec sie o co naprawde chodzilo szweckim nacjonalistom,ktorzy "rozgonili" propagande zboczen i dzieki tej wiedzy ogromna fala poparcia dla "napadajacyh na demokracje" miala miejsce ."(...)


Ogladnalem te "dziela".
Zobaczcie rowniez sami.
Nie obchodzi mnie to co ludzie robia w swoich sypialniach ,tak dlugo dopoki ze zboczen ktos nie probuje zrobic "normy".

Jest to tylko jeden ,z setek tysiecy atakow majacych miejsce codziennie na calym swiecie, na nasza swiadomosc,na nasze normy moralne,na nasze rodziny.Metody sa te same,nawet najpiekniejszy kredowy papier i tak smierdzi czosnkiem i zdradza autorow tych arcydziel.


Powiedzmy im :"WON"

Jerzy